Sportowo? Świetnie! Wizerunkowo? Kiepsko. Dwa medale, trzy szóste miejsca a do tego sporo wpadek w mediach. Co nam zostaje po Igrzyskach w Rio: radość czy niesmak?

Rewelacyjni szosowcy

Rafał Majka przy wsparciu Michała Kwiatkowskiego, Macieja Bodnara i Michała Gołasia najpierw był tam, gdzie trzeba, następnie przejął inicjatywę, cudem uniknął groźnego upadku, był o włos o złota by skończyć olimpijski wyścig ze startu wspólnego z brązowym medalem.

Tak dobrze nie było od czasów głębokiej zimnej wojny i srebra Czesława Langa w Moskwie w 1980r. Majka po dobrze przejechanym Giro d’Italia, po wywalczeniu koszulki w grochy na Tour de France pojechał na Igrzyska z zamiarem walki o medal. Trasa preferująca “górali” dała co prawda wygraną specjaliście klasyków, ale ważny jest styl, w jakim Polak znalazł się w sytuacji medalowej. Był tam gdzie trzeba i kiedy trzeba. W kluczowym momencie rozpędzony przez Michała Kwiatkowskiego kontrolował atak Henao i Nibalego a gdy ci “wykruszyli się” na zjazdach, miał już otwartą drogę do podium.

Tak jak w Ponferradzie, gdy Polacy w decydujących chwilach wyścigu nadawali ton rywalizacji, tak i w Rio cały zespół pojechał koncertowo a lider należycie wykończył pracę kolegów. Kolejny raz Piotr Wadecki tak poprowadził zawodników jeżdżących na co dzień w różnych grupach zawodowych, by na koniec dnia cieszyć się sukcesem. Przypomina to trochę rolę, jaką dla kadry Włoch odgrywał Franco Ballerini, którego kolarze czterokrotnie wygrywali mistrzostwo świata i raz igrzyska olimpijskie.

Dzień po Rafale Majce do boju ruszyła Katarzyna Niewiadoma wspierana przez Małgorzatę Jasińską i Annę Plichtę. Scenariusz wyścigu kobiet był podobny do rywalizacji mężczyzn. W roli Majki dościgniętego tuż przed metą wystąpiła Mara Abott, natomiast, co dla nas ważne, Niewiadoma finiszowała w grupie pościgowej i zajęła świetne, szóste miejsce.

W jeździe na czas paniom nie poszło już tak dobrze, natomiast wynik życia osiągnął Maciej Bodnar, który na nie do końca pasującej mu trasie zajął szóste miejsce w stawce najmocniejszych specjalistów świata. Do medalu zabrakło mu 48 sekund, czyli mniej niż trzeciemu w klasyfikacji, Chrisowi Froome’owi do złota.

Rzutem na taśmę dobrze na torze

Następnie przyszła pora na tor. To odmiana kolarstwa, która przynosi najwięcej szans medalowych i jako taka jest faworyzowana przez Polski Związek Kolarski. W Rio byliśmy reprezentowani w pięciu na dziesięć możliwych konkurencji, trzech męskich (sprint indywidualny i drużynowy oraz keirin) oraz dwóch kobiecych (wyścig drużynowy na 4000m oraz omnium).

Ważnym aspektem torowej rywalizacji na Igrzyskach jest proces kwalifikacji. Często trudniej dostać się na IO niż uzyskać wynik na samej imprezie docelowej. Patrząc na uzyskiwane przez Polaków rezultaty wiele wskazuje na to, że spora część posiadanej energii poszła właśnie na kwalifikacje. Zarówno sprinterzy jak i drużyna kobiet jeździli porównywalnie z mistrzostwami świata w Londynie a w Rio, by liczyć się w walce o medale trzeba było pobijać rekordy życiowe, co często oznaczało rekordy olimpijskie lub rekordy globu.

Rzutem na taśmę kadrę torowców rozliczył startujący w keirinie Damian Zieliński, który awansował do finału. Po powtarzanym dwa razy starcie zajął szóste miejsce, co jest wynikiem więcej niż przyzwoitym. Olimpijski finał to zawsze olimpijski finał i przedstawiciele wielu innych dyscyplin mogą go zazdrościć naszemu torowcowi.

Srebrna Maja

Niedocenianie Mai Włoszczowskiej w kontekście jej startów w imprezach mistrzowskich jest nie na miejscu. Nasza reprezentantka potrafi zmobilizować wszystkie siły do walki o medale. Ma pięć indywidualnych miejsc na podium mistrzostw świata (w tym pierwsze) oraz dwa srebra Igrzysk Olimpijskich. Biorąc pod uwagę, jak mocna i wyrównana jest stawka w kobiecym cross-country, drugie miejsce z Rio to kolejny, wielki sukces Mai Włoszczowskiej. Tym bardziej, że na topie utrzymuje się wiele sezonów, w przeciwieństwie do efemeryd, które wystrzeliwują z formą na raptem kilka chwil.

Trudno powiedzieć, czy Katarzyna Solus-Miśkowicz byłaby w stanie nawiązać do wyników Aleksandry Dawidowicz i zakręcić się w okolicach pierwszej dziesiątki. Upadek tuż przed zawodami i złamany obojczyk sprawiły, że nigdy się tego nie dowiemy. Anne Terpstra, która nieznacznie przegrywała z Solus-Miśkowicz w europejskich rundach Pucharu Świata w Rio była 15 a Tanja Zaklej 13. Zawodniczki z top10 na Igrzyskach to już raczej stawka poza zasięgiem naszej kolarki.

Historyczny moment

Poprzednie medale nasi kolarze zdobywali na Igrzyskach w 2008r (Maja Włoszczowska), 1988r (drużyna w szosowej jeździe na czas), 1980r (Czesław Lang), 1976 (drużyna w jeździe na czas oraz Mieczysław Nowicki w wyścigu ze startu wspólnego), 1972r (drużyna oraz Andrzej Bek i Benedykt Kocot na tandemie na torze) oraz w 1924r (wyścig drużynowy na dochodzenie).

W połączeniu z finałem w keirinie, szóstymi miejscami Niewiadomej i Bodnara, dwa medale: Majki i Włoszczowskiej dają obraz najlepszych igrzysk w wykonaniu polskich kolarzy w ogóle.

W tabeli medalowej kolarstwa na Igrzyskach w Rio Polska zajęła 13. miejsce, razem z Australią. Srebro Włoszczowskiej i brąz Majki dają nam przewagę nad takimi tuzami jak Czesi, Francuzi czy Hiszpanie. Bez medali kolarzy w ogólnej klasyfikacji Igrzysk w Rio Polska spadłaby z 33. na 38. pozycję.

Tyle dobrego.

tabela-medalowa-kolarstwo-rio

Wpadka goni wpadkę

Zaczęło się tak naprawdę jeszcze sporo przed Igrzyskami, gdy wiadomo było, że szanse na wysłanie męskiego przedstawiciela w mtb są znikome. Nie udało się nam zakwalifikować, w związku z tym honoru rodzimego cross-country na ważnej imprezie musiały bronić panie.

Następnie Katarzyna Pawłowska, gwiazda toru i szosy wyraziła, choć nieco niejasno, swoją dezaprobatę dla faktu, że nie znalazła się w składzie kadry jadącej do Rio. Z perspektywy czasu wiadomo, że jej obecność z pewnością by nie zaszkodziła, biorąc pod uwagę nie najlepszy występ naszej drużyny w wyścigu na dochodzenie, zakończony doścignięciem przez Nowozelandki i dyskwalifikacją związaną ze złamaniem procedur przy wyprzedzaniu przez konkurencyjny zespół. To ważne o tyle, że Polki dobre wyniki na mistrzostwach świata notowały właśnie w składzie z Pawłowską.

Idąc dalej, po brązowym medalu Rafała Majki głupstwo w jednym z wywiadów palnął Zbigniew Klęk, który przeoczył pomoc, jaką naszemu “góralowi” służył Michał Kwiatkowski. Sprawę chętnie podchwyciły media, jak zawsze lubujące się w poszukiwaniu konfliktów i kontrowersji. Klęk ostatecznie przeprosił, generalnie rzecz ujmując nic się wielkiego nie stało, do sprawy dobrze podszedł też sam “Kwiato” pokazując, jak właściwie zachować się w mediach społecznościowych.

Dyskwalifikacja drużyny na torze była tylko początkiem dramatów, jakie rozgrywały się wokół olimpijskiego owalu. Wiele kontrowersji wzbudziło wykluczenie z omnium – kolarskiego wieloboju – Małgorzaty Wojtyry. Zamiast niej, bez większych sukcesów, pojechała młoda Daria Pikulik. Jasne, takie rzeczy się zdarzają a pewne niesnaski dotyczące selekcji pojawiały się nawet u służących w kolarstwie za wzór Brytyjczyków. Tyle tylko, że całą sprawę załatwiono paskudnie, Wojtyra, która wywalczyła dla Polski kwalifikację olimpijską do Rio została zabrana przez Związek na przykrą wycieczkę, przy wyborze reprezentantki w omnium zabrakło nie tylko transparentności i przestrzegania wewnętrznych procedur Związku, ale przede wszystkim klasy i przyzwoitości.

Na koniec zmagań torowców obserwowaliśmy przedziwny przebieg finału keirinu, w którym dwa razy powtarzano start, składano protesty i wiele wskazuje na to, że sędziowie przymknęli oko na wykroczenie popełnione przez brytyjskiego multimedalistę, Jasona Kenny’ego. Potencjalnie pasjonująca walka o medale z udziałem Polaka, Damiana Zielińskiego zmieniła się w farsę, podobnie jak medialne tourne dyrektora sportowego PZKol, który przez kolejne dni opowiadał o tym, jak bardzo zostaliśmy skrzywdzeni.

Jakby tego było mało, tuż przed wyścigiem mtb kontuzji doznała Katarzyna Solus-Miśkowicz. Upadek na ekstremalnej trasie w Rio zakończył się złamanym obojczykiem. Biorąc pod uwagę, jak wyglądają rundy, po których muszą się ścigać zawodniczki i zawodnicy mtb taką ewentualność trzeba, niestety, brać pod uwagę. Stąd też publiczny żal Moniki Żur, która miała oficjalny status rezerwowej, a z tej funkcji wywiązać się nie mogła. Zorganizowanie na ostatnią chwilę biletu do Brazylii faktycznie było niemal niemożliwe, więc niby wszystko jest ok (poza tym, że sama zawodniczka straciła szansę na występ na IO a reprezentacja na drugą kolarkę na starcie), ale, tak jak w innych sytuacjach, niesmak pozostał.

Medialny paradoks

Wyniki sportowe skutecznie przysłoniły gąszcz wpadek. Aby nie było wątpliwości, swoje chwile niesławy mieli też pływacy czy lekkoatleci, ale to jest blog w pierwszej kolejności o kolarstwie, więc nie będę się ekscytował tym, że inni mają gorzej.

Co ciekawe, zarówno Wacław Skarul, który występował jako ekspert-komentator w czasie wyścigów torowych jak i Andrzej Piątek zapraszany przy okazji wszystkich kolarskich wydarzeń do warszawskiego studia TVP spisali się więcej niż dobrze. Jasne, wymienianie kolejnych medali juniorów na torze, czy powtarzanie krzywdy z keirinu było nieco męczące, ale “władza” całkiem nieźle przybliżała casualowym widzom tajniki kolarstwa wyczynowego. Niestety komentarz zajmującego się rowerami redaktora TVP w Rio był na koszmarnie niskim poziomie, zatem tyle dla nas dobrze, że w tej materii Prezes z Dyrektorem stanęli na wysokości zadania.

Medialna skuteczność jest o tyle intrygująca, że ilość negatywnych treści nagromadzona wokół kolarstwa w czasie Igrzysk była spora a mimo to sport rowerowy z Brazylii wraca zwycięsko, zwłaszcza w masowej świadomości. Widzów (a było ich wielu, wyścigi szosowe były najpopularniej oglądanymi zawodami w internetowym kanale TVP Sport oraz zmieściły się w top10 konkurencji na antenie ogólnej) interesują przede wszystkim wyniki, a te nasi kolarze mieli świetne. Wzruszenia, emocje i piękne chwile dają poczucie, że jest dobrze. A co z tym dalej zrobić, to już temat na inną okazję.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments