Czasy się zmieniają, relacja telewizyjna jest jednym z ostatnich źródeł informacji o bieżących wydarzeniach. Z resztą, czy to na informacji najbardziej nam zależy? Podsumowując sezon na różne sposoby zauważyłem, że “newsy” coraz bardziej tracą priorytet na rzecz innych materiałów.

Nic nie zastąpi emocji, których dostarczają sportowcy “tu i teraz”. Relacja na żywo to najlepszy sposób, by śledzić poczynania kolarzy, lepsza nawet od kibicowania przy trasie. Ma ono w sobie wiele uroku i jest świetnym doświadczeniem, ale jeśli interesuje was faktyczny przebieg rywalizacji, lepiej zasiąść przed ekranem.

Walczący do ostatnich metrów trasy w Richmond Peter Sagan, szalony pościg Contadora na przełęczy Mortirolo, Rafał Majka wspinający się na podium Vuelty, “Kwiato” trzymający koło na Caubergu czy bezkompromisowa jazda Degenkolba na trasie do Roubaix to z pewnością jedne z najbardziej emocjonujących momentów sezonu 2015.

Większość wyścigów, choć ciekawa, nie oferuje takiej porcji wrażeń, ważne jest tylko kto, gdzie i kiedy. Uzupełnieniem a bywa, że i zastępstwem obrazu jest dla mnie twitter. Strumień wiadomości najszybciej dostarcza informacji o składzie ucieczek, kraksach, wynikach premii, tempie i wielu innych wydarzeniach w peletonie, także z imprez nietransmitowanych przez telewizję. Wiadomości z pierwszej ręki, komentarze samych zainteresowanych i kilka niekwestionowanych gwiazd (Oleg Tinkow, Jonathan Vaughters, Rogoberto Uran czy Mark Cavendish) ubarwiają przekaz.

Poza tym, że korzystam z twittera, oczywiście oglądam relacje na żywo na rozmaitych ekranach (Eurosport, TVP, Polsat Sport w TV oraz streamingi), niezastąpione są również powtórki i skróty (legalne oraz nie) na youtube.

Jeśli nie śledziłem wydarzeń na twitterze, wyników szukam w dwóch miejscach: na cyclingnews oraz rowery.org. Bardzo rzadko sprawdzam strony konkretnych wyścigów. W większości wypadków są fatalnie zaprojektowane i trudo ich używać.

Tekstowych relacji post factum właściwie nie czytam, zwłaszcza tych długich. Dużo ciekawsze są wszystkie materiały dodatkowe i właśnie w tym miejscu wchodzimy na teren, na którym następuje największa zmiana w stosunku do tego, co jeszcze mieliśmy do dyspozycji kilkanaście miesięcy temu.

Pierwszy element to rewelacyjne zdjęcia. Cyclingtips czy Strava prezentują imponujące galerie najwyższej jakości. To nie tylko portrety kolarzy z ucieczki i uniesione ręce zwycięzcy na mecie, ale prawdziwe fotoreportaże pokazujące cały kontekst wyścigu. Znacie te galerie dobrze, gdy tylko znajduję coś ciekawego, ląduje w porannym Loverove. Obrazy faktycznie znaczą więcej niż tysiąc słów. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że tej klasy zdjęcia są o wiele ciekawsze niż powtórki wideo.

Do tego dochodzą wywiady i publicystyka. Miesięcznik Pro Cycling wyznaczył standard, który następnie, dzięki wspólnemu wydawcy trafił do cyclingnews i rozprzestrzenił się po innych mediach. Pogłębione materiały, które odpowiadają na pytania początkujących i wyczerpują potrzeby wieloletnich fanów, napisane dobrym językiem to “jakościowa treść”, z której przyjemnie korzystać.

Swój kamyczek do ogródka dorzucają też Australijczycy z Cyclingtips, którzy co jakiś czas publikują reportaże, prezentują historie i wygłaszają opinie. Każdej z tych form daleko jest do informacyjnej, “portalowej” sieczki znanej z polskich mediów mainstreamowych.

Ostatnim elementem układanki są blogi, na czele z The Inner Ring. Anonimowy autor analizuje i objaśnia kolarstwo na poziomie, którego nie prezentuje nikt inny. Jego teksty pełne są niuansów, na które trudno samemu zwrócić uwagę a równocześnie starają się nie komplikować spraw, skutecznie zdobywając uznanie czytelników.

Jeśli miałbym podzielić czas, który poświęcam śledzeniu wydarzeń kolarskich, to właśnie te wszystkie elementy dodatkowe zajmują go więcej niż same relacje z wyścigów. Świeże, intrygujące i poszerzające światopogląd, autorskie materiały to nowa jakość w mediach rowerowych. Powoli pojawiają się też po polsku, ale o tym będzie osobny wpis :)

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments