Crowdfunding jest modny. Otwiera możliwości, daje szanse, umożliwia realizację ambitnych celów i marzeń. Czy to znaczy, że załatwia np. sprawę finansowania działalności klubów?

Od, czasami szalonych, pomysłów na kickstaterze, przez busa dla młodych kolarzy, wyjazd na zagraniczne zawody, nowe ścieżki enduro, po artykuły o zawodowym peletonie. Wszyscy wyciągamy ręce po nasze, wspólne pieniądze.

W zeszłym roku, korzystając z platformy Polakpotrafi.pl dołożyłem się do kilku projektów, m.in. dwóch klubowych samochodów i wyprawę na młodzieżowe mistrzostwa Europy. Sam, przy pomocy Patronite daję Wam możliwość wsparcia mojego bloga przez comiesięczną wpłatę-subskrypcję.

Odrębnym, choć nie do końca, przykładem są około rowerowe projekty związane z budżetami obywatelskimi. Gdzie, jakby na to nie patrzeć o publiczne, czyli nasze-wspólne pieniądze rywalizują w kampanii i głosowaniu np. budowniczy infrastruktury sportowej i turystycznej.

Wiele projektów kończy się sukcesem. To cieszy. Kolarska młodzież bezpiecznie dojeżdża na wyścigi, amatorzy ekstremy jeżdżą po nowych ścieżkach. Z kolei dzięki kickstarterowi na rynek trafiła m.in. lampka w kształcie moszny, elastyczne zapięcie w formie paska, kilka ciekawych aplikacji czy kasków.

I dobrze. Internet łączy, Internet ułatwia przekazywanie środków i komunikację.

ALE…

…wiele z tych projektów tak naprawdę powinno funkcjonować na normalnych, komercyjnych zasadach!

Jeśli klub na swoim stroju ma logotypy sponsorów, często bardzo wiele logotypów sponsorów, to przecież nie umieszcza ich tam za darmo. Link czy artykuł w internecie, wydrukowany banner, ulotka, wyeksponowana nazwa firmy, miejsce w tabeli wyników, to wszystko ma swoją wymierną wartość.

Nie zaglądając nikomu do kieszeni, podobno rynek rowerowy w Polsce wciąż rośnie, zarówno produkcja jak i sprzedaż są cały czas wyraźnie na plusie. W 2014r w naszym kraju powstało 16,9% (GUS) więcej jednośladów niż w 2013.

Co więcej, sport postrzegany jest pozytywnie, imprezy masowe biją kolejne rekordy popularności, mamy też “worek medali” w kolarstwie wyczynowym.

A mimo to wciąż brakuje.

Kluby sprzedają się za bezcen, często w desperacji, by przeżyć kolejny sezon i móc kupić podstawowe wyposażenie dla swoich podopiecznych. I nie, nie mówię tu o rowerach, tylko o strojach z logotypami szanownych mecenasów.

Wciąż popularną formą współpracy nie jest nawet barter (na kompletny sprzęt mogą liczyć tylko najlepsi), lecz… rabat na sprzęt oferowany przez “sponsora”.

Wynika z tego, że reprezentowanie marki: bez względu na to, czy lokalnej: gminy lub przedsiębiorcy, czy większej, ogólnopolskiej czy nawet globalnej jest niewiele warte.

Sportowcy, nienauczeni jeszcze współpracy z firmami, desperacko poszukujący wsparcia biorą wszystko i przyzwyczajeni do biedy, korzystają z entuzjazmu przyjaciół i znajomych, zbierając brakujące fundusze przy pomocy platform crowdfundingowych.

Powiedzmy sobie szczerze: pięćdziesiąt tysięcy złotych przekazane klubowi pokazującemu się regularnie w całym kraju to “żadne pieniądze” dla choćby średniej firmy, która wie, co to CSR. A przy tym, przy umiejętnej współpracy, bardzo tania reklama, o ile oczywiście zarówno sportowcy jak i sama firma zechcą to wykorzystać.

Content na firmową stronę, obecność na korporacyjnych eventach, informacje w mediach lokalnych, to wszystko, jeśli zbierzemy razem z całego sezonu jest warte o wiele więcej niż “pół stówki”, czyli kwota, o której wiele klubów może tylko pomarzyć.

To równocześnie o wiele więcej, niż ta sama większość klubów robi dla swoich mecenasów, których logotypy mniej lub bardziej dumnie wozi na swoich strojach przez rok, dwa lub trzy.

Rozczarowani są wszyscy: i zawodnicy, bo nie wiedzą po co im te kolorowe obrazki na koszulkach jak i sponsorzy, bo po przelewie na konto sprawa się kończy i nie widzą korzyści.

Tymczasem crowdfunding czy budżet obywatelski to jednorazowy “strzał”, który rozwiązuje konkretny problem, dający się załatwić przy pomocy krótkiej kampanii i pospolitego ruszenia w mediach społecznościowych.

W wielu przypadkach to jednak proteza, zapełniająca otchłań brakujących relacji, partnerstwa i wzajemnych korzyści, które mogą płynąć z umiejętnie prowadzonego, długoterminowego sponsoringu.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments