Jesteście zaskoczeni brakiem ataków na górskich etapach tegorocznej “Wielkiej Pętli”? Uważacie, że rywale Chrisa Froome’a są słabi, źle przygotowani i bojaźliwi? Myślicie, że Team Sky, i ich lider jadą na wycieczkę a Quintana czy Aru po prostu pokpili sprawę? Cóż, jesteście w błędzie. Już tłumaczę, dlaczego.

Piekielnie mocne tempo

W tym roku mamy nieco mniej dostępnych pomiarów. Jedna z kluczowych postaci na twitterze, fiński entuzjasta kolarstwa w czasie Tour de France pojechał na wakacje. Mimo to, mamy Stravę a część zawodników albo udostępnia swoje pełne dane (Steven Kruijswijk podczas Giro d’Italia, czy wycofany już z TdF Thibaut Pinot), część tylko czasy przejazdu i prędkość, ale to wystarczy, by mieć pogląd na sytuację w peletonie Wielkiej Pętli 2016. Zawodnikiem, którego warto obserwować jest Romain Bardet, Francuz z ekipy Ag2r, który zajmuje 6. miejsce w klasyfikacji generalnej a na górskich etapach przyjeżdża w ścisłej czołówce*.

*ostatecznie, po odważnej i skutecznej jeździe w ostatnim tygodniu wyścigu Bardet wygrał etap do Saint Gervais les Bains

VAM, Moc, Masa

Aby móc ocenić, czy kolarze “jadą w trupa” czy się obijają, potrzebne są jakieś obiektywne wartości, do których można się odnieść. Idealną sytuacją byłaby ta, gdybyśmy mieli dostęp do aktualnej wagi zawodników oraz wartości mocy, jaką generują. Dzięki temu znalibyśmy stosunek mocy do masy, który odpowiada na bardzo wiele pytań.

Ponieważ takie dane są bardzo cenne, niewielu sportowców je udostępnia. Okazuje się, że szacunki specjalistów z twittera są zazwyczaj bardzo dokładne i bliskie wartościom rzeczywistym.

Oprócz mocy i masy jest jeszcze jeden parametr, będący de facto pochodną stosunku W/kg. Jest to “VAM”, czyli średnia prędkość podjeżdżania. Wyrażana jest w metrach (w pionie) na godzinę. Dzięki niej możemy porównać tempo jazdy na różnych wzniesieniach, mając do dyspozycji tylko informację o przewyższeniu (dostępną na profilach trasy czy mapach) oraz czasie jazdy (ze Stravy lub ze stopera).

Pewną wadą “VAM” jest zaburzenie, które powstaje przy szczególnie stromych podjazdach (wartość jest wtedy wyższa).

Co potrzeba, by wygrać Tour?

Regularne obserwacje i pomiary wskazują, że aby zwyciężyć w Tour de France trzeba móc na najważniejszych podjazdach w Alpach i Pirenejach (czyli takich, które trwają między 20 a 60 minut) generować 5,9-6,2W/kg i wspinać się z prędkością 1600-1750m/h.

To są wartości, które zarówno specjaliści od podawania dopingu (Michele Ferrari) jak i antydopingowi krzyżowcy (nieco nawiedzony Antoine Vayer) uznają za możliwe do osiągnięcia “na czysto”. Potwierdzane są również przez uznawanych za rzetelnych zawodników, takich jak wspomnieni Bardet, Pinot czy Kruijswijk.

Ważne jest, by takie tempo trzymać na 3-6 (zależnie od trasy) wzniesieniach, bez słabszego dnia a przy tym dobrze pojechać na czas i nie zaplątać się w kraksę czy inne zamieszanie na płaskim, wietrze czy w terenie pagórkowatym.

Piekielnie mocne tempo

Wspomniany Romain Bardet w tegorocznym Tourze jedzie dobrze, równo i mocno. W górach jest w ścisłej czołówce. Jeśli traci do Froome’a, to są to straty minimalne, próbuje również atakować.

Spójrzmy zatem na jego osiągnięcia na najważniejszych podjazdach tegorocznej Wielkiej Pętli:

Arcalis:

Chalet Reynard (Ventoux):

Lacest Grand Colombier:

Forclaz:

Finhaut-Emosson:

St Gervais

Mimo braku informacji o mocy, patrząc na VAM wiadomo, że Bardet jest w mistrzowskiej formie. Dokładnie takiej, jaką trzeba, by wspiąć się na podium “Wielkiej Pętli”.

Potwierdzają to również estymacje specjalistów z twittera. Na podjeździe Finhaut-Emosson Richie Porte osiągnął 6,1W/kg, na poprzedzającej przełęczy, czyli Forclaz grupa liderów wspinała się z szacowanymi 6W/kg. Tak samo było na Lacest Grand Colombier, gdzie atakował – i został “skasowany” przez Team Sky – właśnie Romain Bardet.

Na nic się zdają najmocniejsze nogi w peletonie

Jeśli ktoś twierdzi, że rywale oddają tegoroczny Tour teamowi Sky bez walki jest w całkowitym błędzie. Fabio Aru, Dan Martin czy Bardet próbują indywidualnymi atakami zyskać przewagę, co kończy się dla nich w najlepszym wypadku szybkim złapaniem przez grupę a w najgorszym stratą kilkudziesięciu sekund.

Równocześnie kolarze Astany i Movistaru starają się przejąć inicjatywę, samemu nadając tempo by odizolować Froome’a od jego pomocników.

Do pracy zabierają się najmocniejsi kolarze zawodowego peletonu. Zmiany, jakie dają Alejandro Valverde, Vincenzo Nibali, Winner Anacona czy Diego Rosa powinny w teorii “zerwać z koła” każdego rywala.

Nawet, jeśli Nibali czy Valverde odczuwają zmęczenie po Giro, grupa liderów pozostaje nienaruszona. Tempo w granicach VAM 1600-1700 i 6W/kg wytrzymuje przynajmniej dziesiątka kolarzy.

Tegoroczny Tour de France jest obsadzony niezwykle mocno i jest niezmiernie wyrównany. Do tej pory zawiodło zaledwie trzech kolarzy: Alberto Contador (kontuzja), Thibaut Pinot (brak formy i choroba) oraz Warren Barguil. W trzecim tygodniu zaczął słabnąć Tejay van Garderen, ale przez pierwszych kilkanaście dni był w stanie trzymać się z czołówką. Cóż, takie rzeczy się zdarzają.

Na poziomie, zarezerwowanym do tej pory dla Froome’a, Contadora, Nibalego i Quintany jest w tym roku jeszcze kilka nazwisk.

Froome, poza jazdą na czas, jeśli wygrywa, wygrywa o sekundy a nie o minuty. Póki co nie obserwowaliśmy nokautu jak na Mont Ventoux, Ax3 Domaines czy La Pierre Saint Martin. Mimo niewielkiej przewagi, nie ma chętnych, którzy chcieliby zmierzyć się z Brytyjczykiem a jeśli atak na koszulkę lidera jest poza ich zasięgiem, powalczyć o drugie miejsce.

Kenijska analogia

Odpowiedź na pytanie dotyczące “zabetonowanej” sytuacji w czołówce Touru i – pozornie – pasywnej jazdy zarówno Froome’a jak i jego rywali jest dość prosta.

Posłużę się analogią do maratonów biegowych o tyle dobrą, że Chris Froome urodził się Kenii, czyli kraju, którego reprezentanci dominują w ulicznych biegach długodystansowych.

By pobić rekord świata w maratonie zwycięzca musi pobiec poniżej 2h3’, czyli w tempie 2’55”/km. Znakomity wynik 2h8’ sprowadza się do tempa 3’2”/km.

Aby to osiągnąć zwycięzca prawdopodobnie kilka razy musi “szarpnąć” zwiększając tempo np. do 2’47”/km, jednak sporą część dystansu biegnie w okolicach tych 3’/km. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, takie tempo jest bliskie granicy ludzkich możliwości. Podobnie jak 6-6,2W/kg masy ciała na pięciu, kilkudziesięciominutowych podjazdach w czasie kolarskiego wielkiego touru.

Chcąc przebiec maraton w tempie gwarantującym wygraną, przez sporą część dystansu stawkę prowadzą “zające”, opłaceni pomocnicy, znakomici biegacze, którzy sami mogą pokusić się o podium prestiżowych, ale nieco słabiej obsadzonych maraotnów. Być może 3’/km na całym dystansie to dla nich za szybko, gdyby biegli na swój wynik, by dotrzeć do mety musieliby poruszać się z prędkością np 3’7”/km (co daje czas 2h11’30”), ale w tempie “na rekord” mogą prowadzić stawkę przez, dajmy na to pół godziny. A kolejny zawodnik zmieniający ich na prowadzeniu może dołożyć kolejne 10 minut i tak dalej, by na ostatnich kilometrach do głosu mógł dojść najbardziej wytrzymały przy tym tempie biegacz.

Czy ktoś atakuje tak prowadzoną stawkę? Oczywiście nie. To sportowe samobójstwo. Wyjście powyżej możliwego do uzyskania tempa kończy się kryzysem, często nawet koniecznością zejścia z trasy. W najlepszym wypadku koniecznością zwolnienia na kilka, kilkanaście minut.

Fizjologii nie oszukamy, chyba, że… dopingiem!

Za plecami lidera toczy się jednak zacięta walka: o rekordy życiowe, o miejsca, o przetrwanie. Nawet, jeśli nie widzimy jej wprost na ekranie telewizora. Często bywa, że drugi czy nawet trzeci zawodnik na mecie, choć ani razu nie “zaatakował” zwycięzcy, również ustanawia najlepszy wynik na świecie. Z tą poprawką, że parę, paręnaście sekund wcześniej do mety dobiegł kto inny.

Dokładnie taką sytuację oglądamy na tegorocznym Tourze. Wokół Chrisa Froome’a zgromadzono pomocników w wybornej dyspozycji. Tempo, jakie nadają Mikel Landa, Sergio Henao, Mikel Nieve a przede wszystkim Wout Poels jest absurdalnie wysokie.

Siarczyście mocne zmiany, jakie dawali Valverde czy Rosa nie były w stanie “odczepić” pomocników Froome’a. Jadąca 6W/kg grupa to nie jest twór, z którego można bezkarnie się oderwać. Próbowali i Aru i Valverde i Bardet i Daniel Martin. Bez skutku. Jedynym, któremu z jakimkolwiek skutkiem się to udało był póki co Richie Porte. Nad Froomem nie zyskał nic, nad Adamem Yatesem 8 sekund, nad Bardtetem 9. To było na ostatnim podjeździe 17 etapu, de facto pod koniec Tour de France, gdy teoretycznie wszyscy powinni być zmęczeni.

Nairo Quintana, który na Finhaut-Emosson w powszechnej opinii “zawiódł” był za Porte niespełna 30 sekund. To minimalna różnica. Kolumbijczyk być może faktycznie nie miał najlepszego dnia, ale wciąż wspiął się do malowniczo położonej tamy w mistrzowskim tempie.

Ba, nawet Daniel Martin, który zapłacił srogą cenę za wcześniejszy atak, był w stanie utrzymać tempo, choć z pewnością szarża ponad stan spowodowała, że do Quintany stracił 20sek.

Jeśli więc chcecie ataków, ułańskiej fantazji i “fruwających” pod górę kolarzy mam dla Was jedną propozycję. Kupcie na czarnym rynku dużo epo i wyślijcie im je w prezencie kolarzom. Może wezmą, może nie. Jeśli wezmą, zobaczycie jazdę w stylu Ricardo Ricco, Lance’a Armstronga czy Marco Pantaniego. VAM rzędu 1850 i moc 7W/kg na godzinnych podjazdach.

Póki co, trzymając się jakkolwiek w choćby ogólnie nakreślonych regułach gry szybciej pojechać się nie da. Nie zrobiłby tego również Alberto Contador, przynajmniej ten, którego znamy w formie po powrocie z dopingowej banicji.

Ważne pytania są tutaj

  • Kwestia numer jeden to ta, dlaczego akurat Team Sky jest w stanie narzucić tak mocne tempo i kontrolować sytuację niemal do ostatnich metrów każdego, górskiego etapu.

Cóż, odpowiedź jest stosunkowo prosta. To absolutnie najbogatsza z drużyn kolarskich, której budżet wynosi 29 milionów Euro, dwa razy więcej niż ekipy Ag2r. Brytyjczycy mogą więc zatrudnić właściwie dowolnie uzdolnionego kolarza i wydać wiele na jego pensję, zaspokojenie ambicji, potrzeb a także na rozwój.

O filozofii “marginal gains” było głośno, ale to tak naprawdę olbrzymia różnica w budżecie daje największy zysk w postaci składu który potrafi skutecznie zabić możliwość jakiejkolwiek rywalizacji w górach.

  • Pytanie numer dwa jest bardziej drażliwe i należy je zadać.

Wout Poels to niewątpliwie utalentowany kolarz, który w tym roku osiąga najlepsze wyniki w karierze. Jednak całkiem niedawno nikt nie spodziewał się po nim, że będzie w stanie kasować ataki Valverde, Rosy czy Porte’a w końcówkach długich podjazdów w trzecim tygodniu Touru. Szczytową dyspozycję osiągają na tym Tourze także Sergio Henao czy Mikel Nieve, choć należy pamiętać, że Nieve był w stanie wygrać np. morderczy etap Giro d’Italia z metą w Gardecchia di Fassa. Mimo to postęp, jaki osiągnęli w jeździe po górach jest niemal tak samo zaskakujący jak nagły wystrzał formy samego Froome’a latem 2011r.

O tym, jak mocne tempo dyktują niech świadczy postawa Gerainta Thomasa. Walijczyk na początku sezonu przebąkiwał, że może ukończyć Tour tuż za Froomem. Tymczasem zadane tempo jest w stanie dyktować raczej we wcześniejszej fazie kluczowych podjazdów.

  • Najważniejszą kwestię zostawiłem na koniec.

Czy nie dziwi Was, że Team Sky jest tak bardzo skuteczny w zasadzie wyłącznie podczas Tour de France? Podejścia liderów brytyjskiej ekipy do Giro d’Italia i Vuelta a Espana kończą się porażkami.

Tour jest stworzony do takiej jazdy, jaką prezentuje Sky. Na Giro i Vuelcie podjazdy są bardziej nieregularne a warunki trudniejsze. Vuelta to krótsze, ale często absurdalnie strome “ścianki” sięgające 25% i więcej. Do tego koszmarne upały, bywa też, że nie najlepsza nawierzchnia. Giro to z kolei nie tylko stromizny, ale też wysokość. W tym roku we Włoszech peleton spędził kilka ładnych godzin grubo powyżej 2000m n.p.m. W zimnie, deszczu, w otoczeniu topiącego się lodu.

Tegoroczna “Wielka Pętla” jest górzysta, to fakt, ale unika podjazdów nieregularnych, szczególnie stromych czy nawet wąskich. Szerokie drogi do stacji narciarskich są idealne do tego, by odpowiednio wytrenowani, opłaceni i zmotywowani kolarze ciągnęli na zmianę lidera w tempie, które uniemożliwi akcję rywali.

Jeśli cokolwiek w tym tourze jeszcze się wydarzy, będzie to raczej efekt przeforsowania samego Froome’a przez jego pomocników niż jakiejkolwiek akcji ze strony rywali. Tour de France 2016 jest bowiem jednym z najmocniej przejechanych wyścigów, jakie obserwowałem w czasach “Post-Armstrongowych”.

Zdjęcie okładkowe: Jaguar MENA, flickr CC BY 2.0.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments