Wiosna. Rowerzyści wychodzą z nor, wyciągają swój sprzęt z piwnic i balkonów. Oblegają serwisy, kupują lampki, ubierają krótkie spodnie. Media łapią temat i zapraszają rowerowych ekspertów, którzy udzielają ponadczasowych porad. Gdy ich słucham, obawiam się o jakość jakichkolwiek innych wiadomości i głoszonych opinii.

Znane przysłowie głosi: “Gdy wiem, jakim jestem inżynierem, boję się iść do lekarza”. Gdy oglądam, słucham lub czytam rowerowych ekspertów zapraszanych przez telewizje śniadaniowe, prowadzących popołudniowe audycje w radiu czy udzielających wywiadów tygodnikom, zastanawiam się nad wartością, jaką niosą podobne wystąpienia specjalistów od finansów, polityki zagranicznej lub sztuki współczesnej. Czyli wszystkich tych dziedzin, o których wiem, że są, znam podstawową terminologię, ale zdaję się na opinię teoretycznie lepszych od siebie.

Jasne, mechanicy rowerowi mogą w nieskończoność przywoływać “kwiatki” takie jak łańcuchy kompletnie zapaćkane smarem stałym, obręcze lub tarcze hamulcowe popsikane WD-40 (bo hamulce piszczały), dospawane rury sterowe itd a kwiecień i maj to dla nich równocześnie czas żniw i załamywania urobionych po łokcie rąk.

Nie zmienia to jednak faktu, że rower jako taki jest urządzeniem prostym a zasady rządzące zarówno jazdą rekreacyjną, kolarstwem wyczynowym jak i podstawowym użytkowaniem sprzętu są nad wyraz proste.

Być może tak działa magia telewizji, czy też magia mediów w ogóle, że publicznie staramy się być mądrzejsi, niż jesteśmy w rzeczywistości. Albo, niczym policjant z drogówki opisujący kolizję, ubieramy proste zdarzenie w wyszukane słowa by nadać sprawie urzędowej powagi.

Tak czy inaczej, rowerowi eksperci (w tym ci z mediów rowerowych i rowerowi blogerzy) plotą bzdury na prawo i lewo oraz robią z igły widły zarówno z powodu tremy jak i własnej indolencji.

Możemy więc się nasłuchać mitów o wielkości ram, kupnie rowerów używanych, sposobach konserwacji poszczególnych podzespołów oraz wyższości jednych rozwiązań nad drugimi. I jak to w przypadku ekspertów, każdy ma inne zdanie, w związku z czym zamiast informacji dostajemy mało wartościowy szum.

Słuchając i czytając tych wszystkich wynurzeń nabieram jeszcze większego szacunku do komentatorów kolarstwa w Eurosporcie. Choć ich praca z pewnością nie spełnia wszystkich oczekiwań najbardziej zaangażowanych fanów wyścigów rowerowych, potrafią prosto i jasno przedstawić sytuację na trasie, przybliżyć najważniejsze zasady i wspomnieć historię bez uciekania w banał. Bo niby kolarstwo to prosty sport dla prostych ludzi a rower to nieskomplikowane urządzenie, ale prosto o nim mówić wcale nie jest tak łatwo.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments