Rewanż dla Alberto Contadora, szansa na przejście do Historii dla Chrisa Froome’a, kolejny krok w karierze dla Nairo Quitnany. Kto jeszcze będzie się liczył w walce o czerwoną koszulkę?

Hiszpańska Vuelta teoretycznie jest “tym trzecim”, najmniej ważnym z wielkich tourów. O ile Tour de France niemal wszyscy jadą w 100% dyspozycji, Giro często jest celem numer dwa, o tyle w przedsezonowych wywiadach mało kto mówi, że celuje ze szczytem formy na koniec sierpnia.

Z sezonu warto rozliczyć się wcześniej, ale jeśli to się nie udało, to właśnie do Hiszpanii trzeba przyjechać po rewanż. Jeśli nie uda się wywalczyć dobrego miejsca w klasyfikacji generalnej, wygrana na jednym z etapów też jest cennym trofeum. Do tego dochodzą zawodnicy budujący formę na mistrzostwa świata a także ci, którzy nie mają jeszcze podpisanych kontraktów na kolejny rok.

Taka mieszanka to kolejny z czynników powodujących, że Vuelta a Espana jest wyścigiem nieprzewidywalnym. Zatem kto zaskoczy nas w tym roku?

Alberto Contador i granice jego możliwości

Między pierwszym a ostatnim zwycięstwem Miguela Induraina w wielkim tourze minęło pięć lat. Passa Eddy’ego Merckxa trwała siedem sezonów. Bernard Hinault był najlepszy w trzytygodniówkach przez lat osiem.

Jeśli Alberto Contador (Tinkoff) wygra tegoroczną Vueltę, stanie się to w dziesiątym sezonie od jego pierwszego triumfu w Tour de France.

Nie chodzi o to, że “Pistolero” się zestarzał. Ma 34 lata, co na sportowca wytrzymałościowego jest, powiedzmy, w późnej, ale wciąż w normie. Kluczową sprawą jest czas, przez jaki utrzymuje swój organizm w najwyższej formie, dostępnej tylko nielicznym organizmom na świecie.

O tym, że wciąż jest mocny przekonują się jego rywale od początku sezonu 2016. Contador zmienił nieco przygotowania i wiosną znów brylował na trasach górzystych wyścigów. Z głównego celu sezonu, Tour de France, musiał jednak wycofać się po upadku i kontuzji.

W kontekście Vuelty to dla niego dobrze. Będzie dość świeży, opuścił także wyjazd na Igrzyska do Rio. Jeśli tylko udało mu się w jakiś sposób oszukać czas i jego ciało pracuje odpowiednio, Hiszpan jest najwyżej notowaną postacią, którą trzeba brać pod uwagę w kontekście wygrania czerwonej koszulki. Pytanie, co zrobi, gdy okaże się, że jednak nie daje rady utrzymać się z najlepszymi?

Chris Froome i możiwy dublet

Wygranie dwóch wielkich tourów w jednym sezonie to zawsze wielki wyczyn. Nawet, jeśli nie jest to klasyczny dublet Giro-Tour.

Chris Froome (Team Sky) ma z hiszpańską Vueltą niewyrównane rachunki. W 2011r to właśnie na tym wyścigu poznaliśmy jego potencjał jako kolarza etapowego, ale najpierw musiał pracować na Wigginsa a później dał się pokonać Juanowi Jose Cobo. Rok później po pracy dla Wigginsa we Francji, po drugim miejscu w “Wielkiej Pętli” i po medalu w Igrzyskach Olimpijskich Froome miał być faworytem Vuelty, ale ewidentnie zabrakło mu paliwa by włączyć się do walki o zwycięstwo. W 2014r w pojedynku rekonwalescentów uległ Contadorowi a rok temu, gdy po pojechał do Hiszpanii po wygranym Tourze upadł, złamał stopę i musiał się wycofać.

W tym sezonie znów wygrał Tour i znów spróbuje swoich sił na Vuelcie. Jeśli wygra, będzie to zaiste wielkie osiągnięcie. Zwycięzca “Wielkiej Pętli” nie ma bowiem łatwego życia. Po TdF startuje w komercyjnych kryteriach, zatem zamiast trenować lub odpoczywać podróżuje i jeździ w pokazówkach. Do tego Froome ma za sobą lot do Rio i wyścig ze startu wspólnego oraz czasówkę, w której zdobył brązowy medal.

Stawianie go w gronie faworytów to zatem bardziej ukłon w stronę jego postaci jako takiej i olbrzymiego potencjału, jakim dysponuje niż realna ocena możliwości. Tym bardziej, że w Hiszpanii o wiele trudniej jest kontrolować sytuację na trasie niż podczas Tour de France. Charakterystyka trasy jest inna, więcej jest miejsc, gdzie łatwo zgubić pomocników, częściej jest się zdanym tylko na siebie.

Tak czy inaczej, jeśli poradzi sobie ze zmęczeniem, i psychicznym i fizycznym, lider Teamu Sky spróbuje wygrać drugi wielki tour sezonu. Za samo podejście należą mu się gratulacje.

Podium do kompletu

Dwa drugie i jedno trzecie miejsce w Tour de France, do tego wygrane Giro d’Italia. Nairo Quintanie (Movistar) do kompletu brakuje jedynie sukcesu w Hiszpanii. Rok temu odżył dopiero w końcówce, wyraźnie czując w nogach trudy Wielkiej Pętli. W tym sezonie we Francji nie spełnił oczekiwań swoich, drużyny i kibiców, zrezygnował więc ze startu w Igrzyskach i w spokoju przygotowywał się do Vuelty. Hiszpański wyścig preferuje “górali”, zatem gdzie, jeśli nie tam, Quintana miałby osiągnąć sukces?

Rewanż po Giro

Esteban Chavez (Orica BikeExchange) i Steven Kruiswijk (LottoNL Jumbo) byli bohaterami majowego Giro d’Italia. Bohaterami, którzy w końcówce polegli. Chavesa poznaliśmy z dobrej strony właśnie rok temu w Hiszpanii i wydaje się, że to wyścig, który pasuje mu najbardziej. Krótsze, bardziej strome i mniej regularne podjazdy to lepsze teren dla młodego, dynamicznego zawodnika niż wielokilometrowe wspinaczki na dużej wysokości (mimo pochodzenia z położonej 2600 m p.m Bogoty).

Z kolei Kruiswijk pokazał we Włoszech, że jest bardzo solidnym kolarzem etapowym, który zrobił wyraźny postęp. Wygraną w Giro kosztował go błąd popełniony na zjazdach i jego konsekwencje a niekoniecznie załamanie formy. Holender ostatnio był jednak chory, co stawia jego dyspozycję pod dużym znakiem zapytania.

Wielokrotnie pokonani

Tejay van Garderen (BMC) zaliczył kolejne kryzys podczas Tour de France. Andrew Talansky (Cannondale-Drapac) “wraca z dalekiej podróży” i kilkunastu miesięcy w gorszej dyspozycji. Warren Barguil (Giant-Alpecin) nie poradził sobie z trudami Wielkiej Pętli gdzie po ciężkim Tour de Suisse ewidentnie nie nadążał za najlepszymi kolarzami klasyfikacji generalnej.

Każdy z nich ma coś do udowodnienia, ale o ile Barguilowi w przeszłości Vuelta pasowała, o tyle trudno wyobrazić sobie Van Garderena, kojarzonego raczej z jazdą na czas i równym, mocnym tempem, walczącego na 20% stromiznach. Z drugiej strony Tom Dumoulin pokazał rok temu, że kolarz o takiej charakterystyce może się dobrze spisać w Hiszpanii, zatem kto wie, może Amerykanin złapie drugi oddech w swojej, łapiącej lekką zadyszkę karierze.

Niezniszczalni weterani

Alejandro Valverde (Movistar) pojechał świetne Giro. Wygrał etap i był trzeci w klasyfikacji generalnej. Na Tour de France pomógł Nairo Quintanie stanąć na trzecim stopniu podium a sam zajął szóstą lokatę. Wiele wskazuje na to, że gdyby nie Kolumbijczyk, sam Valverde mógłby o podium powalczyć. Po drodze wygrał Walońską Strzałę i był trzeci w Classica San Sebastian. W olimpijskim wyścigu w Rio nie zabrał się do kluczowej akcji, na skutek czego ukończył zawody na 30. miejscu.

Ma 36 lat, pierwszy raz na podium wielkiego touru stanął w 2003r a teraz chce ukończyć wszystkie wielkie toury sezonu w top10. Znając jego wytrzymałość jest to całkiem możliwe. Jeśli to osiągnie, będzie pierwszym kolarzem od momentu przeniesienia Vuelty na jesienny termin (1995r) i trzecim w ogóle (po Rafaelu Geminianim i Gastonie Nencinim, obaj ścigali się w latach ‘50 XXw).

Kolejnym weteranem, który postara się powalczyć w generalce Vuelty będzie Samuel Sanchez (BMC). Mistrz olimpijski z Pekinu stawał już na podium i Touru i Vuelty. Teraz ma 38 lat i spróbuje przynajmniej powtórzyć wynik z zeszłego roku, kiedy ukończył swój narodowy wyścig na szóstym miejscu. Udana kampania ardeńskich klasyków pokazała, że wciąż może być groźny. Mając w pamięci niespodziewaną wygraną Chrisa Hornera, doświadczonego Sancheza nie można skreślać z listy faworytów.

Zawodnikiem, który po Vuelcie kończy karierę jest Jean Christophe Peraud. Francuz, drugi kolarz Tour de France 2014, znakomity kolarz górski teraz postanowił odwiesić rower na haku.

W miarę stabilną formę prezentuje w tym roku trzydziestotrzyletni Bask, Igor Anton, który niegdyś rokował na wielką gwiazdę, ale nie jest w stanie nawiązać do dawnych sukcesów. Teraz będzie liderem Dimension Data i jego powrót do czołówki z pewnością ucieszyłby wielu fanów baskijskiego kolarstwa. Podobną rolę może odegrać lider Trek-Segafredo, Haimar Zubeldia.

Młodzież w natarciu

Adam Yates był rewelacją tegorocznego Touru, teraz we Vuelcie z dobrej strony chce pokazać się jego brat bliźniak, Simon. Młody Byrtyjczyk zaliczył w tym sezonie dopingową wpadkę związaną z brakiem TUE (zaświadczenia o użyciu terapeutycznym) na lek na astmę. Po krótkim okresie zawieszenia Yates wrócił do peletonu i będzie współliderem Orica-BikeEchange z Estebanem Chavesem.

Wschodzącą gwiazdą brytyjskiego kolarstwa jest dwudziestodwuletni Hugh Carthy. W tegorocznej Vuelcie pojedzie jeszcze w barwach Caja Rural, zespołu prokontynentalnego, ale od przyszłego sezonu będzie reprezentował worldtourowy team Cannondale. Carthy to błyskotliwy góral, być może jeszcze zbyt młody, by walczyć o klasyfikację generalną wielkiego touru, ale to z pewnością “man to watch” na tegorocznej Vuelcie.

Podobną postacią jest Francuz z Ag2r, Pierre Latour. W tym sezonie zabłysnął podczas Tour de Suisse, niedawno pokazał dobrą dyspozycję w Tour de l’Ain. Thibaut Pinot, Warren Barguil i Romain Bardet jeszcze nie zdążyli pokazać pełni swoich możliwości a już na horyzoncie wyrasta ich potencjalny następca. Vuelta będzie dla niego ciekawym poligonem doświadczalnym, zwłaszcza, że w Ag2r radą i doświadczeniem będzie mogło mu służyć kilku znakomitych wtereanów.

Trzeba będzie przyjrzeć się również jeździe Miguela Angela Lopeza (Astana), kolejnego, niezmiernie utalentowanego Kolumbijczyka czy Kenny’ego Elissonde (FDJ), który trzy lata temu wygrał etap na Alto el Angliru.

Kwiato, Huzar i Goły

Dwóch Polaków w Teamie Sky: Michał Kwiatkowski i Michał Gołaś oraz Bartosz Huzarski z Bora – Argon to reprezentanci Polski na hiszpańską Vueltę.

Szczególną uwagę warto zwrócić na Huzarskiego. Trasa wyścigu powinna pasować naszemu mistrzowi ucieczek i miejmy nadzieję, że w końcu wywalczy upragnione zwycięstwo etapowe w wielkim tourze. Kilka razy było blisko, trzymam kciuki, by tym razem się udało!

Dla Michała Kwiatkowskiego będzie to debiut w hiszpańskim tourze. Mimo niezłego początku sezonu, kolejne miesiące nie były dla niego zbyt udane. Bywa, że solidnie przejechana Vuelta, często okraszona zwycięstwem etapowym jest dobrą trampoliną do udanych, kolejnych lat w peletonie. Zarówno dla “Kwiato” jak i dla Michała Gołasia możliwości jazdy na własny rachunek zależą zapewne od formy Chrisa Froome’a. Tak czy inaczej, obaj zasługują na uwagę a szczególnie Michałowi Kwiatkowskiego przyda się jakiś sukces odbudowujący morale.

Zdjęcie okładkowe: Pablo Cabezos, flickr CC BY 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments