Czy Philppe Gilbert był nowym Bettinim, Peter Sagan jest nowym Zabelem a Fernando Gaviria będzie nowym Saganem? Kolejni herosi dokonują kolejnych, wielkich czynów. Kto będzie bohaterem sezonu 2017?

Rekordy pobudzają wyobraźnię, napędzają rozwój kariery, są celem a bywa, że przekleństwem.

Gdy w niedalekiej przeszłości Philippe Gilbert zachwycał świat, w tym mnie, kolejnymi seriami: najpierw jesienną we włoskich i francuskich klasykach a następnie wiosenną w Ardenach, do których dołożył mistrzostwo świata, osiągnął szczyt w swojej specjalizacji: dynamicznego kolarza klasycznego, wytrzymałego, szybkiego i dobrze radzącego sobie na podjazdach.

Jego niezrealizowanym celem pozostało zwycięstwo we Flandrii, gdzie dodatkowo trzeba dobrze radzić sobie w jeździe po bruku. Pochodzący z Walonii Gilbert w tym roku zmienił pracodawcę i dołączył do ekipy Etixx-Quickstp, której jednym z liderów jest Tom Boonen.

To z kolei żywa legenda kolarstwa, jeden z najznakomitszych w historii speców w klasykach prowadzących po kocich łbach. Wiosna 2017 będzie dla niego pożegnalnym tournee, podczas którego chce piąty raz w karierze wygrać Paryż-Roubaix, gdzie zakończy swoją przygodę z wyczynowym sportem. Jeśli mu się to uda, będzie samodzielnym rekordzistą z pięcioma triumfami na koncie i trudno sobie wyobrazić, by w najbliższym czasie ktokolwiek nawiązał do jego osiągnięć.

Być może kiedyś będzie to Peter Sagan, który tak jak Boonen zdołał już wygrać Ronde Van Vlaanderen w tęczowej koszulce. Słowak może zwyciężyć w każdym klasyku od Strade Bianche do Paryż-Roubaix. Już sam fakt, że obronił tytuł mistrza świata stawia go wśród największych, jeśli do tego wygra kolejny monument (może myśleć też o Mediolan-San Remo), właściwie mógłby, w wieku zaledwie 27 lat, zakończyć karierę, bo będzie sportowcem spełnionym. Ma też na oku wyrównanie wyniku Erika Zabela jeśli chodzi o klasyfikację punktową Tour de France. By to zrobić, brakuje mu jednego, ukończonego w tym samym stylu co w ostatnich pięciu sezonach Touru.

Do grona wielokrotnych triumfatorów najważniejszych klasyków mogą dołączyć Alexander Kristoff i John Degenkolb. Obaj szybcy, obaj wytrzymali i obaj świetni na bruku. Każdy z nich ma na koncie Mediolan-Sanremo, Kristoff Flandrię a Degenkolb Paryż-Roubaix. Dokładając tej wiosny jedną, spektakularną wygraną, z trzema “monumentami” mogą wejść do ścisłego grona najwybitniejszych specjalistów wyścigów klasycznych w historii kolarstwa.

Choć wiosna stoi jednodniówkami, nie wolno nam zapominać o faworytach wielkich tourów. W tym roku Vincenzo Nibali celuje w swoje trzecie Giro d’Italia i piąty, trzytygodniowy wyścig w karierze. Z kolei Chris Froome chce wygrać czwarty Tour de France, wyprzedzając Grega LeMonda na liście najskuteczniejszych zawodników w Wielkiej Pętli.

Jeśli wierzycie, że Alberto Contador może jeszcze wygrać wielki tour (zrobił to już aż siedem razy plus dwa razy zwycięstwo zostało mu odebrane), to jako fani rekordów powinniście trzymać za niego kciuki. Triumf w Tourze lub Vuelcie wywinduje go na trzecie miejsce na liście wszech czasów i zrówna z Jacquesem Anquetilem.

Ścigać legendę będzie w tym roku również Mark Cavendish. Brytyjczykowi brakuje pięciu etapowych zwycięstw w Tour de France by pokonać samego Eddy’ego Merckxa. W 2003r Mario Cipollini poprawił rekord Alfredo Bindy w Giro d’Italia, teraz Cavendish będzie mierzył się z największą, kolarską legendą, czyli osiągnięciem słynnego “Kanibala”.

Na koniec trzeba też wspomnieć o Nairo Quintanie, który spróbuje wygrać Giro d’Italia i Tour de France jako pierwszy człowiek od 1998r.

Przy tym wszystkim musimy pamiętać, że “przemiana pokoleń” w sporcie zawodowym trwa nieustająco. Fabian Cancellara już pożegnał się z peletonem, Toma Boonena zastąpi Sagan, Kristoff lub Degenkolb. Aerodynamikę i dynamikę Cavendisha będzie zastępował Caleb Ewan a Alessandro Petacchi, jeszcze niedawno wielka gwiazda sprintu wieszczy wielką karierę w wyścigach klasycznych wspomnianemu we wstępie Fernando Gavirii.

Zdjęcie okładkowe Peters, Hans / Anefo[1] Dutch National ArchiveWikimedia commons, CC BY SA 3.0, Iggy, Wikimedia commons, CC BY SA 4.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments