Czy żeby zostać mistrzem Polski trzeba wyjeżdżać na zgrupowania w ciepłe kraje? Ile godzin należy wysiedzieć na szosie, by skutecznie rywalizować w cross country? Jak to jest ścigać się w Pucharze Świata XCO? Bartek Wawak opowiada o życiu profesjonalnego kolarza górskiego.

Choć nie pojechał na Igrzyska do Rio, sezon 2016 zakończył z kilkoma cennymi sukcesami na koncie. W swoim pierwszym sezonie jako zawodnik elity zdobył mistrzostwo kraju, pierwszy raz zajął też miejsce w top30 Pucharu Świata XCO seniorów.

Reprezentuje Kross Racing Team, jedną z nielicznych grup z licencją UCI Elite MTB Team. Choć pochodzi z Beskidów, na co dzień mieszka i trenuje w Krakowie, dzięki czemu udało nam się spotkać w styczniowe, poniedziałkowe popołudnie.

Marek Tyniec: Poniedziałki masz wolne?
Bartek Wawak: Raczej nie, dzisiaj musiałem sobie tak ustalić dzień, żeby się z tobą zdążyć spotkać. Musiałem jeszcze pojechać z kotem do weterynarza.

MT: A zazwyczaj?
BW: To różnie. Wszystko zależy od tego, jak wypadają treningi.

MT: Czyli ile godzin dziennie jesteś w pracy? Wliczając w to, że np. teraz też właściwie jesteś w pracy.
BW: To zależy, ale najczęściej tak około czterech godzin jeżdżę na rowerze. W tym momencie to jest w sam raz.

MT: A jak ogarniasz całą resztę? Czyli jedzenie, serwis? Wasza grupa to grupa zawodowa, ale każdy mieszka i pracuje gdzie indziej, zatem musisz to sobie zorganizować sam…
BW: Moja narzeczona nie przepada za mięsem, więc muszę się trochę do niej dostosować. Staramy się wszystko tak zrobić, żeby posiłki były odpowiednio wartościowe, wzbogacone o witaminy i minerały.

MT: Jesteście wege?
BW: Nie, rybka jest.

MT: Pytam, bo właściwie, jakby się zastanowić, to jedzenie też jest twoją pracą…
BW: No ale, jakbyś tak wyliczał, to mógłbyś powiedzieć, że dojście do pracy też jest twoją pracą

MT: Trochę tak
BW: Ale nikt ci za to nie płaci a mi za jedzenie.

MT: Zgadza się, ale np. utrzymanie masy ciała wchodzi w zakres twoich obowiązków
BW: Wiesz co, wydaje mi się, że to bardziej działa na szosie. Jednak oni muszą bardziej trzymać wagę na jakimś, określonym poziomie. W mtb to też jest ważne, ale nie aż tak.

MT: A jak sobie radzisz z serwisem? Robisz sam, czy korzystasz z czyjejś pomocy?
BW: Mam to szczęście, że Hubert Grzebinoga jest w Krakowie, więc on mnie trochę w tym wyręcza.

MT: To ile masz rowerów w domu?
BW: Aktualnie? Trzy. Teraz tylko te do treningu: jeden enduro, szosa i góral, sztywny.

MT: Któryś jest z błotnikami?
BW: No oczywiście, każdy!

MT: Pytam o takie rzeczy, bo was, kolarzy zawodowych, profesjonalnych czy jakby tego nie nazywać jest zaledwie kilku, łącznie szosowych i górskich.
BW: To zależy, kogo chcesz tak nazwać, czy tego, kto w ten sposób pracuje, czy hobbystę-pasjonata?

MT: Jakby tego nie liczyć i nazywać, to jest bardzo niewielka grupa zawodowa. Może kilkadziesiąt osób w sumie.
BW: Jeśli tak na to patrzeć, to się zgadza. Generalnie kolarz w Polsce nie ma lekko. Jednak, nawet jeśli nie weźmiesz pod uwagę tych posiłków, których nie będę liczył, czasu na kolarstwo poświęcasz sporo. Musisz sobie zaplanować cały dzień, bo tyle to wszystko zajmuje. A jeszcze teraz, zimą, nie wyjedziesz na rower o dowolnej porze. Akurat jestem jednym z tych zawodników, którzy zimą zostają w kraju…

MT: …no właśnie, dlaczego?
BW: Bo mam wszystko pod ręką. Nie potrzebuję nigdzie jechać. Gdy już gdzieś jadę, muszę szukać tracków, żeby zaplanować te kilka dni trenowania. A tak to, jak jestem na miejscu, wiem, gdzie co mam, w każdej chwili mogę coś załatwić, jeśli jest taka potrzeba. Jest to dla mnie mniejszym obciążeniem.

MT: Miejsce, które sobie wybrałeś do życia i do trenowania jest dość nietypowe. Mimo wszystko kolarstwo górskie nie kojarzy się z milionowymi aglomeracjami.
BW: Kraków nie jest złym miejscem dla kolarza górskiego, choćby ze względu na to, że mamy Lasek Wolski. Jest tu jeszcze parę miejsc w okolicy, gdzie mieszka kilku dobrych kolarzy, chociażby Sławek Łukasik. Downhillowiec w mieście to może trochę zabawne, ale jak widać się da i to całkiem dobrze.

MT: A co z powietrzem i smogiem?
BW: Wszędzie jest takie samo. Jakbym mieszkał tam, skąd pochodzę (Bielsko, przyp. MT), to mógłbym mieć nawet trochę gorsze warunki pod tym względem. Ale tak naprawdę mieszkam na obrzeżach Krakowa, więc gdy wyjeżdżam na trening, to nie jestem za długo w mieście z tym powietrzem.

MT: Możesz powiedzieć, kto jest twoim trenerem?
BW: Na szosie może tego tak nie widać, odnośnie metod treningowych, ale w mtb, jeśli chcesz robić progres, musisz cały czas coś zmieniać, szukać nowych rozwiązań. Intensywność treningów i samych wyścigów jest zupełnie inna. Więc odpowiadając na pytanie, trenuję siebie sam.

MT: To stąd się bierze twoja przewaga? Że cały czas coś zmieniasz? Bo dość dawno nie było takiej sytuacji, żebyś w Polsce z kimś przegrał.
BW: Nie wiem, czy to jest moja przewaga. Podchodzę do tego w ten sposób, że mam kontrolę nad tym, co robię. Nie do końca uznaję to, że trener, który mi pisze plany treningowe, będzie wiedział, jak się w danym momencie czuję i czy te treningi naprawdę na mnie działają. To w sumie przerabiałem jeszcze z Markiem Galińskim, sam mi to mówił, że nie każdy trening może dawać progres. Każdy jest inny. Ja się na pewno w ten sposób lepiej czuję.

MT: Wspomniałeś Marka Galińskiego. Pracowaliście razem zaraz na początku twojej kariery…
BW: …zanim to się stało, jeździłem w Sokole Kęty, to był mój pierwszy klub i tam trenerem był Piotr Karkoszka, a potem wskoczyłem od razu do Marka. I to były 3-4 lata takiej ścisłej współpracy. A teraz zawsze znajduję jakieś nowe informacje, które przekładają się na efekty.

MT: W bardzo młodym wieku trafiłeś najpierw do jednej, potem do drugiej grupy zawodowej. Teraz masz wciąż niewiele, bo rocznikowo 24 lata. Myślisz, że mógłbyś być kimś innym, niż kolarzem?
BW: Nie wiem, na pewno chciałbym być przedsiębiorcą. To jest mój drugi cel w życiu, nie tylko kolarstwo. Ciężko mi teraz powiedzieć, na pewno chciałbym skończyć studia. Jest wiele osób, które to robi, łącząc sport z uczelnią, ale nie do końca jestem do tego przekonany. Jednak nie poświęcasz w 100% uwagi jednej rzeczy. Jej dzielenie jest dla mnie pewnym utrudnieniem. Dla innych tak jest lepiej, np. gdy sobie nie radzą ze stresem, mogą np. czas po treningu czy przed wyścigiem poświęcić na naukę. I jakoś im dzień mija, nie przejmując się obowiązkami. Ja się zaliczam do tych, którzy muszą się skupić na jednej rzeczy.

MT: Czyli ty teraz skupiasz się na kolarstwie. A konkretnie na cross-country, i tylko na cross-country?
BW: Aktualnie tak, ale może uda się wystartować też w kilku maratonach.

MT: Na początku zrobiłeś kilka super wyników w maratonach. Jako młody orlik byłeś szósty na mistrzostwach świata. I pewnie, gdybyś chciał to kontynuować, to mógłbyś należeć do ścisłej czołówki. Pierwsza dziesiątka czy pierwsza piątka na świecie, nawet w mniej popularnej dyscyplinie, to jest fajnie. A na Pucharze Świata XCO, jeśli się załapiesz do pierwszej trzydziestki, to jest to twój najlepszy wynik w sezonie. Jaka jest twoja motywacja, żeby sobie samemu robić tak pod górkę?
BW: To są dwie różne dyscypliny. Możliwe, że było mi łatwiej przygotować się do dłuższego, ale mniej intensywnego wyścigu niż do bardziej intensywnego, na dużej mocy. Jednak potrzebuję trochę czasu, żeby się przełamywać i osiągać to co chcę. W maratonie, jeśli masz trochę sił w nogach i trochę szczęścia, to możesz to dobrze rozegrać. Trochę jak na szosie. Póki będę mógł, to będę się ścigał w xc, chociaż chętnie bym też pojeździł w etapówkach, może niekoniecznie w pojedynczych maratonach.

MT: W sezonie 2016 byłeś 27. na Pucharze Świata w Kanadzie. Prawda jest taka, że bardzo niewielu zawodników jest w stanie zrobić taki wynik. Chociaż w tabelkach takie 27. miejsce wygląda słabo, ale realnie rzecz ujmując, to elita. Jak to jest, tam się dostać, osiągnąć taki poziom?
BW: Z perspektywy lat, pamiętam jeszcze swój pierwszy start w Pucharze, w Offenburgu, gdzie tych zawodników w elicie stało na starcie 250 i to co się działo na rozbiegówce, gdy rowery latały w powietrzu, teraz tych kolarzy jest mniej. W Czechach i w Albstadt jest może 130 i to jest najwięcej.

MT: Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, to nawet to 30 czy 40 miejsce to jest wciąż czołówka. Żeby to zrobić, trzeba być prze mocnym…
BW: Czy ja wiem. Na pewno tu 40, tam 30, gdzie indziej 27 miejsce. Z roku na rok to jest jakiś progres. Coś się dzieje i jest szansa, że będę się w stanie przebić wyżej.

MT: A jak myślisz, jak wysoko możesz dojść? W tym roku. Albo w najbliższych latach?
BW: Myślę, że tak, żebym jeździł cały czas w tej pierwszej dwudziestce czy może piętnastce Pucharu Świata, to potrzebuję jeszcze 2-3 lata. To jest jednak duża różnica między tymi zawodnikami ze ścisłej czołówki a resztą.

MT: W sumie masz punkt odniesienia u siebie w grupie, czyli Fabiana Gigera, który w tej czołówce jest.
BW: No jest… W tym roku chciałbym być cały czas w tej “25”, “30”, żeby z niej nie wypadać. Chciałbym się też w rankingu przebić do pierwszej trzydziestki.

MT: Wtedy byłoby łatwiej?
BW: Jest dużo łatwiej!

MT: Jaka to jest różnica? Bo dużo się mówi, że polscy kolarze nie mają punktów UCI, w związku z tym stoją na końcu i przez to jest im trudniej.
BW: Chociaż nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem tego, co robi Polski Związek Kolarski, to jednak uważam, że w kolarstwie jest podobnie jak np. przy budowaniu firmy. Wszyscy obwiniają Związek, a żeby coś stworzyć, musisz samemu zainwestować. Tak naprawdę, każdy powinien też dać coś z siebie. Każdy kolarz, czy wcześniej każdy rodzic, bo to oni są często pierwszymi sponsorami, tak było też w moim wypadku. Można się zebrać w kilka osób, wynająć busa i jechać na wyścig, chociażby do Czech. I już tam można zdobywać punkty. Jest parę osób w Polsce, które tak działają: Żabiński, Bieniasz, Gierczak.

MT: Ale póki co, w elicie, tych punktów nie macie za wiele. Jaka jest różnica startu na Pucharze Świata z ostatnich rzędów a powiedzmy ze środka stawki?
BW: Tak szczerze, to między końcem a środkiem nie ma różnicy. Ale powiedzmy między 50 a 30 miejscem jest już ogromna. Startując z 50, jeśli nie uda ci się przebić a początek trasy jest wąski, to niestety, ale bucik. Z górki, pod górkę… i tak tracisz czas. Dwie, trzy minuty, tylko na pierwszej rundzie. A męczysz się tak samo albo i bardziej. Kilka razy miałem okazję startować z pierwszej trzydziestki to już jesteś w stanie pojechać na swoim poziomie cały wyścig, wytrzymać do końca i nie tracić miejsc.


MT: To jest bardzo deprymujące, gdy wiesz, że stoisz na starcie i czekają cię dwie godziny takiego szarpania się, i niewiele możesz na to poradzić?
BW: W takich momentach bardzo ważna jest głowa. Nie ma się co załamywać. Tutaj mistrzynią jest Kasia Solus. To jest jednak wyścig i trzeba jechać. Czasem się uda przebić, czasem nie i potem już jedziesz tylko po to, żeby przejechać. I jedyne, co może zostać, to satysfakcja taką, jaką miałem w La Bresse, że przynajmniej na zjeździe, sprawdzałem na Stravie, byłem najszybszy.

MT: A propos. Dużo ćwiczysz technikę?
BW: Na pewno muszę trochę w tym roku to nadrobić. Nie powiedziałbym, że to jest moja mocna strona. Cały czas widzę na wyścigach, że na technicznych odcinkach tracę czas. Na drobnych elementach. Np. na szybkich zakrętach, podobnych do tych w przełajach.

MT: Jak wiele, przy tym jak obecnie wyglądają trasy XC trzeba poświęcać treningowi techniki, jazdę w terenie a nie tylko na budowanie parametrów fizjologicznych?
BW: Z perspektywy lat, wcześniej trenowałem więcej na szosie, tak teraz powinno być na odwrót. Jak najwięcej spędzać czasu na rowerze górskim, na którym można przecież zrobić to samo co na szosie. A przecież pozycja jest inna, ułożenie rąk, inaczej rozkłada się ciężar, inaczej pracujesz ciałem. Właściwie każdy trening możesz zrobić na górskim rowerze. W sumie, Szwajcarzy tak trenują i mają efekty. Też zmieniły się trasy, ich długość. Kiedyś w elicie jechało się 2-2,5 godziny. Było to trochę podobne w charakterze do maratonu. No i są oczywiście trudniejsze. Teraz tylko Albstadt jest taką oldschoolową trasą. I to jest ulubiona trasa Fabiana (Gigera), on tam zawsze najlepiej sobie radzi.
Teraz, przez trudność tras, ograniczyła się liczba zawodników, zostali tylko ci, którzy są w stanie na nich jakoś poradzić. A równocześnie to zawęża specjalizację i jeśli ktoś jeździ XC, to skupia się na nim. Zdecydowanie nie każdy sobie poradzi na trasie Pucharu Świata.

MT: Cóż, nie każdy sobie poradzi na trasie Pucharu Polski…
BW: …no właśnie, a jeszcze parę lat temu często było słychać narzekania “taki zjazd, kto to zjedzie”, tak było chyba na mistrzostwach Polski.

MT: No właśnie. Mistrzostwa Polski w tym roku będą w Warszawie. Co sądzisz o tym pomyśle?
BW: Nie wiem, jak reszta, ja się cieszę. Jeśli trasa będzie tam, gdzie był Lang, to jest całkiem ciekawa. Trochę podjazdów, skoków, band. Wystarczy.

MT: W tym roku mistrzostwa to będzie Wawak kontra Konwa, czy myślisz, że ktoś jeszcze się włączy do rywalizacji?
BW: Nie wiem, ciężko mi powiedzieć, co kto robi przez zimę. Jezior może sobie dobrze poradzić, Kawalec może znowu wyskoczyć, ktoś z JBG2. Może się ktoś pojawić, komu przypasuje trasa i będzie miał dzień.

MT: A z kolarzy górskich regularnie ścigających się w Polsce, kto jest najlepszy?
BW: Dla mnie zawsze będzie to Marek Galiński.

MT: Czemu tak rzadko ścigasz się w Polsce.
BW: Bo nie mam z tego punktów. Sezon może być długi, ale nie ma na to czasu. Nie ma też kontaktu z zawodnikami czołówki światowej. To jest inna jazda, inne przepychanie się, wszystko jest inne.

MT: Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, to było na prezentacji waszej grupy, w 2016 zimą, tak realnie myślałeś jeszcze, że wystartujesz na Igrzyskach w Rio? Czy już czułeś że jest posprzątane i nic z tego?
BW: Liczyłem, że jakoś się uda. Ja zbierałem punkty tyle, ile mogłem. Pojechałem wszystkie wyścigi, które miałem pojechać i próbowałem punktować. Drugą osobą, która miała to robić był Marek Konwa. I jeśli ktoś, kto miał jechać do Grecji czy Turcji na wyścigi, gdzie można dość łatwo zebrać sporo punktów mówi przez Olimpiadą, że musi się przygotować do sezonu… Dobra, rozumiem to, bo ja też się chcę przygotować do sezonu, ale jeśli mamy walczyć o to miejsce na Igrzyska, to jednak trzeba trochę plany pozmieniać i jako trening traktować te wyścigi, na których musimy zbierać punkty. Żeby chociaż jeden z nas mógł jechać. Mi to już w pewnym momencie było obojętne, który z nas, ale żeby nie było takiej siary, jak wyszła. Takiej sytuacji, że nikt nie jedzie nie powinno być, ale ktoś musi zbierać punkty. Jedna osoba ich tyle nie zbierze, co trzy z innego kraju. Chyba, że się jest Nino Schurterem.

MT: Myślisz, że po ciężkiej wiośnie, gdybyś jednak pojechał do Rio, to by coś zmieniło?
BW: Fajnie by było pojechać “zbierać doświadczenie”, ale już na Olimpiadzie według mnie się tego nie robi.

MT: Teoretycznie za cztery lata będzie łatwiej. Prawdopodobnie będziemy mieli więcej wyścigów w kalendarzu UCI, nawet jeśli nie najwyżej punktowanych, to zawsze trochę…
BW: Ale wciąż jedna osoba tego nie pociągnie. No i każdy chce podnosić swój poziom, czyli jednak ważne jest podnoszenie poziomu sportowego a nie jeżdżenie “po ogórach”.

MT: To ciekawe, bo jednak trochę żyjemy w takim świecie rządzonym przez liczby, statystyki i rankingi. A ty mówisz, że w sumie, to bardziej się liczy poziom sportowy zawodnika.
BW: Statystyki liczą się pewnie dla Związku. Związek chce wysłać jak najwięcej zawodników na Igrzyska. A my nie jesteśmy nawet w pierwszej dziesiątce, więc musimy szukać miejsc, żeby zbierać punkty. Czyli jeździć po małych wyścigach, w tej Grecji czy Turcji. Bo jadąc na Puchar Szwajcarii, to jest taki mały Puchar Świata i tam już pierwsza dziesiątka, to sami świetni zawodnicy.

BW: A może ty byś coś powiedział o Związku? Co sądzisz o wynikach wyborów?
MT: Ja mam powiedzieć? Chyba najważniejsze będzie to, z kim prezes Banaszek będzie na co dzień współpracował. Ja mam na pewno o wiele mniej wspólnego ze Związkiem niż ty… Właśnie, ile ty masz właściwie wspólnego z PZKol, tak na co dzień?

BW: Tyle, że jeżdżę na mistrzostwa w stroju kadry.

MT: Aw jaki sposób Ciebie dotyczy sprawa wyboru trenera kadry narodowej?
BW: W… żaden?

MT: No ale było wiele zamieszania wokół tego, równocześnie was, kolarzy elity, jest właściwie kilku, jak to na ciebie wpływa?
BW: Patrząc z mojej perspektywy podział na kadrę juniorów i młodzieżowców, poświęcanie większej ilości czasu młodszym zawodnikom było dobrym pomysłem. Czasem zostają hasła, które się usłyszało w tym czasie.

Pamiętam, gdy byłem jeszcze w SMSie, przyjechał do nas trener Krawczyk i opowiadał o tym, jak to jest na olimpiadzie. Że jak już stajesz na starcie, to jedyne, co możesz i musisz zrobić, to walczyć jak gladiator. To bardzo dobre podejście. Jak już stajesz na starcie, to potem już walczysz do końca i nigdy się nie możesz poddać. Może to nie jest wiele, ale to jest motywujące i zostaje w głowie.

Co aktualnie robi Bartek Wawak możecie śledzić na jego facebookowym fanpage https://www.facebook.com/BartWawak/, twitterze https://twitter.com/kolarz1  oraz na instagramie https://www.instagram.com/bwawak1/

Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe Kross Racing Team

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments