Najciekawszy etap wielkich tourów od lat. Trzech wielkich gwiazdorów. Tempo wyśrubowane do granic możliwości. Nie pierwszy raz Vuelta a Espana oferuje maksimum emocji. A mimo to wciąż jest “tym trzecim”, “tourem zmęczonych”, mniej ważną wśród ważnych imprez kolarskiego kalendarza.

To nie pierwszy raz gdy hiszpański wyścig oferuje tyle samo a może i więcej, co starsi bracia: Giro d’Italia i Tour de France. Ciekawa konfiguracja trasy oraz mocna obsada powodują, że ściganie jest nie tylko ciekawe, ale też zaskakujące.

Nairo Quintana powrócił do najwyższej formy, być może jest najmocniejszy w całej swojej karierze. Chris Froome, mając doświadczenie z poprzednich lat próbuje jechać “swój wyścig”, nie zważając na rywali, ekstremalne stromizny i fakt, że nie ma tak mocnej ekipy jak w lipcu we Francji. Alberto Contador, choć nie ma fizycznej przewagi nad rywalami, prezentuje wolę walki godną największych mistrzów. W tle rozgrywa się ciekawa rywalizacja o zwycięstwa etapowe, miejsca w pierwszej dziesiątce a Alejandro Valverde podjął niespotykaną współcześnie próbę ukończenia w “top10” wszystkich trzytygodniówek w sezonie.

Do tego trasa prowadzi przez nad wyraz malownicze tereny, mimo pory roku kamery pokazują Hiszpanię zieloną a nie pustynną i spaloną słońcem. Większość etapów jest stosunkowo krótka, zatem dynamiczna i otwarta na różne rozwiązania. Wyścig zdecydowanie wymyka się schematom i może się podobać zarówno wiernym fanom jak i “casualowym” widzom, którzy kolarstwo oglądają tylko od czasu do czasu.

A mimo to coś się nie zgadza. Do Hiszpanii w zasadzie żadna ekipa nie przywiozła sprintera, w związku z czym etapy płaskie lub lekko pagórkowate (a wbrew pozorom uzbierało się ich kilka) wygrywają kolarze może nie anonimowi, ale tacy, których nazwiska niewiele mówią nawet zaangażowanym kibicom.

Na 15. etapie, który z pewnością przejdzie do historii XXIw kolarstwa, Team Sky dał się zaskoczyć w sposób nie do wyobrażenia podczas Tour de France. Brytyjczycy zaspali, co prawdopodobnie kosztowało ich lidera, Chrisa Froome’a wygraną w całym wyścigu, Tego samego dnia ponad 90 kolarzy przekroczyło limit czasu o ponad pół godziny, wyraźnie pokazując, co sądzi o pomyśle mnożenia trudności na trasie hiszpańskiej Vuelty.

Co więcej, o ile z Giro galerie i inne ciekawe materiały trafiają do nas co 3-4 dni, z Touru codziennie lub nawet kilka razy dziennie, z Vuelty, poza “onboardami” dostarczanymi przez organizację Velon póki co jest bardzo słabo. Ani Cyclingtips ani Strava, które zawsze raczyły nas inspirującymi galeriami z wielkich tourów wybierają inne wydarzenia zamiast hiszpańskiej imprezy. W ogóle wszystkich materiałów jest mniej i sam nawet złapałem się na tym, że nie widzę potrzeby komentowania wydarzeń codziennie, tak jak robiłem to w maju i w lipcu.

Przykład Vuelty pokazuje, że na zbudowanie prestiżu imprezy sportowej czasem nie wystarczają lata. Bywa, że w konserwatywnym otoczeniu nie wystarczają nawet dziesięciolecia.

Przeniesiony na początku lat ‘90 XXw na późne lato hiszpański tour nadaje rytm drugiej części kalendarza. W tym roku został on zaburzony przez Igrzyska w Rio oraz opóźniony termin Mistrzostw Świata, które do tego będą zupełnie płaskie, zatem Vuelta nie pełni funkcji “zgrupowania” przed walką o tęczową koszulkę.

Tak czy inaczej, ze sportowego punktu widzenia po raz kolejny VaE pretenduje do jednego z najciekawszych wydarzeń kolarskiego sezonu. Nawet, jeśli nie ma z niego codziennych galerii i tysięcy twitów i tak jest warta uwagi.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments