Sobota, około 21.00 naszego czasu. Nowy mistrz olimpijski przekracza linię mety kolarskiego wyścigu ze startu wspólnego. Kto nim będzie? Doświadczony weteran, który wkrótce odwiesza rower na hak?Albo wielka gwiazda, która do bogatego portfolio dołoży jeszcze jeden, cenny skalp? A może Polak?

Scena

Od wielu miesięcy powtarzamy, że w Rio de Janeiro trasa preferuje “górali”. Na rozgrzewkę peleton pokona niespełna 40km w płaskim terenie. Następnie zawodnicy wjadą na rundę liczącą 24,8km, na której znajdą się dwa wzniesienia, kilka mniejszych “hopek” oraz odcinek brukowany. Pierwszy z podjazdów ma 1,3km i średnią stromiznę 9,4%, drugi to 2,1km i 6,8%.

Po czterech takich okrążeniach kolarze dotrą do najbardziej selektywnej części trasy. Kolejna runda, którą pokonają trzykrotnie to już solidne góry. 8,9km wspinaczki przedzielone jest krótkim odcinkiem w dół. Pierwsze 4km są brutalne, średnia stromizna to 9%, regularnie przekraczająca 12%. Po chwili oddechu zawodnicy będą musieli mocno cisnąć na drugiej, również 4km sekcji o stromiźnie 6%.

Trzy okrążenia liczące 25km każda doprowadzą tych, którzy przetrwają do mety. Ze szczytu ostatniego pojazdu na finisz prowadzi 6km zjazd oraz 10km odcinek płaski.rio-trasa

Niemarginalne różnice

Są dwa elementy, które odróżniają wyścig szosowy na Igrzyskach Olimpijskich od innych, profesjonalnych zawodów kolarskich.

Po pierwsze, najliczniejsze drużyny (Belgia, Kolumbia, Wielka Brytania, Hiszpania i Włochy) będą liczyły zaledwie pięciu kolarzy. Kolejna grupa (Holandia, Australia, Polska, Niemcy, Francja, Norwegia, Czechy, Portugalia, Słowenia i Szwajcaria) to składy czteroosobowe. Dania może wystawić tylko trzech kolarzy a USA dwóch. W peletonie znajdziemy za to zawodnika z Laosu, Boliwii czy Kosowa.

Po drugie, zawodnicy nie będą mieli łączności radiowej ze swoimi dyrektorami sportowymi. Wraz z nielicznymi składami oznacza to wyraźnie ograniczone możliwości kontrolowania wyścigu.

To zdecydowanie zwiększa liczbę dostępnych scenariuszy. Od wczesnej ucieczki “w stylu vintage” w wykonaniu jednej z gwiazd po niespodziewaną wygraną mniej faworyzowanego kolarza, nadmiernie odpuszczonego przez peleton.

Mimo to, większość ekspertów wyraźnie wskazuje zawodników, którzy powinni odegrać kluczowe role w walce o medale. Jest to o tyle trudne, że w tym roku wiele znakomitości postawiło na Igrzyska jako jeden z głównych celów sezonu.

Złoto na emeryturę

Jest tylko jeden powód, dlaczego nie chciałbym, aby po złoto sięgnął Joaquim “Purito” Rodriguez albo Alejandro Valverde. Obaj to świetni górale, którzy potrafili w swoich karierach wygrywać ciężkie wyścigi jednodniowe: Rodriguez Giro di Lombardia a Valverde Liege-Bastogne-Liege.

Mają wielkie doświadczenie, mimo wieku wciąż są piekielnie dynamiczni, potrafią świetnie zjeżdżać i skutecznie finiszować. Brak tęczowej koszulki mistrza świata każdemu z nich olimpijskie złoto zrekompensuje z nawiązką i będzie pięknym zwieńczeniem kariery.

Tyle tylko, że kolejne cztery lata (w przypadku Rodrigueza) bez złotych insygniów w zawodowym peletonie (Hiszpan po tym sezonie kończy karierę, mistrz z Londynu, Alexander Winokurow po zdobyciu tytułu odwiesił rower na hak) będą sporą stratą dla kolarstwa. Drugi z weteranów, Alejandro Valverde, choć kariery kończyć póki co nie zamierza, to jednak trzeba pamiętać, że nikt nie jest wieczny.

Kropka nad “i”

Chris Froome wygrywający złoty medal olimpijski to byłaby wielka sprawa dla naszego sportu. Nie ma wielu lepszych scenariuszy niż gwiazda osiągająca imponujący, choć mimo wszystko niespodziewany sukces. W Rio Froome nie będzie miał przy sobie ośmiu pomocników z teamu Sky i dostępu “na żywo” do danych, różnic czasu i wszystkiego, czym dzieli się z nim kierownictwo ekipy podczas Tour de France. Co więcej Brytyjczyk de facto nie istnieje jako faworyt jednodniówek. Mimo wszystko podczas tegorocznej “Wielkiej Pętli” pokazał, że nie brakuje mu odwagi i że potrafi zaskoczyć rywali nietypowym zagraniem. A to, w połączeniu z jego mocą, może być kluczowym elementem całej układanki.

W podobnej sytuacji jest Vincenzo Nibali. Wciąż niedoceniany przez niektórych ekspertów, jest jednym z najbardziej utytułowanych kolarzy XXIw. Wygrał wszystkie wielkie toury, w tym dwukrotnie Giro d’Italia a do tego, rok temu, jeden z klasycznych “monumentów”, czyli Lombardię. Potrafi błyskotliwie zjeżdżać, lubi atakować a tegoroczny kalendarz podporządkował startowi na Igrzyskach. Olimpijskie złoto powinno zamknąć usta wszystkim krytykom Włocha, bo cóż, z faktami i tak imponującym CV zwyczajnie nie będzie się dało dyskutować.

Scenariusz latynoski

Najrówniejszą, być może najmocniejszą i najbardziej nieprzewidywalną kadrę przywożą do Rio Kolumbijczycy. Genialne pokolenie kolarzy, pięciu wybitnych reprezentantów, chęć walki, dobra forma i mimo wciąż młodego wieku spore doświadczenie w ważnych wyścigach. Rigoberto Uran, Sergio Heano, Miguel Angel Lopez, Jarlinson Pantano i Esteban Chavez – każdy z nich może wygrać wyścig o złoto. Choć klimat w Kolumbii jest zdecydowanie inny niż w Rio a sami zawodnicy od kilku lat wiele miesięcy spędzają w Europie, to jednak łatwiej będzie im znieść ciężkie warunki pogodowe (temperatura, wilgotność) panujące na olimpijskiej trasie niż kolegom i rywalom ze Starego Kontynentu.

Stado czarnych koni

Świetni Fancuzi (góral Bardet, szybki “klasyk” Alaphilippe), niespełnieni w etapówkach, ale skuteczni w klasykach Holendrzy (Mollema, Poels), teoretyczni pomocnicy Froome’a (Yates, Thomas) i Nibalego (Rosa, Aru), były mistrz świata Rui Costa, zawsze mocny w górach Richie Porte, często równy liderom, ale dla nich pracujący Jakob Fuglsang, czy świetni w górzystych klasykach Daniel Martin i Philippe Gilbert to tylko niektórzy zawodnicy, którzy mogą myśleć o medalu dowolnego koloru.

Nie wiem nawet, czy można przy ich nazwiskach postawić określenie “czarny koń”, bo wygrana każdego z nich nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Grono wybitnych kolarzy, którzy mają predyspozycje, by wygrać na tego typu trasie jak ta w Rio de Janeiro jest naprawdę liczne i niemal wszyscy oni podjęli decyzję o starcie na Igrzyskach Olimpijskich.

Co ważne, w tej grupie są także Polacy.

Sprawdzony Majka i odrodzenie “Kwiato”?

Rafał Majka to znakomity “góral”, który potrafi dobrze pojechać ciężką jednodniówkę. Polak kojarzony jest głownie z występami w wielkich tourach, gdzie sprawdzał się w każdej z możliwych ról: lidera na klasyfikację generalną, pomocnika lub łowcy etapów.

Trzeba jednak pamiętać, że jeśli jeszcze ściga się jesienią, regularnie odnosi sukcesy we włoskich, górzystych klasykach. Ma na swoim koncie trzecie miejsce w Lombardii i dwa drugie miejsca w Mediolan-Turyn. Teoretycznie jest zmęczony po Giro i Tourze, ale już nie raz pokazywał, że dobrze znosi duże obciążenia i wiele dni startowych.

https://twitter.com/infosportplus/status/757283864263917572

Z kolei Michał Kwiatkowski, mistrz świata z 2014r na wysokim poziomie nie ścigał się dość dawno. Deklaruje pomoc Majce, ale jeśli wyścig ułoży się tak, że dane mu będzie np. zaatakować na ostatnim zjeździe, to kto wie, co wydarzy się później.

Tak czy inaczej, pod opieką dwóch świetnych i uznanych w zawodowym peletonie “gregario”: Macieja Bodnara i Michała Gołasia, Majka i “Kwiato” muszą być traktowani jako równi rywale dla Martina, Mollemy a może i Nibalego. Nie dlatego, że są „nasi”, tylko dlatego, że są świetnymi kolarzami. Tak po prostu.

Biorąc pod uwagę charakter trasy, osobiste sympatie i pozytywnie rozumiany patriotyzm, nie pogniewałbym się za podium w składzie takim, jakie widzieliśmy podczas Giro di Lombardia 2013.

Czyli Joaquim Rodriguez, Alejandro Valverde i Rafał Majka (czwarty wówczas był Dan Martin). Z naciskiem na to, że chciałbym widzieć złote insygnia mistrza olimpijskiego prezentowane przez aktywnego kolarza a nie tego, który odchodzi na sportową emeryturę.

Relacje w TVP:

sobota, 6. sierpnia:
16:35 – 17:40 TVP 2
17:35 – 19:05 TVP 1
19:05 – 20:55 TVP 2

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments