Były medale, koszulki, piękne zwycięstwa. Sezon 2016 dla polskiego kolarstwa to właściwie nieustające pasmo sukcesów!

Nie, nie chodzi tu o przerzucanie się liczbą zdobytych medali. Nie chodzi też o czcze “dmuchanie balonu”. Zawodnicy i zawodniczki ścigający się z polską licencją po prostu zrobili kawał świetnej roboty!

Numer jeden to zdecydowanie Rafał Majka. W sezon wszedł spokojnie, choć pokazał dobrą formą w San Luis i Andaluzji. Pierwszy, ważny cel sezonu, czyli Giro d’Italia może zapisać na swoim koncie jako sukces. Po pierwsze, poprawił swoje najlepsze osiągnięcia w tym wyścigu. Piąte miejsce w klasyfikacji generalnej to znakomity rezultat. Po drugie, niewiele zabrakło do podium. Owszem, Majka na Giro jechał dość zachowawczo, ale biorąc pod uwagę przebieg wyścigu i fakt, że o miejscach na podium decydowała kumulacja zmęczenia, popełnionych lub niepopełnionych błędów a przede wszystkim wytrzymałość, była to słuszna taktyka. A jeśli ktoś marudzi, że to mało, to, hej, Rafał Majka zajął piąte miejsce w Giro d’Italia!

Następnym krokiem było zdobycie tytułu mistrza Polski i choć ekipa Tinkoff nie postarała się o ładną koszulkę dla naszego czempiona, taki strój na starcie Tour de France to zawsze dobra wiadomość. Tym bardziej, że lider Majki, Alberto Contador po raz kolejny zawiódł i Polak mógł się skupić na walce o drugą w swojej karierze “koszulkę w grochy” i tytuł najlepszego górala Wielkiej Pętli. Choć tym razem osiągnął to bez zwycięstwa etapowego, przez wiele dni dzielnie zbierał punkty i walczył o wygraną, miejsce na podium w Paryżu oraz o… formę przed Igrzyskami w Rio de Janeiro.

Trasa w Rio została bowiem zaprojektowana dla “górali” i Majka był jednym z tych kolarzy, którzy w sezonie 2016 postawili na walkę o olimpijskie złoto. Przy pomocy kolegów z reprezentacji znalazł się we właściwym czasie we właściwym miejscu, w odjeździe wraz z Henao i Nibalim. Cudem uniknął upadku na niebezpiecznych zjazdach a następnie pomknął do mety po medal. Złoto było o włos, jednak w płaskim terenie Majkę doścignęło dwóch mocniejszych w takich warunkach zawodników. Tak czy inaczej, Rafał Majka zdobył brązowy medal Igrzysk Olimpijskich, co w połączeniu z piątym miejscem w Giro oraz tytułem najlepszego “górala TdF jest zestawem imponującym.

Z Rio wiąże się oczywiście postać Mai Włoszczowskiej. Nasza multimedalistka mistrzostw świata i wicemistrzyni olimpijska z Pekinu jest specjalistką w budowaniu formy na najważniejsze imprezy. Do Rio przygotowywała się bardzo sumiennie, dochodząc do najwyższej dyspozycji w dokładnie zaplanowanym momencie. Uniknęła pecha i wpadek, które często towarzyszą jej w czasie niemal całej kariery i zdobyła swoje drugie srebro Igrzysk Olimpijskich. A że przegrała z Jenny Rissveds, cóż, szkoda, ale taki jest sport a dwa wicemistrzostwa olimpijskie na przestrzeni ośmiu lat to piękny wynik!

Nieco w cieniu tych dokonań stoi sezon Michała Kwiatkowskiego. Po przejściu do teamu Sky obiecywaliśmy sobie wiele. Okazało się, że “Kwiato” nie stał się nagle “wybitnym góralem”, za to po raz kolejny błysnął na brukach. Wygrana w E3 Harelbeke po dwójkowej akcji z Peterem Saganem (nieczęsto zdarza się, by dwóch kolejnych mistrzów świata walczyło o wygraną w prestiżowym klasyku zaliczanym do World Touru) to jeden z jaśniejszych punktów tegorocznej, kolarskiej wiosny.

Jeszcze bardziej niedocaniana jest wygrana Eugenii Bujak w, również worldtourowym, tyle, że kobiecym, klasyku GP de Plouay. Jasne, dokonania Katrzyny Niewiadomej sprawiają, że to ona jest niekwestionowaną liderką i największą gwiazdą polskiego kolarstwa kobiecego, ale po pierwsze, Bujak to również świetna zawodniczka, po drugie jej wygrana w Plouay nie była w żadnym wypadku przypadkowa a po trzecie, to jeden z najważniejszych sukcesów polskiego kolarstwa w tym sezonie a polskiego kolarstwa kobiecego w ogóle.

Z kolei wspomniana Niewiadoma zaliczyła świetny rok: zajęła szóste miejsce na Igrzyskach w Rio w wyścigu ze startu wspólnego, była druga w Strade Bianche, druga w Mistrzostwach Europy, siódma w Giro Rosa i Trofeo Alfredo Binda oraz wygrała kobiece Giro del Trentino. A co najistotniejsze, staje się rozpoznawalna, popularna, doczekała się swojego “blogowego kącika” na stronie UCI i jest regularnie wymieniana wśród największych nadziei kobiecego kolarstwa jako takiego.

W roku olimpijskim tytuł mistrzyni świata w konkurencji nieolimpijskiej schodzi nieco na dalszy plan, ale trzeba też wspomnieć o Katarzynie Pawłowskiej. Nawet, jeśli nie została zabrana do Rio (choćby jako ważne ogniwo drużyny w wyścigu na dochodzenie), to i tak trzecia w karierze tęczowa koszulka (tym razem w wyścigu punktowym, wcześniej dwa razy wygrywała w Scratchu) to duża sprawa. Nie mam pojęcia, dlaczego nie jesteśmy w stanie bardziej docenić tego faktu, bo jeśli ktoś zostaje w swojej karierze mistrzem świata trzykrotnie, to zasługuje na wejście do “hall of fame” przynajmniej we własnym kraju!

Cichym bohaterem sezonu 2016 jest też Maciej Bodnar. Ekskluzywny pomocnik Petera Sagana po raz kolejny zaliczył bolesny upadek (złamał szczękę na treningu przed Ronde Van Vlaanderen), ale dość szybko doszedł do formy. Jego ucieczka z Peterem Saganem, Chrisem Froomem i Geraintem Thomasem na 11. etapie Tour de France to jedna z bardziej spektakularnych akcji sezonu 2016. Następnie Bodnar świetnie spisał się podczas olimpijskiej czasówki w Rio de Janeiro, gdzie zajął 6. miejsce a na koniec sezonu w mistrzostwach świata na czas, w Katarze był czwarty.

Co jeszcze? Była drama wokół polskich torowców w Rio i niezłe, szóste miejsce Damiana Zielińskiego w Keirinie. Był bardzo dobry występ Anny Harkowskiej na igrzyskach paraolimpijskich (srebro), Rafała Wilka (złoto i srebro)  oraz Iwony Podkościelnej i Aleksandry Tecław (złoto w tandemie), sporo dobrych wyników w kategoriach juniorskich i młodzieżowych czy mistrzostwo Europy Sławka Łukasika w downhillu.

No i były też wybory w PZKol, które elektryzowały sporą część środowiska kolarskiego w kraju. Całe szczęście, że nie na świecie. Bo o wizerunek na arenie międzynarodowej zadbali po prostu nasi zawodowcy!

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments