Po przesłuchaniu przez komisję parlamentarną Simona Cope’a, ujawnieniu danych przez Fancy Bears oraz śledztwach dziennikarskich wiemy, że przynajmniej przez kilka sezonów Team Sky nie łamał przepisów i procedur antydopingowych, ale funkcjonował w szarej strefie, daleko od deklarowanych standardów etycznych

Osoby dramatu:

  • Sir David John „Dave” Brailsford, Manager Team Sky od 2010r oraz Manager British Cycling w latach 1997-2014
  • Sir Bradley Wiggins, multimedalista igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata na torze oraz szosie, zwycięzca Tour de France 2012
  • Simon Cope, były trener w British Cycling, dyrektor sportowy grupy WIGGINS, a wcześniej Madison Genesis czy Wiggle-Honda

Najważniejsze wydarzenia:

  • Sierpień 2016: rosyjscy hakerzy z grupy “Fancy Bear” ujawniają dane Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) o sportowcach korzystających z procedury TUE (wykluczenie dla celów terapeutycznych). Jest wśród nich Bradley Wiggins, który przez wiele lat korzystał z kortykosterydów na astmę
  • Październik 2016: Daily Mail odkrywa, że w 2011r Simon Cope dostarcza zespołowi Sky tajemniczą paczkę. Odbiera ją z Manchesteru i leci w Alpy, gdzie Wiggins startuje w Criterium du Dauphine. W przesyłce ma znajdować się fluimucil, lek na kaszel, który za grosze można kupić w całej Europie.
  • Jesień i zima 2016/17: Kolejne komisje dyscyplinarne, parlamentarne oraz dziennikarze indagują Bailsforda, Cope’a i Wigginsa by dowiedzieć się, dlaczego w Teamie Sky stosowano TUE na kortykosterydy, co było w paczce dla Wigginsa, oraz kto, jak, ile i jakich leków przepisywał kolarzom.

Zanim rzucicie się na Bradleya Wigginsa i Dave’a Brailsforda ważna informacja. Choć wiele kwestii jest wątpliwych moralnie, de facto wszyscy zainteresowani poruszali się w granicach dopuszczalnych przez sportowe regulaminy.

Czy zatem wszystko jest w porządku? Oczywiście, że nie!

Po pierwsze w wątpliwość poddawana jest zasadność stosowania przez Wigginsa tak silnych środków na astmę i górne drogi oddechowe. Dyskusyjne są dawki, rodzaj użytych leków oraz terminy ich podawania, “dziwnie” zbieżne ze startami docelowymi Brytyjczyka.

Sir Wiggo, miał na to TUE, czyli “wykluczenie dla celów terapeutycznych”, czyli mógł zgodnie ze sportowym prawem stosować kortykosteroidy: salbutamol wziewnie oraz Triamcinolone acetonide acetonid triamcinolonu w zastrzykach, i choć wielu sportowców nadużywa tej procedury, równocześnie nie można odmawiać wielu z nim prawa do leczenia astmy, alergii czy też zapaleń. W tym Wigginsowi.

Co więcej, nawet, jeśli jest to podejrzane a zespół ma do pracy swoich ludzi, Simon Cope, zatrudniony w brytyjskim związku kolarskim i w owym czasie de facto zależny od Brailsforda mógł, czy też raczej musiał ją przywieźć. I choć plącze się w zeznaniach, idea, że oskarżeni, obojętne czy sportowcy czy ktokolwiek inni są winni z automatu i to ich zadaniem jest udowodnienie swojej niewinności jest podważeniem podstawowych praw, na których bazuje nasza cywilizacja.

Ba, choć jest to źle widziane przez MPCC (ruch na rzecz wiarygodnego kolarstwa), wypowiedzi byłego kolarza Sky, Michaela Barry’ego, które wskazują na używanie i nadużywanie tramadolu oraz innych leków przeciwbólowych oraz leków nasennych również nie wiążą się z żadnymi, poza wizerunkowymi, konsekwencjami. Zarówno tramadol jak i tabletki na sen nie są zabronione.

Ponieważ ilości tych leków zamawianych przez Sky były niemal hurtowe, tak jak i kortykosteroidów na astmę, których było o wiele więcej niż na potrzeby Wigginsa, można stwierdzić, że zespół, powtórzmy, obracając się w granicach przepisów, systemowo dbał o jak najlepsze wyniki swoich kolarzy przy pomocy farmakologii. Prawdopodobnie w podobny sposób, co Norwescy lekarze opiekujący się swoimi biegaczami narciarskimi, gdzie inhalacje salbutamolem stosowano profilaktycznie także u całkowicie zdrowych zawodników.

W czym więc tkwi problem?

Otóż w tym, że Team Sky stał w awangardzie “nowego kolarstwa”. Dave Brailsford sukces swoich kolarzy, w tym wygranej Wigginsa w Tour de France przypisywał filozofii “marginal gains”, czyli poszukiwania zysków w najmniejszych elementach funkcjonowania zawodnika i zespołu. Do tego wprowadzono zasadę „zera tolerancji”, rezygnując z usług postaci, które w przeszłości były zamieszane w afery dopingowe. Na tej podstawie rozwiązano współpracę z Seanem Yatesem, Bobbym Julichem oraz najbardziej kontrowersyjną postacią, lekarzem Geertem Leindersem.

Co więcej, być może tak właśnie było. Być może Wiggins wygrał Tour dzięki temu, że trenował w namiocie podczas upałów na Teneryfie, katował się dietą, miał najlepszą pozycję na rowerze a do tego Tour, w którym zwyciężył prowadził po trasie dla niego stworzonej (stosunkowo dużo czasówek, stosunkowo mało gór).

Tyle tylko, że kolarze przez przynajmniej dwie dekady poprzedzające jego sukces, właściwie robili, co chcieli w kwestii niedozwolonego wspomagania. Odsądzony od czci i wiary Lance Armstrong, dla którego kortykosterydy były tylko drobnym elementem całego systemu dopingowego, który latami kłamał sportowemu światu prosto w oczy, tak samo jak Wiggins i Brailsford korzystał z pomocy umyślnych posłańców dostarczających mu tajemnicze przesyłki w kluczowych momentach sezonu. Tak samo jak Wiggins i Brailsford stosował “TUE”, choć głównie po to, by zamaskować swoje wpadki. Ponieważ zmieniły się realia, Brytyjczycy po prostu wykorzystali luki w systemie by legalnie poprawiać wydolność swoich gwiazd.

Czy to jest to samo? Cóż, raczej nie. Kaliber sprawy (póki co) jest zupełnie inny. Ale i inne są czasy oraz okoliczności. Kryteria dopingu, tego co zabronione i tego, co dozwolone są jasno określone przepisami i corocznie aktualizowaną listą WADA. Mimo to, nawet działając w ramach tych regulacji można zachowywać się nieetycznie. I, co można teraz powiedzieć z bardzo dużym prawdopodobieństwem, funkcjonowało jako codzienność w teamie Sky.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments