Jeśli klasę Michała Kwiatkowskiego mierzyć skalą oczekiwań, jakie mają względem niego kibice, nasz mistrz jest w top5 najlepszych kolarzy na świecie. Wygrana w Strade Bianche, poprzedzona kilkoma miesiącami posuchy to znakomita lekcja kolarstwa dla polskich fanów.

Peter Sagan bez triumfu we Flandrii, nawet z zielonymi koszulkami Tour de France, mistrzostwem świata i wieloma innymi klasykami na koncie był kolarzem niespełnionym. Tom Boonen i Fabian Cancellara “kończyli się” w oczach kibiców wielokrotnie a i tak wkrótce wracali, by przypominać o swoim mistrzostwie.

Są tacy sportowcy, którzy nawet, jeśli są w dobrej formie i zajmują czołowe lokaty, ich występy oceniane są negatywnie. Michał Kwiatkowski niewątpliwie jest jednym z nich, zwłaszcza wśród swoich kibiców-rodaków.

Do pewnego momentu zarówno fani jak i dziennikarze patrzą na taką postać przychylnie, bez względu na okoliczności. W przypadku młodej, wschodzącej gwiazdy można ekscytować się każdym przebłyskiem przyszłego mistrzostwa.

O talencie “Kwiato” mówiło się sporo, wyniki w młodszych kategoriach wiekowych sugerowały, że mamy do czynienia z wyjątkowym talentem.

Zanim jeszcze polscy kolarze na dobre zagościli w światowej czołówce a w czasie transmisji w Eurosporcie ekscytowaliśmy się głównie pracą Sylwestra Szmyda na kolejnych, włoskich liderów, wyniki Kwiatkowskiego w Belgii czy w Tour de Pologne były tymi, które zwracały na siebie uwagę.

Huśtawkę nastrojów rozbujał już w 2013r, gdy świetnie zaczął sezon w Algarve i znakomicie radził sobie w Ardenach. Następnie przyszedł Tour de France i walka o zwycięstwo etapowe, białą koszulkę oraz miejsce w top10 klasyfikacji generalnej.

Mało kto pamięta, ale pirenejski etap był bardzo blisko, miejsce w klasyfikacji młodzieżowej Polak przegrał tylko z Nairo Quintaną i Andrew Talanskim a 11 lokata wciąż jest jedną z najlepszą w historii występów Polaków w wielkich tourach. Mimo to już samo “spływanie” w klasyfikacji było widziane przez niedzielnych fanów jako oznaka słabości.

Następnie przyszła kolejna wiosna (2014), wygrana z Saganem w Strade Bianche i miejsca na podium ardeńskich klasyków oraz w Kraju Basków, ale w oczach wielu fanów Kwiatkowski “skończył się” na Tour de France, gdzie ani na chwilę nie zdobył żółtej koszulki lidera, nie triumfował też na żadnym z etapów mimo kilku, usilnych prób.

Mistrzostwo świata zdobyte w wielkim stylu w Ponferradzie tylko rozbudziło apetyty, które urosły do rozmiarów na miarę “nowego Merckxa”. Wygrana w Amstel Gold Race na tle tych apetytów jawiła się wielu quasi ekspertom niczym porażka a trzeba pamiętać, że nieliczni kolarze potrafili wygrać ważny klasyk w tęczowej koszulce. Z kolei latem występ w rodzimym Tour de Pologne został sprowadzony głównie do około toaletowej anegdoty chętnie przetwarzanej przez wszystkie media.

Po przejściu do Teamu Sky nadzieje na nowe otwarcie i kolejne sukcesy znów urosły do niezwykłych rozmiarów, wygrana w E3 Harelbeke poprzedziła kolejne miesiące niemocy. Mimo to, wielu zawodowców zamieniłoby swój sezon na taki, jaki był udziałem “Kwiato” w 2016r.

Strade Bianche 2017 nasz mistrz wygrał w wielkim stylu, po samotnym ataku, kilkanaście kilometrów przed metą. Do tego zawody rozgrywano w trudnych warunkach, deszczu i błocie.

Dzięki temu Kwiatkowskiemu brakuje tylko jednego triumfu by zasłużyć sobie, tak jak Fabian Cancellara, na pamiątkową tablicę i nazwanie własnym nazwiskiem jedno z odcinków toskańskich “białych dróg”. Biorąc pod uwagę, że ma 27 lat, szansa na to jest całkiem spora, choć trzeba pamiętać, że Cancellarze zgromadzenie trzech zwycięstw zajęło dziewięć sezonów. “Kwiato” póki co dwa ugrał w cztery lata.

Tak czy inaczej, w karierze zawodowca trwającej np. 15 lat zawsze trafiają się okresy lepsze lub gorsze. Niektórzy na wielki sukces czekają do jej schyłku, inni gasną po pierwszym wystrzale formy.

Michał Kwiatkowski póki co, choć zdarzają mu się pewne wpadki i wahnięcia dyspozycji, co roku zalicza kilka cennych rezultatów oraz prestiżowe zwycięstwo. To poziom, od którego, owszem, można jeszcze się odbić, ale na który zawsze będą zdarzały się niepowodzenia.

Trzeba pamiętać, że na każdy klasyk, każdy etap i każdą etapówkę czyha wielu chętnych. W kolarstwie nawet największe gwiazdy i najwybitniejsi mistrzowie startują w roku kilkadziesiąt razy, kilkanaście zwycięstw w sezonie zalicza tylko kilku, często ikoną tego sportu zostają zawodnicy, którzy triumfują tylko kilka razy w roku, za to w najbardziej prestiżowych imprezach.

Licznik zwycięstw Michała Kwiatkowskiego póki co osiągnął liczbę 15. Być może mogłoby być więcej, ale przyglądając się dokładniej, to same cenne skalpy. Jakkolwiek nie ułoży się dla niego ten sezon, w jego CV pojawił się kolejny, ważny wpis. Jeśli będą następne, to świetnie, jeśli zamiast nich “wpadnie” kilka miejsc na podium w klasykach, też będzie super.

Zdjęcie okładkowe: Foto LaPresse/ Gian Mattia D’Alberto, materiały prasowe RCS

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments