Każde zahaczenie pedałem o kamień w sezonie 2017 wzbudza podejrzenia. Po dopingu farmakologicznym przyszła pora na śledzenie anomalii sprzętowych.

Po eliminacji przełajowego Pucharu Świata we włoskiej miejscowości Fiuggi na celowniku internetowych ogarów węszących podstęp znalazł się mistrz świata i zwycięzca tego wyścigu, Wout van Aert.

Zresztą zobaczcie sami:

A teraz cofnijmy się w nieodległą przeszłość i rzućmy okiem na upadek Rydera Hesjedala podczas Vuelta a Espana 2014:

oraz w miarę sensowne wytłumaczenie tego incydentu:

Po zeszłorocznym ujawnieniu zamontowanego silnika elektrycznego w rowerze Femke Van den Driessche oraz po materiale francuskiej telewizji Stade 2, UCI wprowadziła kontrole przy pomocy tabletów, pojawiają się też testy kamerami termowizyjnymi.

Teoretycznie wszystko gra, czekamy jeszcze na rewelacje Istvana Varjasa, konstruktora i twórcy elektromagnetycznego wspomagania ukrytego w kołach roweru, który twierdzi, że sprzedał na wyłączność swoje rozwiązanie jednej z ekip zawodowych.

Tymczasem czujni fani zauważyli niestandardowe zachowanie roweru jednego z najlepszych kolarzy przełajowych, Wouta van Aerta.

Ponieważ “internet pamięta wszystko”, fraza “Wout van Aert mechanical doping” zostanie zapisana na zawsze i przysłowiowy smród będzie się za nim ciągnął przez lata, podobnie jak za Fabianem Cancellarą.

Niestety kolarze i ich obsługa, przez lata stosowania dopingu nadwyrężyła zaufanie fanów. Teraz każdy ponadnormatywnie szybko przejechany podjazd, każda, najmniejsza anomalia wzbudza podejrzliwość.

Jak przy każdej krucjacie istnieje niebezpieczeństwo przypadkowych, niewinnych ofiar. W sytuacji, gdy wiele zależy od wizerunku, są spore niedostatki pracy dla zawodników i ekip dla nich pracujących (likwidacja zespołu oznacza utratę kontraktu przez kilkadziesiąt osób) a dyscyplina cierpi na ciągły niedostatek sponsorów, pochopnie rzucone oskarżenie może mieć poważne konsekwencje.

Jeśli dodatkowo coś zaczyna brzydko pachnieć blisko wielkiej gwiazdy, nawet, jeśli winowajcą nie jest ukryty silniczek a podstępnie wystający z ziemi kamień czy też korzeń lub też faktyczne problemy zdrowotne a nie naginanie “TUE” w celu poprawienia wyników sportowych, to nie tylko sam zainteresowany, ale my wszyscy zaczynamy mieć problem.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments