Historia zawodniczki, która staje przed wyborem: brać doping, jechać na Igrzyska Olimpijskie i odmienić swoją przyszłość, czy żyć zgodnie z zasadami by w konsekwencji skończyć marnie. Kolejna odsłona opowieści o niedozwolonym wspomaganiu, tym razem w czeskim filmie “Fair Play”.

Czeska kinematografia znana jest z tego, że nawet, gdy nie wypuszcza na rynek kolejnego arcydzieła, średni poziom tamtejszych filmów jest wysoki. Podobno ma to związek z niskim współczynnikiem Giniego, dzięki czemu ludziom żyje się w miarę dostatnio co pozytywnie wpływa na rozwój kultury, w tym popularnej.

“Fair Play” to kolejna wersja tej samej historii. Ponieważ od lat śledzę temat dopingu w sporcie, czytałem i oglądałem dziesiątki filmów, książek, wywiadów i dokumentów, pokazany w tym konkretnym obrazie mechanizm nie jest w żaden sposób zaskakujący. Zawsze chodzi o to samo: wybór ciemnej lub jasnej strony mocy. Tym razem, poza samym wyborem ważny jest również jego kontekst.

Poznajemy młodą, utalentowaną lekkoatletkę specjalizującą się w biegu na 200m, Annę, w kluczowym momencie jej kariery, niedługo przed Igrzyskami Olimpijskimi w Los Angeles (1984r). Aby móc konkurować z reprezentacjami innych krajów “bloku wschodniego”, zwłaszcza “sowietami” i “enerdowcami”, przedstawiciele czechosłowackiego aparatu partyjnego postanawiają rozpocząć program wspomagania kadrowiczek stanozololem. To ten sam środek, na którym “wpadł” niesławny Ben Johnson, a który występuje pod nazwą “Winstrol” oraz, z czym mamy do czynienia w tym wypadku, “Stromba”.

Choć wszystko odbywa się pod nadzorem lekarzy a nasza bohaterka notuje kolejne przyrosty formy, ciężko trenując doznaje zapaści i trafia do szpitala. W obawie o własne zdrowie, ale też mają wątpliwości co do etycznych aspektów całego procederu zaczyna się wahać.

To co do zasady ta sama historia, którą oglądaliśmy w “Małej Królowej”, czyli fabularyzowanej opowieści o Genevieve Jeanson, znamy z książki Tylera Hamiltona oraz z wywiadów i zeznań wielu sportowców odnoszących sukcesy w latach 1990-2005.

Tyle tylko, że w przypadku “Fair Play” dodatkowym czynnikiem są realia “demokracji ludowej”, gdzie poza aspektem materialnym i emocjonalnym sportowego sukcesu mamy do czynienia z polityką.

Za systemem dopingowym w Czechosłowacji, tak jak w każdym, innym kraju zza “żelaznej kurtyny” nie stoją prywatne firmy, lecz państwo. Państwo, dysponujące własnym aparatem represji, nie stroniące od szantażu, podsłuchu, lubujące się w aresztowaniach, zastraszaniu i oparte o siatkę donosicieli.

Przez to presja, pod którą postawiona jest główna bohaterka jest większa a wybór, przed którym staje jeszcze trudniejszy.

Poza historią dopingu, w “Fair Play” dostajemy wiele smaczków związanych z życiem wyczynowego sportowca w latach ‘80. Specyficzna “stylówka”, której nie powstydziliby się współcześni hipsterzy, nowatorskie wówczas metody treningowe oraz diagnostyczne w połączeniu z realiami krajów “socjalistycznych” tworzą razem niepowtarzalny klimat.

Film jest ładnie sfotografowany, kolorystyką nawiązuje do “wypłowiałych” materiałów światłoczułych ORWO (których nota bene reklama pojawia się w scenie decydujących o kwalifikacji na IO zawodów). Mimo rozgrywających się na ekranie kolejnych dramatów, historia toczy się z zachowaniem pewnej dozy stoicyzmu. Dzięki temu jest to póki co najlepszy obraz o dopingu w sporcie z tych, które do tej pory widziałem, ponieważ broni się jako niezłe kino samo w sobie.

“Fair Play”
Czechy 2014
Reżyseria: Andrea Sedláčková
Czas: 100 minut

Film miał swoją premierę w 2014r, do polskich kin wszedł pod koniec października 2016

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments