Nie do końca rozumiem ideę, która stoi za odmianą kolarstwa nazwaną “enduro”. Nie jestem też fanem sztucznych tras budowanych na potrzeby rowerzystów mtb. Mimo wszystko do kompleksu singletracków w Bielsku-Białej, czyli Enduro Trails mam tak niedaleko, że i tak w końcu tam trafiłem.

Wizytę na zboczach Koziej Góry zaliczyliśmy, co jest dość symptomatyczne, przy okazji weekendu podczas którego startowaliśmy w beskidzkiej serii Uphilli. Mimo to, wiedząc mniej więcej, czym powinno się “jeść” przygotowane singletracki nie miałem obaw o sprzęt. W końcu na rundach wyścigów XC ostatnio dość często spotyka się różne ekstrema, z którymi nasze klasyczne hardtaile dają sobie radę.

Siąpiący deszcz sprawił, że Enduro Trails świeciły pustkami, w związku z czym nie musieliśmy się ani spieszyć ani stresować faktem, że będziemy przeszkadzać komuś oswojonemu z terenem, w związku z czym jadącemu o wiele szybciej.

Trafienie na miejsce nie stanowi problemu, podobnie jak odnalezienie szlaków. Na dole przy parkingu znajdziecie pumptrack, centrum informacyjne czy możliwość pożyczenia roweru, ale to pewnie już wiecie z innych relacji. Nie mieliśmy za wiele czasu no i mimo wszystko pogoda nie rozpieszczała, więc czym prędzej wjechaliśmy do lasu.

Na dzień dobry pojechaliśmy na koniec kompleksu, by zjechać “Stefanką”, najłatwiejszą z tras, krótką i niezbyt stromą. W kontekście całości jest to taki “Twister” w wersji mini. Dobry na rozgrzewkę, ścieżka jest w całości szutrowa, wyprofilowana i odwodniona. To taki prosty pumptrack, prowadzący lekko w dół, dający szansę ćwiczyć płynność jazdy. Fajny. Tym bardziej, że ma 600m długości a z mety na start podjeżdża się jakieś trzy minutki.

By dostać się do rzeczonego “Twistera”, czyli prawdopodobnie głównej atrakcji Enduro Trails trzeba włożyć więcej wysiłku. Fajny, szutrowy podjazd ma ponad 2km i 11% stromizny. W tempie “noga za nogą” to 20 minut jazdy, autorem najszybszego czasu na Stravie jest tam Bogdan Czarnota, który wspinał się 10 i pół minuty.

Sam “Twister to prawie 4km podobnego do opisywanego wcześniej, szutrowego pumptracku. Górna część (nazwana “ABC Line”) jest odrobinę bardziej stroma a zakręty są ciaśniejsze. Dolna (“Beskidia Flow”) trawersuje zbocze szerszymi agrafkami, oferuje za to więcej możliwości interpretacji kolejnych muld, stolików i band.

W celu pokojowej koegzystencji ze spacerującymi na Koziej Górze pieszymi co jakiś czas trasa jest przerwana, trzeba zmieścić się między drewniane barierki i na moment zwolnić.

Kluczową informacją jest ta, że im szybciej jedziemy tym jest ciekawiej i jest więcej możliwości: a to można z czegoś się wybić a to spróbować bardziej się pochylić a to bardziej intensywnie “pompować” na kolejnych muldach.

endurotrails-2

Po zapoznaniu z „Twisterem” mojej małżonce spodobało się na tyle, że przejechała go jeszcze raz, kończąc zabawę z wyraźnym uśmiechem na twarzy. Tymczasem ja postanowiłem sprawdzić, czym faktycznie jest owo “enduro” i wybrałem się na trasę nazwaną “Stary Zielony” (dla niepoznaki oznaczoną kolorem czerwonym ;) ), która podobno ma być typowym przedstawicielem swojego gatunku.

Dostałem tam klasyczny, beskidzki zjazd leśną ścieżką z odrobiną kamieni, dwoma ciekawymi “dywanami” z korzeni, kilkoma hopami (oznaczone jako “gap”, ale każda z nich stanowi całość, więc można jechać) i niewielkim, sztucznym rockgardenem.

Najciekawszy element to wspomniane, korzenne dywaniki, których główną trudnością jest umiejscowienie na lekkim trawersie. Gdy jest mokro, są nieco zdradliwe, ale powiedzmy sobie szczerze, współczesne rowery, nawet te XC dają sobie radę z takimi przeszkodami bez najmniejszego problemu. Właściwa część “Starego Zielonego” kończy się dość szybko i, cóż, rozczarowuje.

Zapewne konkretnie upalając daje sporo emocji, ale po ścieżce opisywanej jako “enduro” mimo wszystko spodziewałem się czegoś innego niż zjazd, jaki można spotkać na typowym, górskim maratonie.

Do przetestowania został mi jeszcze “DH+”, ciekawe, co można spotkać na nim?

Tak czy inaczej, Enduro Trails są fajne, choć wyjeżdżaliśmy z Bielska z zupełnie innymi wrażeniami. Mariannie bardzo spodobała się idea kilku oznaczonych, zmieszczonych na niewielkim terenie szlaków, na których można w bezpieczny i kontrolowany sposób trenować technikę, oswajać się z prędkością czy poznawać możliwości roweru.

Ja z kolei nie ukrywam, że zamiast kręcić się po tego typu parku wolałbym po prostu pojechać na wycieczkę w Beskidy, natomiast widzę dla nich fajne zastosowanie scricte treningowe. Szutrowy podjazd aż się prosi, by zabrać na niego miernik mocy, zaś “Twister” jeżdżony na zmianę ze “Starym Zielonym” może być niezłym ćwiczeniem szybkości, płynności i techniki.

Póki co na Stravie (stan na 01.08.2016) “Twistera” przejechało prawie 750 osób, “Stary Zielony” 357 a “Stefankę” 345. To chyba nieźle, więcej niż na niejednej masowej imprezie mtb.

Pewnie będziemy tam co jakiś czas zaglądać, głównie w celach treningowych, i korzystając z tego, że mamy niedaleko. Z drugiej zupełnie nie mam ochoty na wizytowanie kolejnych tego typu miejscówek, chyba, że całkowicie przy okazji.

Sztuczne trasy kompletnie mnie nie bawią, choć równocześnie zdaję sobie sprawę, ze dla wielu osób takie zapoznanie z górami w wersji “soft”, czyli oznaczonej, zaprojektowanej i dającej poczucie kontroli oraz bezpieczeństwa jest dokładnie tym, co sprawi im najwięcej satysfakcji.

Na zapoznanie się z Enduro Trails nie trzeba wiele czasu:przejazd trzema trasami: Stefanką, Twisterem i Starym Zielonym to niespełna 600m w pionie i 1h45’ jazdy w bardzo wycieczkowym tempie. Można to więc zrobić albo, tak jak my, “w przelocie i przy okazji” albo zaplanować jako rozgrzewkę przed dłuższym pobytem w tym, tradycyjnym dla kolarzy mtb, regionie.

Niezbędne informacjie o całym kompleksie znajdziecie na http://endurotrails.pl/

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments