Branża rowerowa jest bardzo specyficzna. Z jednej strony konserwatywna, z drugiej poszukująca innowacji. Kilku największych producentów narzuca trendy, ale brak jest jakiejkolwiek standaryzacji. Znane z innych dziedzin życia projektowanie z myślą o użytkowniku zdaje się nie istnieć.

O ile trendy dotyczące komponentów z najwyższej półki rzadko dotyczą masowego odbiorcy, o tyle w ostatnich dniach docierają do nas doniesienia o zmianach, które w bliższej lub dalszej przyszłości dotkną niemal wszystkich. Główni producenci osprzętu, Shimano i Sram, wprowadzają rozwiązania dostępne do tej pory wyłącznie dla elity do grup, które będą hurtowo montowane w rowerach dostępnych dla szerszego grona.

“Wół roboczy”, Shimano XT od przyszłego roku będzie produkowany w wersji jedenastobiegowej. Kasety zyskają tryb 40 lub nawet 42 zębowy, równolegle nie rezygnując z dwóch lub nawet trzech zębatek z przodu. Tymczasem konkurencyjny SRAM uporczywie forsuje rozwiązanie 1×11 wymagające zmiany kluczowej części tylnej piasty, która musi podołać kasecie z najmniejszym trybem o dziesięciu zębach. Co ciekawe, marketingowcy SRAMA (bo nie wierzę, by był to pomysł projektantów) będą sprzedawali to rozwiązanie w rowerach szosowych, trekkingowych, “szutrowych” rekreacyjnych i wszystkich innych.

Sęk w tym, że tak jak w przypadku wielu innych rozwiązań w branży rowerowej, nie ma tu żadnej innowacji. Ot, mały tunning wzorowany na zachowaniu wielu zawodników mtb czy przełajowych. Ponieważ klienci nie są na tyle mocni, by “przepchnąć” twardszy bieg, konieczna była zmiana kasety a przy okazji pojawiła się potrzeba wymiany jeszcze kilku komponentów.

Tyle tylko, że nikt z nas nie robi “wow” na widok kolejnego przełożenia czy masy obniżonej o kilka procent. Żadne z wprowadzanych rozwiązań nie budzi jednoznacznego pożądania. Pozornie ciekawa propozycja jak np. elektryczne przerzutki nie jest dość atrakcyjna, by wzbudzić powszechne uznanie nawet wśród zawodowców (część peletonu nadal używa klasycznej wersji z linkami) a przecież Di2 od Shimano jest już na rynku od dłuższego czasu.

Original iPhone docked.jpg
Original iPhone docked” autorstwa Andrew from London, UK – 16GB iPhone. Licencja CC BY-SA 2.0 na podstawie Wikimedia Commons.

Branża rowerowa nie jest w stanie zaproponować swojego iPhona. Pamiętacie pierwszego smartphona od Apple? Zaprojektowanego w myśl filozofii “mniej znaczy więcej”, wypatroszonego z wielu podstawowych funkcji a mimo to będącego obiektem marzeń? Proste, ładne i opisane odpowiednią historią urządzenie zmieniło oblicze całej marki. Apple zostawiło w tyle Microsoft, zjadło na śniadanie plany Samsunga i wprawiło w spore zakłopotanie Google.

Trzymając się porównań IT, Shimano jest Microsoftem: doświadczoną korporacją, która choć ma wiele dobrych pomysłów nie jest szczególnie lubiana choćby dlatego, że narzuca klientom i partnerom swoje rozwiązania. Campagnolo będzie w tym układzie Linuxem – wyrafinowaną propozycją dla geeków. SRAM zamiast podążyć drogą Apple idzie drogą Samsunga. Dostarcza kolejnych nowości, które niewiele wnoszą, robią wiele hałasu ale po kilku miesiącach przestają robić na kimkolwiek wrażenie.

Samsung Galaxy Note Edge in 2014 IFA.jpg
Samsung Galaxy Note Edge in 2014 IFA” by http://www.flickr.com/people/pestoverde/http://www.flickr.com/photos/pestoverde/15060800870. Licensed under CC BY 2.0 via Wikimedia Commons.

Duża część producentów telefonów (poza oczywiście Apple) była się w stanie porozumieć choćby w temacie wspólnego standardu gniazda ładowarki. Koszty spadają a zaawansowane technologie faktycznie są dostępne dla mas. Branża rowerowa nie jest w stanie ustalić jakiegokolwiek wspólnego stanowiska, produkcja jest niemal jednostkowa a ceny horrednalnie wysokie. Efekt jest taki, że choć teoretycznie na rynku dostępny jest sprzęt niczym z kosmosu, problemem staje się kupno dętki we właściwym rozmiarze.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments