Gdy wydawało się, że na naszym rynku nie tylko nie ma już miejsca na kolejne wydawnictwo rowerowe, ale też na inny format niż znane dotychczas, pojawiła się “Szosa”. Pierwszy numer to zdecydowany powiew świeżości i równoczesne pytanie, dlaczego na rowerowy magazyn, który można po prostu poczytać, trzeba było czekać tak długo.

Od lat jedynym kolarskim czasopismem, które przyciąga moją uwagę w innych okolicznościach niż chwile skupienia w miejscu odosobnienia jest Pro Cycling. Anglojęzyczny periodyk stoi w opozycji do znanego, “niemieckiego” trendu, który w zasadzie sprowadza się do przedstawiania kolejnych testów i prezentacji sprzęty w ilościach przemysłowych. Z kolei Pro Cycling stawia na opowieści, wywiady i publicystkę. Prezentowane treści są na tyle pogłębione, że nawet stary wyjadacz kończy lekturę z porcją nowych wiadomości.

“Szosa” idzie wyraźnie w tym kierunku. To czasopismo, które można poczytać a nie tylko zawiesić wzrok na zdjęciach kolejnych rowerów i tabelkach z danymi. Wywiady (z Eugenią Bujak i Michałem Kwiatkowskim), choć mają póki co charakter raczej “informacyjno-techniczny”, niż “ludzko-poznawczy” są ciekawe i wciągające. Prezentacje kolejnych wyścigów (numer skupia się na sezonie klasyków) to raczej zbiór anegdot niż dystansów, przewyższeń i nazw. Gratulacje należą się więc nie tylko samym autorom, ale i redakcji jako takiej za wdrożenie formatu, który ma charakter odrobinę bardziej ponadczasowy.

Porcja nowości, zarówno wyścigowych jak i sprzętowych, która starzeje się po dwóch dniach w internecie a w wypadku drukowanego magazynu przestaje mieć znaczenie jeszcze przed ukazaniem się bieżącego numeru (“Szosa” jest dwumiesięcznikiem) jest ograniczona do minimum. Z kolei obowiązkowy (wszak czymś trzeba zapłacić za “jakościowe treści”) dział testów i przeglądów rynku nie dominuje objętością, dzięki czemu całość zachowuje stosowny balans.

Skłamałbym mówiąc, że lektura pierwszego numeru “Szosy” przyniosła mi jakieś odkrycia. Cóż, raczej nie jestem targetem prasy rowerowej. Mimo to, miło jest poczytać dobre teksty, zatem ze spokojnym sumieniem magazyn poleciłem mojej szanownej małżonce. Dla niej większość tematów będzie nowa, a że całość jest podana w estetycznej i przyjemnie zaprojektowanej formie, z chęcią kupimy kolejny numer.

PS: Okładkę wydrukowano na matowym, miękkim papierze. To ciekawe, ryzykowne rozwiązanie, które dodatkowo odróżnia “Szosę” od pozostałych, “lakierowanych” czasopism.

“Szosa”, wydawnictwo Cyclemotion sp. z o.o.
Dwumiesięcznik, 132 strony
Cena: 15PLN

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments