Przymiarki do facebookowego “nie lubię” są w toku. Podobno ma to być “przycisk empatii”, do użycia przy wydarzeniach, które trudno “polubić”. Kiedy kliknięcie „kciuka w dół” będzie uzasadnione w rowerowych internetach?

Wypadki

To oczywiste. Kolarskie kraksy, choć często trafiają do “WATTS”, czyli montażu “zabawnych” scen przygotowanego przez Eurosport, są przykre. No dobrze, są przykre w 95% przypadków. Pozostałych 5%, gdy bohater wyszedł z sytuacji obronną ręką faktycznie bywa śmiesznych. Wiele karamboli kończy się jednak złamaniami a bywa, że jeszcze gorzej!

Problemy ze zdrowiem

Aktywni w social mediach kolarze czasami chorują. W czasie Tour de France u Ivana Basso zdiagnozowano nowotwór. Choć zawodnik znów siedzi na rowerze, “lubienie” wiadomości o jego problemach to nie był najlepszy pomysł.

Doping

Kolejna oczywista oczywistość. W tym wypadku empatię łatwo zmienić w hejt. Poza wyjątkowymi okolicznościami sprawa jest jasna. Nikt nie chce oszustów w sporcie. Klikanie “lubię to” pod wiadomościami o dopingu? Chyba nie…

Bezrobocie

W czasach, gdy niełatwo o sponsora jest więcej dobrych zawodników niż miejsc w profesjonalnych ekipach. Chris Horner kilkukrotnie zmagał się z tym problemem aż w końcu zakotwiczył w mało znanej ekipie “trzeciej dywizji” Airgas Safeway. Tomasz Marczyński również miewał problemy z kontraktem, podobnie jak wielu innych, znakomitych kolarzy.

Źle zorganizowane zawody

Błędnie oznaczona trasa, pilot kierujący peleton w złą stronę, żenujące nagrody, posiłek regeneracyjny gorszy niż dla trzody… od World Touru po Puchar Wójta Gminy zdarzają się wtopy. Uczestnicy chętnie dzielą się takimi wrażeniami na fejsiku. Idealny moment, by kliknąć “diss”.

Fair Play schowane do kieszeni

Atak w strefie bufetu, skrócenie trasy, odjazd w momencie neutralizacji, holowanie za samochodem… Kolarze to jednak ludzie i zdarza im się naginać zasady. Trudno to “lubić”, czyż nie?

Bijatyka na wyścigu

No dobra, dający sobie w twarz panowie o wątłej posturze, dodatkowo odziani w kolorową lycrę wyglądają zabawnie. Mimo wszystko miejsce rąk kolarza jest na kierownicy.

Kradzież sprzętu

Rowery giną zawodowcom: na metach etapów, z ciężarówek, dachów samochodów serwisowych a czasem złodzieje napadają na magazyny ekip. Na co dzień cierpią też amatorzy, dla których szosówka, “góral” czy ukochane “ostre” są często wynikiem wielomiesięcznych a bywa, że i wieloletnich oszczędności oraz wyrzeczeń.

A jakie jeszcze okołorowerowe sytuacje do “nielubienia” przychodzą Wam do głowy?

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments