Zawodowe grupy kolarskie borykają się z problemami finansowymi. Spora część z nich to “projekty” żyjące z pieniędzy entuzjastów a nie z realnego sponsoringu. A co by się stało, gdyby do budżetów dorzucił się ktoś jeszcze?

W skrócie wygląda to tak, że kluby są jeżdżącymi agencjami reklamowymi. Wynajmują swoją powierzchnię i nazwę potencjalnym chętnym, w zamian za stosowne opłaty. Reklamodawca dostaje w ten sposób miejsce na antenie telewizyjnej, w prasie i internecie a także “w outdoorze” w trakcie trwania samych wyścigów. Problemy wizerunkowe, brak wyników lub też zawirowania na rynku powodują, że często strumień gotówki wysycha.

Tymczasem porównajmy strukturę przychodów najbogatszej grupy kolarskiej, brytyjskiego Team Sky z najbogatszym zespołem angielskiej Premier League:

Przychody Teamu Sky to 24,4mln £, kasa Manchesteru United zasilana jest kwotą 395,2mln £, zatem mówimy o pieniądzach 16 (szesnaście!) razy większych.

Mimo to, najważniejsza różnica to nie całość kwoty a jej struktura.

Kolarstwo utrzymuje się wyłącznie ze środków przeznaczanych przez sponsorów. Tymczasem piłkarze na tym źródle bazują wyłącznie w połowie. Owszem, gros pieniędzy wiąże się ze specyfiką dyscypliny. Klub posiada lub też użytkuje obiekt (stadion), z którego czerpie niemałe profity. Nie tylko ze sprzedaży biletów, ale też z wynajmu powierzchni biurowej czy też konferencyjnej, handluje również pamiątkami i swoim wizerunkiem.

Ponieważ kolarze ścigają się w otwartym terenie, trudno byłoby biletować stanie w szczerym polu, choć z drugiej strony taki model stosowany jest podczas rajdów samochodowych, które sposobem kibicowania przypominają kolarstwo.

Nie w tym jednak rzecz. Prawie 30% dochodu, czyli sto milionów funtów Manchester United dostaje od stacji telewizyjnych za to, że widzowie telewizyjni na całym świecie chcą oglądać zawodników tego klubu.

Niejeden, ciężki do rozwiązania kryzys powstał w związku z wysokością oraz podziałem pieniędzy, jakie stacje TV mają przekazywać klubom, federacjom czy związkom klubów.

Co ważne, o ile marki takie jak ManU pewnie poradziłyby sobie bez tego zastrzyku, o tyle dla wielu, mniejszych zespołów o nie tak silnej marce, pieniądze płynące ze stacji TV to być albo nie być.

A teraz wyobraźmy sobie, że zespoły kolarskie porozumiewają się z organizatorami wyścigów, federacjami narodowymi oraz właścicielami praw do transmisji i co roku na ich konta wpływa, powiedzmy 20% ich budżetu. Dla Teamu Sky byłoby to ok. 6mln€, dla Ag2r ok 3mln€. Dla mniejszych zespołów, spoza World Touru, regularny zastrzyk nawet kilkuset tysięcy € byłby bezcenny, przy rozsądnym gospodarowaniu zapewniający bezpieczeństwo np. w przypadku problemów z jednym ze sponsorów.

Czy stacje telewizyjne chciałyby się podzielić pieniędzmi z kolarzami to już inna kwestia. Siła i popularność piłki nożnej jest niepodważalna. Korporacje medialne często dopłacają do prawa transmitowania najważniejszych imprez, byleby tylko mieć w swoim portfolio kluczowe mecze.

Dla porównania finał Ligi Mistrzów 2015 oglądało ok. 180mln ludzi na całym świecie. Tour de France jest teoretycznie trzecim, najchętniej oglądanym widowiskiem sportowym, po Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej. Zsumowana widownia to podobno 3,9 miliarda osób, ale liczone jest to dla całości wyścigu.

Finałowy etap Tour de Pologne 2015 oglądało 1,1mln widzów, bywa, że widownia wyścigu przekracza 2mln siedzących przed telewizorami fanów sportu. Mecz Legii Warszawa z Realem Madryt w TVP oglądało 4,2mln osób.

Tak czy inaczej, głosy pochodzące z wewnątrz peletonu: od właścicieli ekip, dyrektorów sportowych czy co bardziej charyzmatycznych kolarzy są słuszne. Sport rowerowy potrzebuje zmian związanych z modelem finansowania. Bazowanie wyłącznie na sponsorach jest w obecnych czasach coraz trudniejsze.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments