Współczuję wszystkim dziennikarzom, którzy będą w tym roku tłumaczyli, gdzie w kolarskiej hierarchii znajduje się Tour de Pologne i co się stało z “Kolarską Ligą Mistrzów”.

Od 2005r, gdy Międzynarodowa Unia Kolarska zreformowała swój kalendarz, Tour de Pologne zanotował bezprecedensowy awans i został zrównany z najważniejszymi, tygodniowymi wyścigami etapowymi na świecie. Zaliczony do Pro a następnie World Touru stanął w jednym szeregu z Paryż-Nicea, Tour de Suisse, Criterium du Dauphine czy Tirreno-Adriatico.

Wraz z Pro Tourem pojawiła się w polskich mediach, inspirowana oficjalnymi komunikatami organizatorów Tour de Pologne narracja o “Kolarskiej Lidze Mistrzów”, której uczestnikiem był nasz wyścig.

World Tour istnieje nadal, ale “Kolarskiej Ligi Mistrzów”, czyli elitarnego grona najważniejszych wyścigów już nie ma. Kolejna reforma wprowadzając UCI World Ranking zmieniła punktację, dzieląc wyścigi World Touru na cztery kategorie. Najwyżej w hierarchii znajduje się Tour de France, za nim razem Giro d’Italia i Vuelta a Espana a następnie pozostałe imprezy etapowe i jednodniowe podzielone na dwie kategorie. Tour de Pologne znalazł się w niższej z nich.

To nadal jest wysoko punktowany i ważny wyścig i nadal można na nim zdobyć więcej (punktów i pieniędzy) niż na wielu cenionych etapówkach we Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii, USA czy Niderlandach, ale z pewnością nie jest to “Liga Mistrzów”. Owszem, obligatoryjnie będą przyjeżdżały do nas ekipy Pro Team, zgodnie z zasadami World Touru, ale trudno zakładać, by z automatu przywoziły do Polski największe gwiazdy.

Tak się działo do tej pory i nowa hierarchia właściwie odwzorowuje stan faktyczny. Owszem, można się zżymać, ze wyżej niż Polska, Katalonia czy Kraj Basków znajdują się Tour Down Under oraz kanadyjskie klasyki – tu zapewne główną rolę odegrały kwestie marketingowe, ale miejsce TdP tam gdzie wyścig ten został zakwalifikowany wydaje się być właściwe.

Tour de Pologne nigdy nie był “Kolarską Ligą Mistrzów”. Trzymając się analogii piłkarskich, był to “Puchar UEFA”, czy jak kto woli, zgodnie z bieżącą nomenklaturą “Liga Europejska UEFA”. Rozgrywki dla bardzo dobrych drużyn, które jednak nie zdołały się zakwalifikować do najbardziej prestiżowych rozgrywek. Dla jednych to ważny cel i maksimum możliwości, dla innych nagroda pocieszenia lub też, przy podejściu merkantylnym, źródło finansowania dalszego rozwoju.

Co jest jednak ważne w przypadku piłki nożnej, tam nikt nie ściemnia, że Liga Europejska jest ważniejsza od Ligi Mistrzów. Komentatorzy, kibice i sami sportowcy doceniają prestiż rozgrywek. Awans do 1/8 a nawet 1/16 finału jakiejkolwiek polskiej drużyny uznawany jest za sukces.

Wydaje się, że nikt nie ma z tym problemu, by uznać drugie co do ważności rozgrywki za wydarzenie istotne i prestiżowe. W przypadku wyścigu kolarskiego potrzebna była wyraźnie zawyżająca realia komunikacja.

Co zatem zrobią biedni Maciej Kurzajewski, Paulina Chylewska Piotr Sobczyński czy Sebastian Szczęsny (o ile i po redakcji sportowej nie przejedzie walec “dobrej zmiany”) – nie mam pojęcia. Jak przedstawią “degradację” TdP, opiszą nowy ranking UCI i miejsce w nim naszego wyścigu? Czy znajdą nową analogię do innej dyscypliny sportu czy może zaczną przedstawiać sprawy takimi, jakimi są?

Ja takiego kłopotu mieć nie będę. Od czasu, gdy niezależnie piszę tego bloga, o Tour de Pologne piszę wprost, jako o dobrym wyścigu z potencjałem, któremu jednak nieco brakuje do najbardziej prestiżowych i eksponowanych imprez na świecie. Nie widzę nic złego w tym, że mamy solidną i profesjonalną imprezę, która z wielu powodów nie będzie tym samym co największe, “legendarne” wydarzenia w kolarstwie a równocześnie broni się w wielu innych elementach i ma sporo zalet.

Zdjęcie okładkowe: Christophe Karaba, wikimedia commons, CC BY 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments