Za cztery dni rusza Giro d’Italia. Alberto Contador jako pierwszy od wielu lat kolarz stawia jasny cel. Chce w jednym roku wygrać zarówno wyścig dookoła Włoch jak i Tour de France. To bez znaczenia, czy osiągnie swój cel. Ważna jest sama próba.

Contador to jeden z najbardziej utytułowanych kolarzy w historii. Ma na swoim koncie sześć zaliczonych jako zwycięskie wielkich tourów, jeden tytuł, który został mu odebrany za pozytywny wynik testu antydopingowego oraz jeden, którego został pozbawiony przez działającą wstecz dyskwalifikację. Jeśli wygra Giro, w klasyfikacji wszechczasów zrówna się z Miguelem Indurainem i Fausto Coppim na pozycji numer cztery, jeśli dołoży do tego Tour de France będzie trzeci wraz z Jacquesem Anquetilem.

Z perspekywy czasu sprawa z dopingiem jest jasna. Nawet, jeśli w próbce pobranej podczas Tour de France 2010 znajdowało się jedynie 50 pikogramów klenbuterolu, dyskwalifikacja i odebranie zwycięstwa jest zasadne. Zgodnie z przepisami taka substancja nie powinna się znaleźć w organizmie kolarza a linia obrony związana ze spożyciem skażonego sterydem mięsa została obalona. Takie sytuacje mogą zdarzyć się w Chinach, ale nie w opisującej każdy element rzeczywistości przepisami Unii Europejskiej.

Kwestia odebrania triumfu w Giro d’Italia 2011 jest już mocno dyskusyjna. Zgodnie z wynikami rozlicznych testów, Contador wygrał wyścig “na czysto” (podobnie jak kilka tygodni później zajął piąte miejsce w Tour de France). Fakt, że w tabelach jako zwycięzca widnieje Michele Scarponi to zasługa przeciągającego się postępowania dyscyplinarnego w związku z próbką pobraną podczas Touru 2010.

Interesująco wygląda również sytuacja, jeśli prześledzić karierę hiszpańskiego kolarza przed i po okresie dyskwalifikacji. Wyraźnie zauważalny jest spadek dyspozycji trwający kilkanaście miesięcy od wznowienia startów. W nowej rzeczywistości Contador zwyciężył w hiszpańskiej Vuelcie 2012 dzięki bezkompromisowemu zagraniu taktycznemu, będąc realnie nieco słabszym od głównych rywali. Tour de France 2013 to z kolei niemoc nie tylko w stosunku do Chrisa Frooma i ekipy Sky, ale także Nairo Quintany wraz z jego Movistarem oraz Joaquima Rodrigueza. Sezon 2014 to dla odmiany genialne odrodzenie, zarówno we wczesnej fazie sezonu jak i po dramatycznie wyglądającej kontuzji, której doznał na trasie Wielkiej Pętli.

Bez względu na uczucia, jakimi darzycie Hiszpana, dopingową wpadkę, podejrzenia o manipulację krwią czy współpracę z dożywotnio pozbawionym prawa wykonywania zawodu trenera Pepe Marti, Contador wpada do szczególnej kategorii sportowców. Choć wiemy, że Marco Pantani był sportowym oszustem, trudno odmówić mu duszy artysty. W tej kategorii Contador jest kimś więcej. Nie tyle himerycznym, targanym emocjami twórcą, co profesorem akademii sztuk pięknych.

Gdy jest w formie, potrafi z zimną krwią wypunktować rywali. Gdy brakuje mu mocy, by pokonać ich w bezpośrednim pojedynyku, zaskakuje szalonym rozwiązaniem. W charakterystyczny sposób “tańczy” na rowerze atakując na wymagających podjazdach lub zaprzęga do pracy całą drużynę szukając sekund na wietrznym, płaskim etapie byle tylko zyskać przewagę nad rywalami.

Jazdę po dublet traktuję więc bardziej w kategoriach sportowego performance’u niż walki o wynik jako taki. Contador po raz kolejny w karierze sprawi, że wyścigi kolarskie zostaną dodakowo doprawione w szczególny sposób. Do standadrowej rozgrywki dojdzie fakt walki o jedno z najcięższych do osiągnięcia w sporcie trofeów. Nieformalny “wielki szlem”, dublet Giro i Tour de France wyjątkowo pobudza wyobraźnię. Czego by nie mówić o hiszpańskim kolarzu, to właśnie w tym jest mistrzem. W pobudzaniu wyobraźni.

Zdjęcie okładkowe: www.instants-cyclistes.fr, CC BY SA 2.0, flickr

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments