Chaos, kraksa, dramatyczny pościg Chrisa Froome’a w panice biegnącego po szosie prowadzącej na Mont Ventoux w kolarskich butach z “blokami”. Nigdy wcześniej Brytyjczyk nie pokazywał tak wielkiej determinacji by wygrać Tour de France. W tle zaś pokazał się “bohater” powiewający polską flagą, włażący kolarzom pod koła.

Kibice-idioci to zmora wielkich wyścigów. Uderzenie przez fanatyka i stłuczona wątroba były początkiem końca wielkiego Eddy’ego Merckxa.

Lance Armstrong o mało nie przegrał Tour de France, gdy na serpentynach prowadzących do Luz Ardiden zahaczył o reklamową torebkę kibica stojącego za blisko trajektorii, którą jechali kolarze.

Gdy “Wielka Pętla” ostatnio gościła w Wielkiej Brytanii, kilka poważnych kraks spowodowali podnieceni widzowie robiący sobie “selfie” z pędzącym kilkadziesiąt kilometrów na godzinę peletonem.

Fotograf-amator potrafił położyć się pod kołami zawodników na jednym z belgijskich klasyków a na Giro d’Italia w grupę wjechał rowerzysta-amator.

W tym roku na Mont Ventoux było wyjątkowo tłoczno. Etap rozgrywano w dniu wolnym od pracy, w święto narodowe Francji. Sama góra jest “kultowym” miejscem kolarstwa, zawsze więc przy trasie zbiera się prawdziwy tłum.

Ze względu na porywisty wiatr zagrażający i kolarzom i kibicom skrócono trasę, ustawiając metę na linii lasu, niespełna 1500m n.p.m. O tym, że nie była to zwykła wymówka przekonał się nieco wcześniej Simon Gerrans zdmuchnięty z szosy przez wiatr na jednym ze zjazdów.

O połowę krótszy podjazd spowodował, że fani musieli się zmieścić na o wiele mniejszej powierzchni, co najwyraźniej przerosło możliwości i kolarskiego “stadionu”, czyli drogi na Ventoux i organizatorów i służby porządkowe.

Tymczasem w peletonie działo się sporo. Henao i Poels nadawali mordercze tempo, skutecznie kasując ataki Nairo Quintany. Kolumbijczyk słono zapłacił za skoki w pierwszej części podjazdu i nie wytrzymał kontry Chrisa Froome’a.

Za Brytyjczykiem pojechał Richie Porte, ale największym zaskoczeniem dnia była postawa Bauke Mollemy. Holender dogonił atakującą dwójkę faworytów i sam zaczął nadawać tempo z myślą o awansie na podium a może i o koszulce lidera.

I właśnie w tym, kluczowym momencie przedzierające się przez tłum rozszalałych kibiców motocykle zaczęły upadać, na asfalt polecieli i Froome i Porte i Mollema.

Froome, którego rower rozpadł się na skutek uderzenia zaczął biec pod górę w swoich carbonowych butach z przykręconymi blokami, do mety dojechał na zapasowym rowerze. Wyniki zostały później ustalone przez sędziów, wstępnie bowiem kolarz Sky stracił koszulkę lidera.

Co jest w tym istotne, to niezwykła determinacja, z jaką Froome walczył o każdą sekundę, nie pierwszy z resztą raz w tym Tourze. Atakował już na zjazdach, atakował na wietrze a gdy dziś jego koledzy zostali z tyłu po upadku Gerransa, niczym “szeryf” zaordynował chwilę oczekiwania, którą uszanowali jego rywale.

W tym całym zamieszaniu, emocjach i dramacie jest też “polski trop”. Jednym z najbardziej entuzjastycznie nastawionych do kolarzy kibiców był Polak, kibic Rafała Majki z naszą flagą przewieszoną przez plecy. Owszem, to nie w niego wjechał motocykl, ale “fan”, czy też raczej “kibol” był centralną postacią zamieszania, stojąc na środku szosy o mało nie przewracając kolejnych kolarzy, co doskonale nagrały kamery.

Jak to mawiają “głupich nie sieję”, ale to zwyczajny wstyd i po prostu tak nie róbcie. To nie tylko brak szacunku dla wysiłku kolarzy, ale zachowanie bardzo niebezpieczne. W różnego rodzaju incydentach, przypadkowych lub zawinionych, związanych z tłokiem na i przy trasie kolarze oraz kibice zostają ranni a nawet giną.

Więc, drogi “kolego”, który byłeś dumny ze swojego zachowania, “reklamując” swój klub, pseudonim, wspierając ulubionego kolarza i wyrażając – w swoim mniemaniu – dumę narodową, najlepiej zajmij się czymś innym. Bo to ci nie wyszło.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments