Rewelacyjny rekord Aelxa Dowsetta, Rafał Majka wraca do formy, podobnie jak Tomasz Marczyński. Poniedziałkowy skrót, czyli komentarz do najważniejszych wydarzeń ostatnich dni.

Perfekcyjna godzina

Takim hasłem anonsowano podejście do rekordu godzinnego w wykonaniu Alexa Dowsetta. Brytyjczyk, mistrz swojego kraju w jeździe indywidualnej na czas z 2013r miał zmierzyć się z sześćdziesięciominutową jazdą po torze w lutym. Złamany na treningu obojczyk odroczył jego plany, zatem kolarz drużyny Movistar przesunął swoją próbę na początek maja.

Po Jensie Voigcie (Trek) i Rohanie Dennisie (BMC), Dowsett to trzeci kolarz reprezentujący duży i bogaty team. Matthias Brandle, Jack Bobridge, Gustav Larsson i Thomas Dekker w momencie swojego podejścia byli kolarzami spoza World Touru. Niewątpliwie miało to wpływ na osiągnięte rezultaty. Dowsett spędził sporo czasu w tunelu aerodynamicznym, dopracowując detale swojej sylwetki. Co więcej, odsunięcie próby w czasie związane z kontuzją dało mu więcej czasu na dobór właściwej taktyki.

Ta okazała się faktycznie perfekcyjna. Alex Dowsett rozpoczął w tempie zbliżonym do tego, które utrzymywał Rohan Dennis a następnie wyraźnie przyspieszył w ostatnich 20 minutach próby. Mniej więcej w tym momencie Dennis zmagał się z kryzysem, który przezwyciężył dopiero na ostatnich okrążeniach. Niemal półkilometrowa przewaga, jaką osiągnął Dowsett (jego rezultat to 52,937km w porównaniu z 52,491km Dennisa) to zatem efekt nie tylko aerodynamiki, “marginal gains” ale też po prostu lepszego przygotowania. Rezultat niemal 53km jest imponujący i choć wydaje się, że Bradley Wiggins ma w rękach wszystko, by 7. czerwca poprawić ten wynik, nie będzie to wcale takie proste. Dowsett jest świetnym czasowcem o uznanej reputacji, zatem Sir Wiggo będzie musiał wznieść się na wyżyny swoich możliwości, aby nowy rekord był przynajmniej przez kilka miesięcy bezpieczny.

Majka na tropie

Zmagający się z przetrenowaniem w pierwszej fazie sezonu Rafał Majka wraca do formy. W Tour de Romandie pojechał może i bez błysku, za to dość skutecznie. W górach oraz podczas jazdy indywidaulnie na czas zaprezentował się podobnie jak Froome, Uran, Nibali czy Quintana co ostatecznie dało mu siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. To jego osobisty rekord w tym wyścigu i zarazem wyrównanie “rekordu Polski” należącego d Sylwestra Szmyda (2012). W tym kontekście zdecydowanie żal nieudanej jazdy drużynowej, podczas której ekipa Tinkoff-Saxo straciła aż 55 sekund do zwycięskiego teamu Sky. Pół minuty szybciej i Polak znalazłby się w top5 “generalki”. Tak czy inaczej, cieszy wyraźnie lepsza dyspozycja naszego specjalisty jazdy w górach. Przed Tour de France Majka sprawdzi jeszcze swoją formę podczas Tour de Suisse, gdzie już teraz zapowiada walkę o najwyższe cele. W tym miejscu warto przypomnieć, że w czerwcowej, szwajcarskiej etapówce w 2002r drugie miejsce zajął Piotr Wadecki. Majka z pewnością jest kolarzem, który na alpejskich szosach mógłby pokusić się o podobny rezultat, pytanie tylko, jak po wiosennych perturbacjach planuje dalszą część sezonu.

Marczyński powrócił

Ósme miejsce w wyścigu Dookoła Turcji, posiadającym kategorię HC to realnie rzecz ujmując jeden z lepszych rezultatów w karierze Tomasza Marczyńskiego. 13. kolarz Vuleta a Espana 2013 po rozpadzie Vacansoleil kolejne dwa sezony spędził w polskiej grupie CCC, gdzie nie wiodło mu się najlepiej. Teoretycznie przejście do kontynentalnego zespołu Torku-Sekerspor to dla niego degradacja. Podobnie jak w przypadku Macieja Paterskiego, który po zmianie Worldtourowego Cannondale na “prokontynentalny” CCC okazało się to jednak dobrym posunięciem. Marczyński dobrze spełnia funkcję lidera tureckiego klubu. Niedawno zdominował wyścig dookoła Maroka (kategoria 2.2) a teraz w ważnym dla Torku-Sekerspor, “domowym” wyścigu zdołał zająć miejsce w pierwszej dziesiątce. Pojechał na równi z kolarzami ekip World Tour i Pro Continental a solidna postawa na górzystych etapach dała mu cenny rezultat na koniec całej imprezy. W ten sposób przypomniał, że jest kolarzem, który może reprezentować niemal dowolnie mocną grupę zawodową.

Czerwone podium

Nie było mnie w Połczynie Zdroju, więc trudno o komentarz poza spojrzeniem na wyniki Pucharu Polski w Maratonie MTB. Blisko cztery godziny jazdy, ponad 90km i ponad 1300m przewyższenia wydają się być godnymi wartościami dla imprezy tej rangi. Nie jest to może “górska ekstrema”, ale trzeba pamiętać, że większa część naszego kraju to niziny. Zwraca uwagę druga z rzędu dominacja zespołu JBG2. Pięć pierwszych miejsc nie pozostawia wątpliwości, kto rządzi na polskich trasach maratonów. Nieobecność kolarzy Krossa, Rometu (startowali w Cyklokarpatach w Przemyślu, gdzie Bartosz Janowski wygrał długi dystans) i Volkswagena (Bogdan Czarnota i Michalina Ziółkowska ścigali się w maratonie nad Gardą) nie zmienia faktu, że z tak silną drużyną ciężko będzie nawiązać rywalizację nawet indywidualnie mocniejszemu zawodnikowi. W Połczynie najszybszy z ekipy JBG2 był Mariusz Kozak. Wśród kobiet warte uwagi jest zwycięstwo Magdaleny Sadłeckiej, srebrnej medalistki pierwszych w historii mistrzostw świata w maratonie, która w tym roku jeździ jako zawodniczka niestowarzyszona, na własne konto.

Zdjęcie okładkowe: waferboard, flickr CC BY 2.0

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments