W niedzielę święto kolarstwa, drugi “monument” sezonu, “Dookoła Flandrii”. To festiwal bruku, stromych, wyrastających tuż za zakrętem wzniesień i tysięcy podekscytowanych kibiców.

Scenariusz większości ważnych wyścigów jest zbliżony. Wkrótce po starcie zawiązuje się “ucieczka dnia” w której jadą mniej znani zawodnicy, szukający swojej szansy na dojechanie do mety a przynajmniej na pokazanie się przed kamerami telewizji.

Nie jest to ani proste ani łatwe. Jeśli oglądaliście wyścigi transmitowane w całości, widać, jak wiele dzieje się na pierwszych kilometrach. Jak mocne jest tempo i jak wielu jest chętnych do zabrania się w taki odjazd.

Tym bardziej, że oprócz klasycznych śmiałków szukających szansy i sławy, do gry dołączają się pomocnicy faworytów.

Szczególnie w klasykach ma to spore znaczenie, ponieważ może dać przewagę taktyczną w późniejszej fazie wyścigu, gdy peleton zacznie doganiać uciekinierów.

Następnie przez kilkadziesiąt kilometrów mamy względny spokój. Przewaga czołówki utrzymuje się w kontrolowanych granicach kilku minut. Gdy trasa i tempo robią się bardziej selektywne, zaczyna się zabawa.

Brukowane klasyki to ciągłe zmiany nawierzchni, szerokości drogi i wiatru. Bardzo duże znaczenie ma zatem, by w kluczowych momentach znajdować się blisko czoła grupy. Zdarza się, że przez nieuwagę, upadek zawodnika pozycję wcześniej czy kraksę można stracić kontakt z czujniejszymi rywalami, którzy, gdy tylko to zauważą, mocniej nacisną na pedały i zdobędą przewagę.

Ważna uwaga: podjazdy we Flandrii mają od kilkuset metrów do 2,5km długości i średnią stromiznę od ok. 4 do 12-13%. Tyle tylko, że maksymalne wartości przekraczają czasem 20% a do tego najbardziej znane wzniesienia mają brukowaną nawierzchnię. W połączeniu ze stromizną i niewielką szerokością, to idealne miejsce do selekcji i ataku. Większość z nich ma w nazwie “berg”, w czasie tramisji TV kolejne “bergi” są opisane w postaci czytelnych grafik zawierających długość i stromiznę wspinaczki.

Podczas Ronde van Vlaanderen 2017 pierwsza taka atrakcja, Oude Kwaremont usytuowana jest na 114km liczącej w sumie 260km trasy. Na dojeździe możemy spodziewać się wyższego tempa i przegrupowań w peletonie.

Pierwszy raz, zależnie od uzyskanej średniej prędkości, kolarze pojawią się tam między 13:17 a 13:40. Transmisja w Eurosporcie rozpoczyna się 13:45.

Kolejnych 50 kilometrów to następujące po sobie wzniesienia. Jest ich sześć, nazwanych i oznaczonych na mapie, ale nie dajcie się zmylić. Trasa właściwie pozbawiona jest płaskich odcinków, nieustająco prowadzi w górę lub w dół.

Na 165km wyrasta słynny Muur-Kapelmuur, przywrócony na trasę Ronde Van Vlaanderen, na którym w przeszłości decydowały się losy wyścigu. Teraz będzie raczej pierwszą, poważniejszą próbą przeprowadzenia selekcji i zgubienia pomocników rywali. Niewykluczone, że w ucieczkę spróbują pojechać “dublerzy”, mocni kolarze, którzy będą szachowali konkurencyjne zespoły.

Tym bardziej, że trasa nie odpuszcza ani na moment. Po Muurze oznaczono dwa podjazdy poprzedzające charakterystyczną dla ostatnich edycji “Flandrii” kumulację: Oude Kwaremontu z Paterbergiem.

Na 55km przed metą zawodnicy wjadą na rundę, w skład której wchodzą Koppenberg, Steenbeekdries, Taaienberg, Kruisberg i jeszcze raz Kwaremont z Paterbergiem a do tego kilka nieoznaczonych wzniesień.

To jest moment, kiedy koniecznie musicie przejąć kontrolę nad pilotem telewizora, ponieważ kończą się podchody i zaczyna decydująca rozgrywka.

W wyścigach kolarskich najlepsze jest to, że choć scenariusz w teorii może być napisany wcześniej, drobny czynnik może wszystko wywrócić do góry nogami.

Gdy w tym roku podczas Mediolan-Sanremo wydawało się, że Team Sky, niczym na Tour de France skutecznie zabetonował rywalizację, sprawy w swoje ręce wziął Peter Sagan. A gdy wydawało się, że Słowak jest najmocniejszy, na finiszu sprytnie ograł go Michał Kwiatkowski.

Końcówka “Primavery” dała nam kilkanaście minut wielkich emocji. “Flandria” co sezon oferuje rollercoaster wrażeń przynajmniej przez kilka godzin. Nawet, jeśli stawka jest wyrównana, charakter trasy powoduje, że koncentrację i czujność trzeba zachowywać na wiele kilometrów przed metą. Choć “murowanych faworytów” jest zaledwie kilku i oczy wszystkich będą skierowane głównie na Sagana i Van Avermaeta, grono rywali chcących im spłatać psikusa jest wyrównane i mocne.

Już od pierwszego przejazdu przez Kwaremont każde, mocniejsze naciśnięcie na pedały może mieć poważne konsekwencje, każda ucieczka przynieść niespodziewany efekt a jeśli do tego kolarze zdecydują się podjąć ryzyko i pojechać ofensywnie, możemy spodziewać się pięknego spektaklu.

Zatem, odpowiadając na tytułowe pytanie “Jak oglądać Ronde van Vlaanderen” powiem krótko: z entuzjazmem!

Zdjęcie okładkowe: Louise Ireland, flickr, CC BY 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments