Wyważona, choć ekstremalnie trudna trasa. Jeden, wyraźny faworyt, za plecami którego czyha silne grono zdeterminowanych rywali. Kto wygra setne Giro d’Italia i dlaczego będzie to Nairo Quintana?

Typ oczywisty

Postawmy sprawę jasno: Nairo Quintana nie przyjeżdża do Włoch po to, by wygrać Giro d’Italia. Lider Movistaru chce w tym roku zwyciężyć w dwóch wielkich tourach. 33 dni po świętowaniu na podium w Mediolanie stanie na starcie pierwszego etapu Tour de France z myślą o pokonaniu Chrisa Froome’a. Różowa koszulka to niezbędna, ale zaledwie połowa jego planu.

Quintana jest najszybciej podjeżdżającym kolarzem w peletonie setnego Giro d’Italia, jest również najbardziej wytrzymały. Trudno wskazać dzień w czasie jego przygody z trzytygodniowym wyścigami, gdy byłby w ewidentnie gorszej dyspozycji. Owszem, zarówno Giro jak i Vueltę wygrał raczej po nietypowych akcjach a nie po spektakularnych przyspieszeniach na finałowych podjazdach górskich etapów, ale i tak fizjologicznie jest o klasę wyżej niż wszyscy jego rywale.

Ma również wsparcie mocnej drużyny, dzięki czemu będzie mógł jechać defensywnie i zachowywać tyle energii, ile się da na Tour. O ile oczywiście zapewni sobie odpowiednią przewagę przed etapami jazdy na czas.

Typ “za zasługi”

Vincenzo Nibalego nie wolno lekceważyć. Nigdy. Jeśli ktoś wygrał cztery wielkie toury i Giro di Lombardia, to nawet, jeśli nic tego nie zapowiada, może wygrać kolejny. Owszem, czas płynie nieubłaganie, ale Włoch nie ma jeszcze 33 lat (urodził się w listopadzie 1984r), zatem jego “silnik” jest wciąż na tyle mocny, by dawać nadzieję na sukces.

Zbudowana wokół Nibalego drużyna Bahrain – Merida nie jest co prawda tak imponująca jak Astana, w barwach której odnosił największe sukcesy, ale w razie potrzeby powinna wystarczyć jako wsparcie.

Nawet, jeśli “Rekin z Messyny” jak lubią nazywać go dziennikarze, swoje zwycięstwa w Giro, Vuelcie i Tourze odnosił dzięki pewnej dozie szczęścia, prawdą jest, że szczęściu trzeba pomagać. Wytrzymałość, cierpliwość i znakomita technika jazdy to niewątpliwe atuty Nibalego, które równoważą przewagę, jaką Quintana ma pod górę.

Foto LaPresse – Fabio Ferrari
04/05/2017 Alghero, Sassari (Italia), Materiały Prasowe RCS

Typ “na dorobku”

W peletonie setnego Giro jedzie kilku kolarzy “z papierami” na… no właśnie, może nawet na zwycięstwo. W kolejnych sezonach pokazywali rezultaty, które sugerują, że albo przy odpowiednim zbiegu okoliczności albo przy postępie o 2-3% stosunku mocy do masy mogą wygrać różową koszulkę.

Pierwszym z nich jest Thibaut Pinot (FDJ). Stał już na podium Tour de France, wielokrotnie podjeżdżał najcięższe wzniesienia w tempie zbliżonym do Quintany czy Froome’a i w zasadzie tak szybko jak Nibali. Do tego poprawił jazdę na czas oraz zjazdy a na Giro wybrał się, chcąc sprawdzić swój potencjał z dala od zgiełku charakterystycznego dla “Wielkiej Pętli” oraz lipcowych upałów.

Drugim jest Steven Kruijswijk. Holender rok temu już był w ogródku, już witał się z gąską by przyparty do muru upaść na zjazdach z przełęczy Agnello i stracić nie tylko koszulkę lidera, ale i miejsce na podium zaledwie dwa dni przed końcem wyścigu. W górach potrafi być mocny, do tego nieźle jeździ na czas. Jego ekipa nieco się wzmocniła, powinien mieć zatem większe wsparcie niż ostatnio.

Jego rodak, Tom Dumoulin również ma na koncie porażkę w ostatnim momencie wielkiego touru. Lider zespołu Sunweb dwa lata temu poległ na finałowym, górskim etapie hiszpańskiej Vuelty. Sezon 2016 podporządkował Igrzyskom w Rio de Janeiro, na Giro jedzie udowodnić niedowiarkom, że kolarz o jego charakterystyce może w górach obronić przewagę zdobytą na etapach jazdy na czas.

Trzecim Holendrem “po przejściach” jest Bauke Mollema. Lider Trek-Segafredo był niespodzianką ubiegłorocznego Tour de France, w górach potrafił trzymać koło najmocniejszych rywali, ale w końcówce osłabł i zaczął popełniać błędy. Trudno wyobrazić go sobie uciekającego Quintanie, ale każdy wyścig ma swoją historię.

Rok temu blisko podium był Ilnur Zakarin, jednak podobnie jak Kruijswijk nie wytrzymał morderczej końcówki, upadł na zjazdach i doznał kontuzji. Potrafi jednak podjeżdżać tempem najlepszych, jeśli pojedzie rozważniej, również jego należy brać pod uwagę w walce o podium.

Bez presji do startu powinien podejść Adam Yates. Najlepszy młodzieżowiec ubiegłorocznej “Wielkiej Pętli” ma 25 lat. Jest świetnym góralem, gorzej radzi sobie w jeździe na czas, ale jeśli pojedzie tak jak w ostatnim Tour de France, na Giro może sie okazać, że to wystarcza do… zwycięstwa?

Na koniec zostawiłem kolarzy grupy Sky. Geraint Thomas mógłby być faworytem, póki co sprawdzał się jako górski pomocnik Froome’a i skuteczny łowca krótszych etapówek. W jego przypadku problemem jest wytrzymałość, o którą słusznie obawia się wielu ekspertów. Giro to nie Tour, na brutalnych, stromych podjazdach trudniej ukryć chwilę słabości pracą nawet najlepszej drużyny. Dlatego też z “jedynką” w Sky jedzie Mikel Landa. Bask to wybitny góral czekający na swoje pięć minut.

Wspomnieć też trzeba o Tejayu van Garderenie z BMC oraz silnej grupie zawodników Cannondale-Drapac. Szczególnie ciekawie może pojechać młody Hugh Carthy, ale i Joe Dombrosky i Pierre Rolland i Davide Formolo mogą wprowadzić sporo zamieszania. Co do van Garderena, to jego casus przypomina Thibaut Pinot. To kolarz z wielkim potencjałem, którego przygniotła presja związana ze startami w Tour de France, stąd też w tym roku wybrał start w Giro d’Italia. Solidnym typem do miejsca w czołówce jest również Bob Jungels z Quick Stepu, interesujące, jak z wysokimi górami poradzi sobie Rohan Dennis z BMC.

Foto LaPresse – Fabio Ferrari
04/05/2017 Alghero, Sassari (Italia), Materiały Prasowe RCS

Co pokażą Polacy?

Choć w setnym Giro d’Italia jedzie polski zespół, CCC Sprandi Polkowice, na liście startowej znajdziemy zaledwie pięciu zawodników z krajową licencją. To Marcin Białobłocki, Łukasz Owsian, Maciej Paterski, a także Michał Gołaś ze Sky i Tomasz Marczyński z Lotto-Soudal. Do tego jeżdżący z włoską licencją Jakub Mareczko (Willier Triestina-Selle Italia).

Ciekawe, jak spisze się Białobłocki podczas czasówek w wielkim tourze, w którym debiutuje w wieku niemal 34 lat. Z kolei Paterski jest kandydatem do zwycięstwa etapowego z ucieczki. Liderami CCC Sprandi Polkowice na klasyfikację generalną będą raczej Austriak Felix Grosschartner i Czech Jan Hirt.

Warto przypomnieć, że Michał Gołaś w przeszłości również aktywnie jechał w Giro a Tomasz Marczyński potrafił dobrze poradzić sobie w klasyfikacji generalnej hiszpańskiej Vuelty.

Niewiele okazji dla sprinterów

Z dużym prawdopodobieństwem większość kolarzy specjalizujących się w finiszach z peletonu wycofa się przed ostatnim, szczególnie górzystym tygodniem wyścigu. Ze szczególną uwagą będziemy przyglądali się pojedynkom Andre Greipela (Lotto – Soudal) z Fernando Gavirią (Quick Step). Do rywalizacji powinien włączyć się Caleb Ewan (Orica – Scott), Sacha Modolo i wspomniany już Jakub Mareczko.

Mój typ

Obiektywnie rzecz ujmując, podium Quintana-Nibali-Pinot (lub Kruijswijk) wydaje się być najbardziej prawdopodobne. Ponieważ jednak lubię ciekawe historie, w różowej koszulce na podium w Mediolanie najchętniej widziałbym jakąś nową postać. Zawodnika, który na Giro przełamie się, zrobi krok ku mistrzostwu i awansuje do kolarskiej ekstraklasy. Zatem, nieco odważnie, stawiam na Pinota.

A jakie są Wasze typy?

Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Fabio Ferrari, materiały prasowe RCS

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments