Zaledwie sześć procent uczniów i pracowników dociera do swojego miejsca przeznaczenia na rowerze. W niespełna czterdziestomilionowym kraju jest nas zatem milion. Badanie wykonane przez TNS Polska zostało zlecone przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Oznacza to tylko jedno: rowerowymi “dojeżdżaczami” (po raz kolejny zapytam, czy macie jakieś lepsze określenie na “commutera”?) są de facto zdeterminowani entuzjaści. Choć z perspektywy centrum Krakowa wydaje się, że cyklistów, nawet zimą jest sporo, twarde dane mówią co innego. 70% uczniów, studentów i pracowników porusza się samochodami lub komunikacją zbiorową.

Zgodnie z wynikami badania miejski rowerzysta jest całkowicie “przeciętny”, nie wyróżnia się statusem materialnym, czy zobowiązaniami rodzinnymi spośród innych uczestników ruchu w mieście, choć faktycznie rzadziej posiada samochód.

Głównymi przeciwnościami, z którymi mierzą się rowerowi “dojeżdżacze” są “niekorzystne warunki pogodowe (zdecydowany lider rankingu), niewygoda związana z ubiorem oraz obawa o własne bezpieczeństwo”.

Z kolei miejscy rowersi najbardziej cenią sobie “przyjemność z jazdy oraz dbałość o zdrowie i kondycję fizyczną (za ważne uznaje je ponad 90 proc. osób)”.

To ciekawe, ponieważ sam, jeszcze od czasów liceum korzystam z roweru jako środka komunikacji w mieście i przyjemność oraz zdrowie postawiłbym bardzo daleko w hierarchii pozytywnych aspektów tego procederu.

Podstawowe zalety jazdy rowerem w mieście są trzy:

  • oszczędność pieniędzy
  • oszczędność czasu (omijanie korków i problemów z parkowaniem)
  • maksymalna elastyczność i niezależność

Dla zdrowia, kondycji i przyjemności jeżdżę zanim wsiądę na „mieszczucha„.

Poruszanie się w krakowskim smogu (a nie jest to problem wyłącznie CK miasta) ze zdrowiem nie ma zbyt wiele wspólnego, podobnie jak jazdę zatłoczonymi ulicami (a coraz częściej zatłoczonymi drogami dla rowerów) trudno nazwać przyjemną.

Jeśli zaś chodzi o wspomniane 6% rowerzystów, to korzystając z własnych, anegdotycznych pomiarów, wygląda na to, że się zgadza. W każdej z firm, w których pracowałem, stanowiłem mniej więcej te 6%. Jestem ciekaw, jak to wygląda u Was?

Co ciekawe, nadal niewielka grupa osób chce dołączyć do grupy miejskich rowerzystów. Taką możliwość dopuszcza 20% ankietowanych.

Fakt, że Ministerstwo Sportu i Turystyki zleciło takie badanie cieszy. To może oznaczać większe zainteresowanie tematyką rowerową. Warto w tym miejscu podkreślić, że w naszych realiach Polski Związek Kolarski, działający zgodnie z Ustawą o Sporcie skupia się niemal wyłącznie na kolarstwie wyczynowym.

Tymczasem British Cycling, federacja, którą można postawić za wzór, zajmuje się całością ruchu rowerowego w Wielkiej Brytanii: od celującego w olimpijskie złoto Bradleya Wigginsa, przez amatorów mtb a na drogach rowerowych w małych miejscowościach kończąc.

Co więcej, ciekawą rolę odgrywają też media. Mam wrażenie, że naszą prasę rowerową (zarówno elektroniczną jak i tradycyjną) dość łatwo można podzielić na “sportową” i “miejsko-turystyczną”. By znów spojrzeć na Brytyjczyków, tamtejsze portale i wydawnictwa pochylają się nad większością aspektów cyklizmu. Za przykład weźmy zdobywający coraz większą popularność portal road.cc, który dostarcza newsy zarówno ze świata zawodowców jak i informuje o wypadkach z udziałem rowerzystów, kradzieżach czy też planach urbanistów dotyczących rozwiązań komunikacyjnych.

Wygląda więc na to, że zanim rower jako środek transportu a nie fanaberia grupy entuzjastów stanie się powszechny, musi jeszcze upłynąć wiele czasu.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments