Rafał Majka na podium Vuelta a Espana. Spodziewaliście się tego? A wierzyliście, że tak będzie?

To nie był przypadek

Liderem drużyny takiej jak Tinkoff-Saxo nie zostaje się przypadkowo. Rafał Majka miał już na swoim koncie bardzo dobre występy w Giro d’Italia (7. i 6. miejsce w klasyfikacji generalnej), obiecującą, choć nieudaną batalię w hiszpańskiej Vuelcie (19. lokata) a swoją pozycję jako znaczącego gracza umocnił zwycięstwami na górskich etapach Tour de France (dwa rok temu i jedno w tym sezonie).

Tempo jazdy, jakie prezentował pokonując alpejskie przełęcze we Francji i Włoszech stawia go gronie ścisłej czołówki zawodników specjalizujących się w wyścigach etapowych. Solidna postawa w jeździe indywidualnej na czas (np. rok temu w Giro d’Italia czy w wygranym Tour de Pologne a także w tym sezonie w Tour de Suisse) sugeruje, że Polak ma potencjał nie tylko do pojedynczych sukcesów, ale że należy się z nim liczyć w klasyfikacji generalnej.

Przetrwać pierwszy tydzień

Początkowe dni wielkich tourów zawsze są nerwowe. Motywacja jest wtedy ogromna, każdy chce być z przodu unikając strat, szukając szans na etapowe zwycięstwo, obejmując prowadzenie w klasyfikacji czy zdobywając jedną z koszulek. Kraksy i problemy czyhają na każdego. “Górale” o drobnej posturze są wtedy szczególnie narażeni na straty.

W tym roku po jednym z karamboli za peletonem został Vincezno Nibali by następnie próbować ścigać grupę trzymając się samochodu technicznego, za co został wykluczony z wyścigu przez komisję sędziowską. Do półmetka Vuelty nie dotrwali kontuzjowani: Chris Froome, Tejay Van Garderen, Przemysław Niemiec, czy Daniel Martin. Pecha miało również wielu innych zawodników, w tym Peter Sagan (potrącony przez motocykl) a Kris Boeckmans przez wiele dni przebywał w stanie sztucznej śpiączki.

Rafał Majka przetrwał najbardziej newralgiczne chwile bez większych strat. Ponieważ nie ścigał się od Tour de France, pierwszy finisz na podjeździe (już na drugim etapie) nieco go zaskoczył, ale gdy tylko odzyskał rytm, było już tylko lepiej.

Niezniszczalny Holender

Jeśli ktoś był rewelacją tej Vuelty, to Tom Dumoulin. Lider Giant-Alpecin kontuzjowany wycofał się z Tour de France, ale zdołał się wykurować i przyjechać do Hiszpanii. Zaskoczył wszystkich świetną postawą na dynamicznych, górskich finiszach pierwszej części wyścigu. Na Cumbre du Sol pokonał Chrisa Froome’a i Joaquima Rodriguza, którzy na stromych “ściankach” prowadzących do mety zazwyczaj spisują się znakomicie. Choć zdobytą koszulkę lidera oddał w Pirenejach Fabio Aru, odzyskał ją po indywidualnej czasówce.

Dwudziestopięciletni Holender jechał mądrze, ekonomicznie a gdy trzeba potrafił nadrabiać nad rywalami (nawet dwa dni przed końcem zyskał 3 sekundy nad Fabio Aru). Realnie rzecz ujmując, Dumoulin nie poległ – potrzeba było w sumie kilkudziesięciu kolarzy z Astany, Movistaru, Tinkoff-Saxo, Katiuszy i Orica-Greenedge by go odizolować a następnie dzięki znajdującym się w ucieczkach pomocnikom na dobre zgubić. Na ostatnim etapie Dumoulinowi zabrakło zaledwie dziewięciu sekund i kilku mocniejszych obrotów korbą choćby jednego “gregario” (niestety, wszyscy już byli z tyłu) by dogonić Aru, Majkę i Rodrigueza.

O włos od zwycięstwa?

Gdy pisałem, że Rafał Majka może wygrać Vueltę, spotkałem się z głosami niedowierzania. Tymczasem w zaistniałej sytuacji, przy niewielkich różnicach Polak mógł skończyć równie dobrze pierwszy co siódmy. Ostatecznie do drugiego Joaquima Rodrigueza zabrakło mu 12 sekund a nad czwartym, Nairo Quintaną utrzymał półminutową przewagę. Teoretycznie Fabio Aru był poza zasięgiem, ale Włoch w czasie trzech tygodni przeżywał wiele trudnych chwil. Jego zwycięstwo jest ewidentnym efektem pracy całego zespołu, kto wie czy nie bardziej niż triumf Teamu Sky w Tour de France.

Jeśli czegoś żal, to z pewnością pierwszego etapu z metą na podjeździe oraz indywidualnej czasówki. Chyba sam Majka po tej próbie spodziewał się więcej, choć z drugiej strony jak na typowego “górala” pojechał przyzwoicie. Mogę się założyć, że w zimie Polak spędzi nieco czasu w tunelu aerodynamicznym i już podczas Giro d’Italia straty z czasówki nie będą w jego przypadku decydowały o wyniku całego wyścigu.

W tym miejscu trzeba też podkreślić znaczenie pracy pomocników Majki. Jak na zawodników wspierających pretendenta do podium byli tam gdzie trzeba i kiedy trzeba i choć nie aż tak widoczni jak rywale z Astany, odegrali ważną rolę w sukcesie naszego kolarza.

Co dalej z pokoleniem młodych-zdolnych?

Fabio Aru ma 25 lat. Podobnie Tom Dumoulin, Nairo Quintana czy Esteban Chaves. Rafał Majka na podium Vuelty wskoczył w dniu swoich 26. urodzin. Joaquim Rodriguez i Alejandro Valverde to dla odmiany weterani zawodowego peletonu. Sytuacja jest jasna: pokolenie młodych, niezwykle zdolnych kolarzy wchodzi właśnie w sportowy “wiek męski” i zaczyna decydować o losach najważniejszych wyścigów. Za rok karierę kończy Alberto Contador, Chris Froome i Vincenzo Nibali, trzydziestolatkowie już wkrótce będą “starcami”, których młode pokolenie będzie próbowało na dobre zrzucić z tronu.

Tyle tylko, że Aru, Majka czy Dumoulin a także pomocnik Aru, Bask Landa (jak również nieobecni w Hiszpanii Francuzi: Pinot oraz Bardet) muszą uzbroić się w cierpliwość. By myśleć o podium Tour de France powinni jeździć pod górę jeszcze szybciej a także (nie licząc Dumoulina) poprawić umiejętność jazdy na czas. Poza Nairo Quintaną żaden z nich nie pędził w tym roku w tym tempie co Froome na podjeździe La Pierre-Saint Martin. W sezonie 2015 różnica między Giro i Vuetlą a Tour de France była większa niż w latach ubiegłych.

Tak czy inaczej, w każdym kolejnym wielkim tourze Rafał Majka, jeśli na jego koszule znajdzie się numer “1”, będzie zaliczany do grona faworytów. To nie jest tak, że zostanie dominatorem trzytygodniowych wyścigów. Równie dobrze w ciągu najbliższych 5 lat może wygrać dwie Vuelty, Tour i Giro jak i “zledwie” jeszcze raz stanąć na podium któregoś z tych wyścigów.

Tak jak Michał Kwiatkowski w ardeńskich klasykach, tak i Majka w etapówkach jest w ścisłej czołówce najmocniejszych kolarzy na świecie. Sport jednak ma to do siebie, że lubi zaskakiwać i nawet zaprogramowane i wyliczone najlepszymi algorytmami zwycięstwo może się nie ziścić.

Obaj Polacy są zdecydowanie zawodnikami, na których warto stawiać i, co najważniejsze, warto w nich wierzyć. Mają bowiem wszystko, by odnosić sukcesy. Udowodnili to już nie raz.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments