Jeżeli w okolicy rozgrywany jest dobrze zapowiadający się wyścig, to w nim startuję. Jeśli się sprawdza, wpisuję go na stałe do kalendarza. Rok temu Puchar Polski w Tuchowie zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Wybrałem się tam również w obecnym sezonie i wróciłem pod jeszcze większym wrażeniem.

Puchar Polski XCO ma cały czas status “work in progress”. Rok 2015 to początek drogi, ale rysuje się pewien nienajgorszy schemat, który mam nadzieję zostanie przynajmniej utrzymany a najchętniej rozwinięty.

Wygląda na to, że największa część pracy spoczywa na barkach lokalnych klubów, które budują trasy, zabiegają o obecność w lokalnych mediach, zapraszają zawodników itd. Cóż, takie mamy realia, jednak nie będę ich tym razem kontestował, tylko skupię się na dobrej robocie wykonanej w Tuchowie.

 

W przypadku tej gminy a właściwie miejscowości Lubaszowa-Siedliska za całe zamieszanie odpowiedzialny jest Elzat Bieniasz Bike Team oraz rodziny lokalnych kolarzy, przez działki których przebiega zresztą część trasy zawodów.

W zeszłym sezonie runda była techniczna i niemal w 100% naturalna. W ciągu roku sporo się jednak zmieniło. Odcinki, które rok temu były najcięższe, teraz były miejscem do odpoczynku. Dołożono nowe elementy: zarówno leśne, pełne ciasnych zakrętów ścieżki jak i ciekawą sekcję ze sztucznymi, ale dobrze wkomponowanymi w stary sad dropami, schodami i bandami.

Wygląda więc na to, że mamy kolejną w kraju ciekawą i wymagającą trasę XC, na której doświadczenie mogą zdobywać młodzi zawodnicy. Osobiście “zwiedziłem” tę w Skomielnej Białej, Sławnie oraz właśnie w Tuchowie (trzymajmy się tej nazwy, ponieważ tak zawody zostały wpisane do kalendarza). Do tego dochodzą wyścigi na Dolnym Śląsku, Opolszczyźnie, w Lublinie a nie wolno zapominać o Żerkowie i Białymstoku.

 

Jeśli wszystko pójdzie dobrze i Puchar Polski będzie projektem kontynuowanym a przynajmniej niektóre eliminacje postarają się o, choćby najniższą, kategorię UCI, to będziemy mieli fajną bazę, na której można pokusić się o odbudowę polskiego XC.

Co do samych zawodów w Tuchowie, to mimo ekstremalnego upału (gdy stałem na starcie mój Garmin pokazał 40,5 stopnia!) będę wspominał je dobrze. Trasa była dla mnie sporym wyzwaniem, jednak w 100% pokonywałem ją na rowerze, bez konieczności zsiadania. Wydaje mi się, że znaleziono dobry balans między trudnościami technicznymi a zbędną ekstremą, co czasami ucieka niektórym autorom tras.

 

Biorąc pod uwagę, że po latach spędzonych na maratonach mtb oraz kilkuletniej przerwie tak naprawdę od nowa uczę się jeździć na rowerze górskim, mogę się wczuć w zawodników młodszych kategorii wiekowych, którzy dopiero zdobywają doświadczenie na trasach XC. W Tuchowie odebrałem solidną lekcję kolarstwa w wariancie wyczynowym, jednak do domu wróciłem nie przerażony, z obawami o własne zdrowie a zmotywowany i szukający kolejnych wyzwań.

W kwestiach pozasportowych widać było również staranie o zagospodarowanie czasu i energii nie tylko zawodników, ale również osób towarzyszących i kibiców. Tak jak w Skomielnej można było za naprawdę symboliczną kwotę spróbować ciast i napojów (sok z pietruszki!) przygotowanych przez lokalne gospodynie a zamiast disco polo oprawę muzyczną urozmaicał zespół ludowy.

 

To drobne elementy, jednak są fajnym wzorem, dodającym lokalnego kolorytu i sprawiającym, że np. rodzina i przyjaciele mogą ze mną przyjechać i zająć się czymś jeszcze poza podawaniem bidonów i pilnowaniem psa.

W ramach podsumowania chciałbym, żeby impreza w Tuchowie, (podobnie jak ta w Skomielnej) utrzymała się w kalendarzu a lokalne gminy i sponsorzy poczuli, że warto inwestować w kolarstwo górskie, choćby jako element promocji regionu. Pogórze Ciężkowickie może nie jest najbardziej popularną turystycznie okolicą, ale oferuje wiele ciekawych miejsc, zarówno do uprawiania kolarstwa jak i wartych odwiedzenia w mniej rowerowym kontekście.

Krótko mówiąc: dobra robota. Walczcie dalej!

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments