Kolejny świetny klasyk pełen emocji. Amstel Gold Race 2017 był wyścigiem, w którym gwiazdy zaczęły ostre ściganie na wiele kilometrów przed metą. Michał Kwiatkowski nieznacznie przegrał z Philippem Gilbertem a nowa trasa sprawdziła się znakomicie.

Gra w otwarte karty

Strade Bianche Michał Kwiatkowski wygrał “na solo” odjeżdżając kilkanaście kilometrów przed finiszem. W Mediolan-Sanremo Peter Sagan skutecznie przełamał schemat ostatnich lat z powodzeniem atakując na Poggio (no dobrze, prawie z powodzeniem, bo na kresce ubiegł go Kwiato, ale ważne jest to, że do mety dojechała ucieczka). We Flandrii Philippe Gilbert samotnie uciekał przez ponad 50km a w Paryż-Roubaix Greg van Avermaet również w czołówce znalazł się dość daleko od słynnego velodromu, na którym kolarze ścigają się o zwycięstwo.

Nie inaczej było w Amstel Gold Race, gdzie niespełna 40km przed metą selekcji dokonał m.in. właśnie Gilbert.

Tej wiosny mamy więc festiwal otwartego ścigania, gry w otwarte karty, ofensywnej jazdy, śmiałych akcji i sporego ryzyka. Nawet, jeśli Walońska Strzała czy Liege-Bastogne-Liege zostaną rozegrane bardziej konserwatywnie, tegoroczny sezon klasyków już teraz można podsumować jako jeden z najciekawszych w tej dekadzie.

Najmocniejsi przegrywają?

Taki przebieg wyścigów powoduje z kolei, że często pierwszy linię mety mija nie zawodnik robiący wrażenie najmocniejszego na trasie, a ten, który w odpowiednim momencie zachował się najlepiej. Sagan, ze swoją zwierzęcą mocą został ograny przez “Kwiato” w San Remo, ten sam Sagan i Greg van Avermaet musieli uznać wyższość bardziej zdeterminowanego Gilberta we Flandrii.

W Paryż-Roubaix najwięcej “pod nogą” miał chyba faktycznie Van Avermaet, ale nie brakowało wiele, by i tam przegrał z taktyczną jazdą kolarzy Etixx-Quick Step.

Na trasie Amstel Gold Race najlepiej prezentował się z kolei Kwiatkowski, który mimo chwili zawahania zdołał dołączyć do decydującej ucieczki a następnie miał istotny udział w zdobyciu przez nią bezpiecznej przewagi. W końcówce wraz z Gilbertem odjechał rywalom, na finiszu przyspieszył, już witał się z gąską i… przegrał z Belgiem, który lepiej ocenił i swoje możliwości i kierunek wiatru.

Pan Cauberg najlepszy na nowej trasie

Znakiem firmowym Philippe’a Gilberta zawsze były niezwykle dynamiczne ataki na krótkich podjazdach. Na Caubergu, gdzie rozgrywał się Amstel Gold Race w ten sposób wygrał wyścig trzy razy, po takiej samej akcji zwyciężył również w mistrzostwach świata rozgrywanych w tym samym miejscu.

Podobne przyspieszenie, choć na wiele kilometrów przed metą, dało mu przewagę we Flandrii a w tegorocznym AGR, na zmienionej trasie, pojechał niczym na Caubergu, tylko kilka wzniesień wcześniej.

Cztery wygrane “piwne wyścigi” to co prawda jeszcze nie rekord (pięć triumfów ma na swoim koncie Holender Jan Raas, który dominował w tej imprezie w latach 1977-82), ale i tak imponujący wyczyn, zwłaszcza w połączeniu ze zwycięstwem we Flandrii w jednym sezonie (tak jak Raas w ‘79 i Merckx w ‘75) oraz wcześniejszą serią czterech triumfów w górzystych klasykach (Brabancka Strzała, AGR, Walońska Strzała i Liege-Bastogne-Liege w 11 dni w 2011r).

Gilbert to jeden z moich ulubionych kolarzy i choć plotka głosi, że tym, co go napędza są głównie pieniądze (największe sukcesy ma odnosić w latach, gdy nie ma jeszcze zapewnionego kontraktu na kolejny sezon), jest niewątpliwie jednym z najlepszych, najbardziej wszechstronnych i skutecznych specjalistów wyścigów klasycznych w historii.

A śledzenie wyczynów herosów zawsze jest pasjonujące.

Dobry wyścig kobiet

Kilka godzin przed “Kwiato” na podium Amstel Gold Race stanęła Katarzyna Niewiadoma. Ściganie kobiet było równie ciekawe, co mężczyzn i mogliśmy je śledzić, przynajmniej online, w Eurosporcie.

Zawody pań zdecydowanie dojrzewają, choć trzeba przyznać, że, głównie ze względów finansowych, jeszcze bardziej niż w męskim peletonie, przewaga najbogatszych grup jest wyraźnie widoczna.

Na szczęście nasza gwiazda jeździ w jednym z najlepszych zespołów (WM3 Pro Cycling), który śmiało na nią stawia w prestiżowych wyścigach. Ten sezon ma świetny: była już druga w Strade Bianche, siódma w Ronde van Drenthe, ósma w Trofeo Alfredo Binda i Ronde van Vlaanderen a teraz trzecia w Amstel Gold Race. Na Walońską Strzałą i Liege-Bastogne-Liege patrzymy więc z nadzieją, bo choć rywalki ma mocne a w końcówkach ewidentnie jeszcze brakuje jej skuteczności, to i tak jeździ świetnie.

Dać się ograć dwóm, bardziej doświadczonym i utytułowanym konkurentkom z jednej ekipy (Van Der Breggen i Deignan – dawniej Armitstead) to żaden wstyd, za to wywalczyć miejsce na podium po finiszu z wyselekcjonowanej grupki na koniec ważnego klasyku to sukces.

Trzeba pamiętać, że w ostatnich latach nasi kolarze mocno nas rozpuścili swoimi wynikami, a przecież regularne stawanie na podium wyścigów World Touru to naprawdę spora rzecz!

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments