Relaksujący, wyluzowany i miły dla oka. Taki jest nowy “Path Finder”, film przedstawiający podróżujących po mniej popularnych ścieżkach Europy Środkowej Mariusza Bryji i Tomasza Dębca. Z drugiej strony pokazuje pewną tendencję, typową dla większości z nas: poszukiwania coraz większych wyzwań.

Nadal nie mam pojęcia, czym jest enduro. Gdy w kilku zdaniach podzieliłem się wrażeniami z “Path Findera” z moim Tatą, ten stwierdził, że w takim razie, gdy 20 lat temu targaliśmy rowery na plecach dnem potoku na zboczach Przehyby, to uprawialiśmy enduro. Cóż, bez większych rozterek, kiedyś po prostu jeździło się na rowerze, obojętne czy “dla przyjemności” czy na zawodach. Teraz niemal każda działalność jest opakowana stosowną terminologią ukutą przez marketingowców.

Tak czy inaczej i nie bacząc na nazewnictwo, bohaterowie “Path Findera” jeżdżą po górach. A że są przy tym magikami techniki, są w stanie poradzić sobie niemal w każdym terenie. To otwiera przed nimi wiele nowych możliwości i sprawia, że coraz więcej miejsc może być użytych jako rowerowy szlak.

 

Całoroczna przygoda zaczyna się wiosną w Cisnej by przez kolejne pory roku poprowadzić ich przez nie tak odległe, choć dla wielu z nas egzotyczne kraje: Rumunię, Bośnię oraz popularną Chorwację. Wrażeniom z jazdy i popisom kunsztu towarzyszą widoki, zwierzęta i ludzie. Dzięki temu film, w przeciwieństwie do większości rowerowych produkcji mnie nie znudził. Cóż, ze “sport action movies” jest trochę jak z porno. Nie ma znaczenia, o czym opowiada, liczą się zbliżenia. W “Path Finderze”, a i owszem, kamienie lecą spod kół, tu i ówdzie jeden z zawodników zarzuci frywolnie w locie tylnym kołem, ale pod warstwą tych efektów specjalnych zostaje więcej treści.

Podróż, eksploracja i przekraczanie kolejnych granic to esencja “Path Findera”. Współczesny sprzęt umożliwia dotarcie tam, gdzie wcześniej było to bardzo trudne lub niemal niemożliwe. Kolejne lata doskonalenia samego siebie sprawiają, że potrzebne są coraz większe cele i coraz nowsze wyzwania, by utrzymywać się na pożądanym poziomie pobudzenia. Bez względu na to, czy jest się entuzjastą enduro, zawodowym szosowcem czy maratończykiem-amatorem. Ma być wyżej, dalej, bardziej dziko i ekstremalnie.

Path Finder” pobudził moją wyobraźnię do tego stopnia, że choć chwilowo nie tęsknię za podróżami, z przyjemnością wróciłem we wspomnieniach do miejsc, w których już byłem. Tych bliżej i tych dalej, gdzie przeżyłem swoje własne, małe przygody.

PS Chętnie zobaczyłbym mapki i tracki gps. Może niekoniecznie w stylu “enduro” ale okolice, gdzie jeździli bohaterowie są na tyle malownicze, że takie materiały mogą być dobrą inspiracją dla innych.

PS2 Film na dużym ekranie Kina Kijów oglądało się bardzo przyjemnie, ale gdy pojawi się w internetach, koniecznie zobaczcie choćby na monitorze.

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments