52 dni startowe w kalendarzu UCI. 65 kolarzy z zawodową licencją. Kolarstwo szosowe w Polsce. By się nim interesować, trzeba sporego samozaparcia.

Krótki test. Masz dziesięć sekund, by pomyśleć o nazwiskach polskich kolarzy. Michał Kwiatkowski i Rafał Majka się nie liczą. 3..2..1..Start
.
.
.
Już. Wymieńcie pięciu.

A teraz robimy to samo z wyścigami. Tour de Pologne wykluczamy z tej zabawy. Gotowi? Go!
.
.
.
I jak? Poproszę o nazwy trzech imprez szosowych.

Mistrzostwa Polski, rywalizacja o ikoniczną “koszulkę z orłem” to dobry moment, by pochylić się nad rodzimym kolarstwem i kolarzami. Co wiemy, co chcielibyśmy wiedzieć, jak w nim uczestniczymy i wreszcie, skąd czerpiemy informacje.

Ujmując sprawę jak najprościej się da napiszę: jest bieda.

By na bieżąco śledzić poczynania kolarzy ścigających się po naszych szosach, trzeba być prawdziwym pasjonatem, poświęcić wiele czasu i energii. De facto jedyną imprezą na stałe obecną w mediach jest Tour de Pologne, który co roku przez tydzień gości na antenie telewizji publicznej, do tego w popołudniowym “prime time”.

Pozostałe zawody, a jest ich niemało, można obejrzeć w porywach w telewizji regionalnej. Nawet, jeśli są to, na naszą miarę prestiżowe wydarzenia takie jak etapówki Szlakiem Grodów Piastowskich, Małopolski Wyścig Górski, Bałtyk – Karkonosze, Wyścig Solidarności i Olimpijczyków czy Szlakiem Walk Majora Hubala czy “klasyki”, np. Memoriał Henryka Łasaka. O takiej imprezie jak “Karpacki Wyścig Kurierów” nie wspominam, bo choć to ważny event, startują w nim młodzieżowcy, to taki środkowoeuropejski odpowiednik Tour de l’Avenir.

Cóż bym dał za fajną galerię zdjęć z jednej z tych imprez, którą mógłbym z przyjemnością wrzucić jako pierwszy punkt “loverove”. Powiedzieć Wam: hej, zobaczcie, jak fajnym tłem dla peletonu jest Dolny Śląsk czy Małopolska. Albo kilkuminutowy klip wideo podsumowujący imprezę. Nie, nie ten z gadającymi głowami burmistrzów i wójtów. Ten z akcją, dynamiką, kreujący i miejsca i ludzi – sportowców.

Luka na rynku jest tak wielka, że to nie musi być content dostarczany przez organizatorów imprez. Mogłyby to robić drużyny, niekoniecznie te najbogatsze. Nawet w World Tourze o swoich fanów dbają tylko nieliczni, ale obok ekip takich jak Sky czy Quick Step o swoich fanów i komunikację bardzo dobrze zabiega niskobudżetowy Cannondale-Drapac, który serwuje nam klimatyczne zdjęcia i opowieści kolarzy.

Właśnie, kolarze… Wspomnieni Majka i Kwiato w tym roku doczekali się profesjonalnie wyglądających stron internetowych. Ich kanały społecznościowe jakoś żyją, ale powiedzmy sobie szczerze, możemy się z nich głównie dowiedzieć o wynikach osiąganych przez naszych gwiazdorów.

A wyniki wszyscy znamy. Będąc mocno zainteresowanymi, dzięki portalom naszosie.pl, rowery.org i pro-cycling.org możemy oswoić się z nazwiskami zwycięzców, czasami przeczytać wywiad a nawet “bloga” a to bardziej a to mniej doświadczonych kolarzy.

Z mojej strony i z tego miejsca: wielkie dzięki za tę robotę, bo gdyby nie Wy, to “polska szosa” byłaby dla kibiców równie odległa co Tour of Rwanda. A może nawet mniej, bo Tour of Rwanda ma całkiem fajną promocję.

Jednak realnie, po stronie drużyn i zawodników próżno szukać nawet nie tyle fajnych, co regularnie dostarczanych treści. Jeśli miałbym wskazać najbardziej aktywną postać w polskich, kolarskich social mediach, to jest to dyrektor sportowy PZKol, Andrzej Piątek. Reszta naszego peletonu razem nie produkuje tylu postów co on jeden. Jeśli co trzeci nasz zawodowiec korzystałby z facebooka i twittera w ¼ tak aktywnie jak on, śmiem twierdzić że już za chwilę mielibyśmy całkiem sporo ciekawych wiadomości z pierwszej ręki. Bo jak słusznie zauważył Bartek Wawak w rozmowie, którą z nim przeprowadziłem, tak, to również jest obecnie ważny element pracy wyczynowego sportowca.

Wspomniane “loverove” to naprawdę dobry test tego, co jest dostępne i co jest ciekawe. Gdy startowałem z tym porannym przeglądem newsów myślałem: “sporo się zmienia, niedługo będę wrzucał większość materiałów po polsku”.

Tymczasem, jeśli wśród trzech punktów znajduje się jeden dotyczący polskiej imprezy lub zawodnika ścigającego się w kraju – jest dobrze. Jeśli wszystkie trzy pochodzą z rodzimych wydarzeń, i jest to np. wywiad, zdjęcie i wideo – to święto.

Możecie powiedzieć: no dobra, skoro narzekasz, to sam mógłbyś się zabrać do roboty i więcej pisać o tym, co dzieje się w Polsce. Owszem, mógłbym. Ale realnie rzecz ujmując, wymagałoby to ode mnie o wiele większego wysiłku, nakładów czasu i pieniędzy.

W sytuacji, w której ogólnie zmagamy się raczej z nadmiarem informacji i przyjąłem dla siebie rolę ich selekcjonowania, wybrania najciekawszych i dzielenia się nimi, ewentualnie z pewnym dodatkiem pracy własnej, nie mam dość zasobów, by robić więcej.

Ba, newsy, ciekawostki, dane, materiały, anegdoty dotyczące imprez, klubów i zawodników nawet z drugiego końca globu mam często podane na tacy. A jeśli nie na tacy, to wymagające niewielkiego researchu i poskładania wszystkiego w całość.

Dzięki temu jestem w stanie napisać o brodzie Dana Cravena z Namibii, natomiast o tym, co wydarzyło się na ważnej imprezie 300km od mojego domu nie mam pojęcia. Bo żeby mieć, musiałbym tam fizycznie być, dojechać a jeszcze najlepiej zakumplować się z obsługą grup i zawodników, by dotrzeć do interesujących Was informacji, które dorównują temu, co jestem w stanie zagregować siedząc przed komputerem.

Zatem, jeśli wiecie, że jakiś zawodnik czy organizator robi coś fajnego, wartościowego, ciekawego lub… po prostu robi, to nie krępujcie się podsyłać (najlepiej w wiadomości na facebookowym fanpage). A jeśli znacie tegoż zawodnika, organizatora czy członka klubu czy grupy zawodowej, to motywujcie ich do działania. Jest taka plaża, że naprawdę nie trzeba wiele, by się wybić i zostać zauważonym.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments