Turcja z autorytarnym Erdoganem, kraje arabskie łamiące prawa człowieka, koncern farmaceutyczny produkujący EPO… kolarstwo organizują i sponsorują byty o wątpliwej reputacji. Ale jak żyć. Sport zawodowy to biznes. A biznes… to biznes.

Ekipa Lotto Soudal nie chce startować w Tour of Turkey. W kraju rządzonym przez niemal dyktatora, do tego sąsiadującym z ogarniętą wojną Syrią, gdzie na wernisażach strzela się do ambasadorów ściganie się na rowerach nie jest zbyt bezpiecznie.

Pieniądze, które w ostatnich latach wydają Turcy, fundując dziennikarzom z całego świata wakacje w swoich kurortach a przy okazji wizytę na zawodach wystarczyły, by wprowadzić imprezę do World Touru, ale prawdopodobnie nie wystarczą, by ją w nim utrzymać. Z obowiązkowych dziesięciu ekip z licencją WT prawdopodobnie nie pojawi się ani jedna.

Zapewne chodzi o pieniądze – Turcja nie jest widocznie najlepszych rynkiem dla sponsorów grup zawodowych. A powinno chodzić o etykę, lecz mimo wielu kontrowersji, takie argumenty rzadko kiedy pojawiają się w zawodowym sporcie. Ten de facto utrzymuje się z pieniędzy podmiotów, których wizerunek oczyszcza.

Przez wiele lat najdroższe dyscypliny wspierane były przez producentów alkoholu i tytoniu. Wraz z wprowadzaniem kolejnych restrykcji, funkcję mecenasów sportu przejmowały koncerny naftowe oraz arabscy i post-radzieccy oligarchowie.

Kolarstwo, nie wymaga aż tak wielkich nakładów jak Formuła 1, nie oferuje też tak absurdalnie wysokich kontraktów gwiazdom jak piłka nożna, dzięki czemu wciąż korzysta z hojności właścicieli przemysłu: agd, ceramiki łazienkowej, klimatyzacji, wyposażenia wnętrz a także firm z branży IT. Na tle konkurencyjnych dyscyplin, z etycznego punktu widzenia wygląda więc całkiem dobrze.

Sponsorami grup są jednak również magnaci medialni, w ostatnich latach do gry wszedł również kapitał “radziecki” i arabski.

Niechlubnej reputacji książę Bahrajnu, równocześnie jest i filantropem i zmaga się z oskarżeniami o tortury. Nikt tak naprawdę nie wie, jakie jest pochodzenie pieniędzy, które Aleksander Winokurow organizuje dla grupy Astana od swoich uprzywilejowanych znajomych z Kazachstanu a Igor Makarow dorobił się na energetyce związanej z rejonem morza Kaspijskiego. Ba, nawet sponsor “sympatycznej” grupy Orica niby działa w przemyśle wydobywczym, ale jakby na to nie patrzeć zajmuje się produkcją materiałów wybuchowych.

Biorąc pod uwagę, że MKOl bez mrugnięcia okiem przyznaje organizację Igrzysk Olimpijskich Chińczykom czy Rosjanom, trudno mieć pretensje do mniejszych organizacji, takich jak kolarska, czyli UCI, że schylają się po pieniądze o wątpliwie moralnym pochodzeniu.

Najzabawniejszą sytuację stworzyli jednak Amerykanie. Od lat sponsorem tytularnym Tour of California, który również w tym roku został włączony do World Touru (i z racji potencjału marketingowego nie powinien mieć problemu ze zgromadzeniem na starcie przynajmniej dziesięciu ekip z najwyższą wersją licencji) jest AMGEN, koncern farmaceutyczny produkujący m.in. EPO. Lider wyścigu kolarskiego, sportu, który niemal zbankrutował przez kolejne, dopingowe afery, jadący w koszulce z logo sponsora tytularnego imprezy wygląda mocno kuriozalnie.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments