Koniec sezonu, bywa, że i koniec kariery. Jak przekuć porażki czy też, jeśli wolicie, doświadczenia, w sukces? Ten jeszcze jeden dzień mobilizacji i przejście do historii kolarstwa stoi otworem. Giro di Lombardia, ostatni “monument” sezonu to wyjątkowy wyścig.

Mistrz ratuje sezon

Rok temu, po nieudanej próbie obrony tytułu w Tour de France i po kompromitującej relegacji z peletonu Vuelta a Espana za holowanie się na klamce samochodu technicznego, Vincenzo Nibali miał tę jedną, ostatnią szansę, by uratować sezon 2015.

Na wygraną w “monumencie” polował od lat. Śmiałymi atakami próbował wygrać Liege-Bastogne-Liege, nieobce były mu także harce na trasie Mediolan-San Remo. Mimo to, zawsze trafiał się ktoś lepszy od niego. W Lombardii pojechał jak mistrz, atakując na zjazdach, niespełna 20km przed finiszem. Przekraczając linię mety do stroju Nibalego przykleiła się chorągiewka w barwach włoskiej flagi. Dość powiedzieć, że był to jeden z najbardziej symbolicznych momentów sezonu 2015. W ten sposób Vincenzo stał się jednym z nielicznych kolarzy, którzy wygrali wszystkie wielkie toury oraz jeden z klasycznych “monumentów”.

Zwycięstwo we łzach

Triumf w wielkim wyścigu w koszulce mistrza świata to sytuacja wyjątkowa. W sezonie 2006 Paolo Bettini był już w gruncie rzeczy kolarzem spełnionym. Rok wcześniej wygrał właśnie Giro di Lombardia a oprócz tego miał na koncie dwa zwycięstwa w Liege-Bastogne-Liege, triumf w Mediolan-San Remo, mistrzostwo olimpijskie, etapy TdF, Giro d’Italia i Vuelta a Espana oraz wiele innych wyścigów.

Jesienią, po przetarciu na trasie Vuelty, przy pomocy zdyscyplinowanych kolegów z drużyny zorganizowanej przez Franco Balleriniego sięgnął po swoją pierwszą, tęczową koszulkę podczas mistrzostw świata w Salzburgu. Radość ze zdobytego tytułu nie trwała zbyt długo. Kilka dni później w wypadku samochodowym zginął brat Bettiniego, Sauro. Włoski mistrz był blisko zakończenia kariery, ale zebrał siły, stanął na trasie “Lombardii” i płacząc minął linię mety na pierwszym miejscu.

Rewanż

Daniel Martin jest kolarzem z rodziny o wielkich, mistrzowskich tradycjach. To siostrzeniec Stephena Roche’a, zawodnika, który może pochwalić się wygraniem kolarskiego “Wielkiego Szlema”: Giro, Touru i Mistrzostwa Świata w jednym sezonie (1987).

Od początku swojej kariery “dobrze się zapowiadał”, lecz często brakowało mu odrobiny szczęścia, by wygrać coś naprawdę ważnego. W końcu w 2013r przełamał się i wygrał Liege-Bastogne-Liege. Rok później (2014) był o krok od powtórzenia tego sukcesu (a wygranie “Staruszki” dwa lata z rzędu to spory wyczyn!), lecz na ostatnim zakręcie upadł, ślizgając się na zabrudzonym asfalcie. Na domiar złego musiał wycofać się z Giro d’Italia startującego w Irlandii Północnej. Po kraksie na trasie drużynowej czasówki ze złamanym obojczykiem nie wjechał nawet do Irlandii, kraju, który wybrał na swoją ojczyznę.

Martin zdołał jednak odbudować formę na koniec sezonu, tak jak wielu kolarzy złapał formę na trasie Vuelta a Espana (7. miejsce, najlepsze jakie osiągnął w wielkich tourach). Z “Lombardią” miał zdecydowanie niewyrównane rachunki. W poprzedniej edycji walkowerem oddał trzecią lokatę Rafałowi Majce, upadając niedaleko przed metą (ach te jego ciągłe perypetie). Mimo to niezrażony przystąpił do walki o wygraną, w końcówce zachował zimną krew i wygrał Giro di Lombardia 2014. W ten sposób zaliczył drugą wygraną w kolarskim “monumencie”, wziął rewanż i za wcześniejszą porażkę we Włoszech i za pech w Belgii. Być może daleko mu jeszcze do osiągnięć innych, irlandzkich gwiazd: Roche’a i Seana Kelly’ego, ale widniejące w CV Liege-Bastogne-Liege i Giro di Lombardia to naprawdę “coś”.

Nowy sezon, nowa historia

W tym roku z zawodowym peletonem (być może, bo pogłoski o nowym kontrakcie zaczęły się niedawno pojawiać) pożegna się Joaquim “Purito” Rodriguez. Dla hiszpańskiego kolarza, jednego z najlepszych zawodników etapowych, który nigdy nie wygrał wielkiego touru, trzeci triumf w Lombardii byłby pięknym zamknięciem kariery.

Tak jak rok temu Vicnenzo Nibali, tak tym razem nieudany sezon chce pozytywnym akcentem zakończyć Fabio Aru.

Na dublet L-B-L liczy Wout Poels, coś dla siebie i dla swojego kraju będą chcieli ugrać młodzi Francuzi: Warren Barguil i Romain Bardet. Nie licząc Arnaud Demare, który w tym roku w kontrowersyjnych okolicznościach wygrał Mediolan-San Remo, “trójkolorowi” nie wygrywali bowiem w monumentach od 1997r, gdy w Lombardii najszybszy był Laurent Jalabert.

Sezon 2016 to 111. Giro di Lombardia. Wyścig ten po raz pierwszy został rozegrany w 1905r, jako jeden z nielicznych ma w swojej historii tylko dwa lata przerwy (1943, 44). Licząca 240km trasa z Como do Bergamo preferuje zawodników dobrze jeżdżących w górach. W peletonie pojadą kolarze CCC Sprandi Polkowice a relację od 15.45 w sobotę (01.10) przeprowadzi Eurosport.

Zdjęcie okładkowe: materiały prasowe RCS, fot. ANSA/ANGELO CARCONI

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments