Sezon wyścigów mtb w zasadzie jest zakończony. W tym roku startowałem 19 razy, uważnie przyglądałem się też imprezom, w których nie mogłem uczestniczyć. Pora więc wyróżnić tych, którzy dostarczyli mi najwięcej pozytywnych wrażeń.

Takie zestawienia zawsze mają dwojaki charakter. To wypadkowa własnego doświadczenia z próbą obiektywnego spojrzenia na daną imprezę. Czasem też potrzebna jest odrobinę szersza perspektywa, dlatego warto uważnie słuchać i obserwować co się dzieje wokół.

W sezonie 2015 uczestniczyłem głównie w zawodach cross country. Za najciekawsze, najbardziej wymagające i te, które zostawiły najlepsze wrażenie uznaję…

…chwila napięcia…

Puchar Polski / Puchar Szlaku Solnego w Skomielnej Białej

Wizyta w Skomielnej była dla mnie najbardziej rozwijająca. Tamtejsza trasa, w większości naturalna, była bardzo wymagająca a przy tym kompletna. Zawody zorganizowane przez lokalny klub, KS Luboń, pokazały, że można zadbać nie tylko o trasę, ale i o detale. Kurtynka wodna, sensowny posiłek, sensowny harmonogram – to wszystko zagrało. Pewnym minusem jest brak miejsca do rozgrzewki – umiejscowione na zboczu góry trasa i biuro zawodów właściwie zmuszają do użycia trenażera. Tak czy inaczej w Skomielnej wykonano kawał solidnej pracy, której należy się wyróżnienie.

Równolegle pierwsze miejsce należy się…

Pucharowi Polski w Tuchowie

Już rok temu z Tuchowa wyjechałem z pozytywnymi wrażeniami. W tym roku Tuchów zaprezentował zmienioną trasę, dopracowanie organizacji i postawienie całkiem fajnego “miasteczka zawodów”. Runda w Tuchowie zyskała powszechne uznanie jako wymagająca, ciekawa i dobra ze względów “szkoleniowych”. Liczne elementy techniczne robiły wrażenie, ale nie przerażały. Trasa stworzona przy udziale lokalnych zawodników, głównie młodszych kategorii wiekowych, w przyszłym roku będzie gościła zawody kategorii UCI.

Uznanie i uwaga należą się również organizatorom Mistrzostw Polski w Sławnie. Choć osobiście mi się nie udały, muszę docenić trud przeprowadzenia kilkudniowych zawodów, de facto “w środku niczego”. Niezła transmisja wideo online, znakomita i liczna obsada oraz odważnie wytyczona trasa, która w całości dostępna była wyłącznie dla najlepszych zawodników także zasługują na szczególną uwagę.

Tak się złożyło, że w tym sezonie wziąłem udział jedynie w czterech imprezach w typie maratonu, z czego w trzech na Słowacji. Nieustająco zachęcam do wizyty za naszą południową granicą. Kralovsky Maraton, Maraton Marikovskou Dolinou czy Sulovsky Maraton to klasa sama w sobie. Uczestnictwo w tamtejszych zawodach poszerza światopogląd za cenę startu w polskich wyścigach.

Wyróżnienie należy się także dwóm seriom polskich maratonów, w których nie startowałem, ale obserwowałem je uważnie. Pierwsza z nich to Cyklokarpaty. Imprezy o ciekawych, często górskich trasach, sprawnie przeprowadzone, zrobione z pomysłem i entuzjazmem. Interesującym pomysłem było połączenie ich z festiwalowymi weekendami Joy Ride (Kluszkowce i Zakopane). Wygląda na to, że Cyklokarapty skutecznie wypełniły lukę ze swoją ofertą tras w górach, często z dużym przewyższeniem i interesującymi elementami technicznymi.

Drugie wyróżnienie to Bikemaraton. Choć osobiście unikam tych zawodów – imprezy o aż tak masowym charakterze to nie jest do końca moja bajka – obiektywnie należy docenić ewolucję, jaką przeszły. Bardziej wymagające trasy, wpisanie do oficjalnego kalendarza PZKol, prowadzenie kategorii Elita z godnymi nagrodami to spory krok do przodu. Co więcej, w przyszłym sezonie eliminacja w Jeleniej Górze będzie zaliczana do UCI Marathon Series. Z punktu widzenia stricte sportowego to spory krok do przodu.

A według Was gdzie było najfajniej? Które zawody zasługują na szczególną uwagę? Gdzie chcielibyście startować w 2016?

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments