Vincenzo Nibali i Nairo Quintana nie słyną ze szczególnej empatii, w przeszłości zdarzało im się wykorzystywać problemy rywali i szukać szans w kontrowersyjnych sytuacjach. Gdy kłopoty dopadły jadącego w koszulce lidera Toma Dumoulina obaj pojechali po swoje.

Niepisane zasady sugerują, że gdy lider z obiektywnych powodów odpada z czołówki, wypada na niego poczekać. Prowadzący w klasyfikacji generalnej Giro d’Italia Tom Dumoulin w decydującej fazie królewskiego etapu wyścigu przyciśnięty przez naturę musiał na chwilę zatrzymać się, by załatwić potrzebę fizjologiczną między jednym a drugim podjazdem na przełęcz Stelvio.

Przed grupą faworytów w ucieczce jechał odrabiający straty w “generalce” Steven Kruijswijk, Nibali, Quintana czy Pinot znaleźli się więc w niełatwej sytuacji. Z jednej strony stanęli pod presją pilnowania miejsca w klasyfikacji, z drugiej okrycia się niesławą przez zaatakowanie lidera z problemami.

Faktem jest, że gdy Dumoulin kucał w przydrożnym rowie, nikt nie podkręcał tempa i nie atakował. Również gdy wsiadł na rower, kolarze Movistaru i Bahrajnu nie przyspieszali.

Liderowi wyścigu zajęło jednak kilka dobrych minut, by złapać równe, mocne tempo. Mniej więcej w tym samym momencie zniecierpliwiony Nibali zaczął sprawdzać możliwości Quintany i przygotowywać sobie grunt pod atak na zjazdach do mety.

Dumoulin wspiął się na wyżyny własnych możliwości, mimo złego samopoczucia zminimalizował straty i obronił koszulkę lidera. Quintana i Nibali wrócili do gry o końcowe zwycięstwo a więcej będziemy wiedzieli tak naprawdę dopiero, gdy okaże się ile zdrowia Holender stracił podczas feralnego zajścia.

Jeśli Quintana wygra Giro przez fakt, że rywal podupadł na zdrowiu a do tego został zaatakowany w chwili żołądkowej słabości, będzie to kolejne jego zwycięstwo związane z poważną kontrowersją. Trzy lata temu Kolumbijczyk odrobił straty w niejasnych okolicznościach, gdy przynajmniej część konkurentów była przekonana o zneutralizowaniu ważnego fragmentu etapu. Co ciekawe, również działo się to na Stelvio na 16. etapie.

Z kolei Nibali po etapowe zwycięstwo podczas Tour de France 2015 pojechał w momencie, gdy Chris Froome miał defekt. Kiedy sam znalazł się w podobnej sytuacji podczas Vuelta a Espana, gonił liderów trzymając się klamki samochodu technicznego za co został wykluczony z wyścigu.

Kolarze Movistaru, pod kierownictwem Eusebio Unzue nie raz przyspieszają, gdy konkurenci byli w tarapatach a nawet jeśli nie atakowali wprost, nie akcentowali zachowania “fair”.

Upadek obyczajów w zawodowym peletonie, na który często narzekają świeżo emerytowani kolarze niewątpliwie jest faktem. Erę gentelmanów zdecydowanie mamy za sobą, choć trzeba przyznać, że na 16. etapie 100. Giro d’Italia kolarze raczej nie wykazali się dobrą wolą (jaką zaprezentował dwa dni wcześniej Dumoulin dając Quintanie szansę na powrót po “przestrzelonym” zakręcie) niż ordynarnie nagięli niepisaną umowę.

Jasne, byłoby fajnie, gdyby wszyscy zachowywali się zgodnie z etykietą, ale cóż, takie mamy czasy. Jeśli Dumoulin miał tylko chwilowe problemy ze zdrowiem, będzie miał szansę się odegrać, jeśli polegnie, ten, kto przejmie od niego różową koszulkę będzie się zmagał z chwilowym kryzysem w mediach społecznościowych. A jeżeli wyścig wygra Vincenzo Nibali gospodarze ochoczo przymkną oko na drobne nagięcie staromodnych zasad. Które zresztą, jeśli kolejne sytuacje rozkładać na czynniki pierwsze, wcale nie były aż tak poważane, jak mogłoby się wydawać.

Zdjęcie okładkowe: LaPresse – Gian Mattia D’Alberto, materiały prasowe RCS

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments