Dla Richiego Porte i tak sezon 2017 zostanie rozliczony na mecie Tour de France. Mimo to zwycięstwo w Tour Down Under to dla niego dobre rozpoczęcie roku i szansa na, kolejne w karierze, nowe, lepsze otwarcie.

Trzydziestodwuletni Tasmańczyk, niewątpliwie wielki talent obdarzony właściwymi genami, talentem i predyspozycjami do odnoszenia sukcesów na najwyższym poziomie wyczynowego kolarstwa tak naprawdę wygrywa rzadko.

Na swoim koncie ma najważniejsze etapówki: Paryż-Nicea (2013, 15) i Volta a Catalunya (‘15), był także mistrzem swojego kraju w jeździe indywidualnej na czas.

W drużynach Saxo Bank oraz Sky pełnił rolę pomocnika dla bardziej utytułowanych liderów, chcąc w pełni zrealizować swój potencjał przed sezonem 2016 zmienił barwy klubowe na BMC.

To zaowocowało piątym miejscem w Tour de France, ugruntowaniem pozycji pretendenta i decyzją o kontynuowaniu planów podboju francuskich szos w przyszłości.

Czy Porte będzie pogromcą Chrisa Froome’a? Trudno stwierdzić. Póki co bukmacherzy stawiają go na drugim, czasem trzecim miejscu,

Tak czy inaczej, Tour Down Under był od wielu lat celem naszego bohatera i z pewnością wygrana, w przekonującym stylu, jest ważnym krokiem w budowaniu zarówno jego formy jak i morale.

Nawet, jeśli w Australii większość kolarzy jest daleko od szczytowej formy, przekonujące przyspieszenia Porte’a pokazują jego moc i determinację.

Mimo, że TDU jest wśród najwyżej punktowanych, tygodniowych etapówek, i tak mało kto będzie pamiętał o jego zwycięzcy. Gdy tylko peleton wjedzie na szutry Toskanii, bruki Flandrii i serpentyny Alp oraz Pirenejów, wygrana w Australii będzie pamiętana w takim samym stopniu jak styczniowy śnieg.

UCI może sobie wyścigi nazywać i rangować a fani, głównie anglojęzyczni, cieszyć się skróceniem zimowej przerwy w rywalizacji zawodowców, tradycyjny układ i charakter kolarskiego kalendarza jeszcze długo będzie decydował o realnym prestiżu kolejnych imprez.

Jednak dla samych zawodników, którzy dobrze rozpoczęli sezon ścigając się na Antypodach: Richiego Porte’a czy dominującego w sprinterskich potyczkach, przebojowego Caleba Ewana, to może być ważny element budujący pewność siebie w nadchodzących miesiącach.

Każdy z nich wie, co pokazywał jego miernik mocy (Porte był tak szybki na Willunga Hill, niespełna siedmiominutowym podjeździe, na którym wygenerował ok 420W) i wie również, ile potrzebuje w lipcu, by być konkurencyjnym w pełni sezonu.

Dobry start to zawsze dobry start. Nawet, jeśli później zdarzają się inne rzeczy.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments