Śmierć na Pucharze Świata mtb przyćmiła pozostałe wydarzenia kolarskiego weekendu. Młoda Holenderka, Annefleur Kalvenhaar zmarła na skutek upadku na trasie wyścigu XCE. Zawody jednak dokończono. Równolegle rozgrywano wiele innych imprez, komentarz do najciekawszych z nich znajdziesz w cotygodniowym, poniedziałkowym skrócie.

Maja Włoszczowska na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata

Puchar Świata w żałobie

Jolanda Neff zwyciężyła w finałowej eliminacji Pucharu Świata w Meribel, tym samym przypieczętowała wygraną w klasyfikacji całej serii. Wśród mężczyzn Julien Absalon musiał wyważyć między kalkulacją związaną z utrzymaniem prowadzenia w “generalce” a postawą, która nie zawiodłaby licznie zgromadzonych widzów. Podobnie jak w Windham wybrał wariant defensywny: nadrabiał na podjazdach i ostrożnie zjeżdżał by uniknąć defektu lub wywrotki. Dzięki temu do Nino Schurtera stracił zaledwie 13 sekudnd, do mety dojechał drugi i po raz szósty w karierze, za to pierwszy raz od 2009r triumfował w całej serii Pucharu Świata. Maja Włoszczowska walczyła o top3, ale w końcówce zmagała się z kurczami, co kosztowało ją spadek na siódmą pozycję. Zdołała za to awansować na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Katarzyna Solus-Miśkowicz była 23 a Anna Szafraniec 25.

Święto, jakim jest zakończenie całosezonowego, najważniejszego cyklu zawodów w formule olimpijskiej odbywało się niestety w żałobnej atmosferze. Podczas przejazdów kwalifikacyjnych zawodów XCE (“Eliminator”) fatalnie upadła holenderska zawodniczka Annefleur Kalvenhaar. Kraksa okazała się śmiertelna w skutkach. Kalvenhaar miała 20 lat, była mistrzynią Europy U-23 w przełajach. Mimo tragedii, zawody zostały rozegrane, przed kolejnymi wyścigami kolarze czcili pamięć rywalki i koleżanki minutą ciszy oraz jazdą z przypiętymi do numerów startowych kwiatami. W tym miejscu warto wspomnieć, że Eliminator w Meribel był pożegnaniem z tą konkurencją na poziomie pucharu świata – w przyszłym roku znika z kalendarza.

Najlepszy sprinter sezonu?

Mediolan-Sanremo, dwa etapy Tour de France a teraz Vattenfall Cyclassic. Alexander Kristoff, Norweg z ekipy Katiusza ma naprawdę świetny rok. O klasyku w Hamburgu nie napisałem w zapowiedzi weekendu. To nie jest szczególnie intrygujące wydarzenie, można powiedzieć, że to taki “Tour de Pologne” wyścigów jednodniowych. Ma jednak kluczowe znaczenie dla niemieckiego kolarstwa. Oprócz tego, że rywalizują zawodowcy, Hamburg gości jeden z największych wyścigów dla amatorów. Dodatkowo jest jedyną imprezą w Niemczech zaliczaną do kategorii World Tour. Nie jest tak prestiżowy jak inne jednodniówki, ale punkty to punkty i zwycięstwo to zwycięstwo. Idąc tym tropem, wygrana Kristoffa to kolejny, ważny moment jego sezonu. Trudno, by równała się z tą z Mediolan-Sanremo, ale trzeba pamiętać, że w Hamburgu nie wygrywa byle kto. Zabel, Musseuw, Bettini, O’Grady, Freire czy McEwen na liście zwycięzców to wystarczający argument, by hamburski klasyk wziąć na poważnie. Alexander Kristoff jest kolarzem silnym i szybkim zarazem. W bezpośrednim pojedynku na płaskim terenie po rozprowadzeniu przez drużynę przegrywa z Kittelem, prawdopodobnie jest też wolniejszy niż Bouhanni, ale co z tego? Nie tylko ma najwięcej zwycięstw w sezonie (14), ale też cechuje się szczególną umiejętnością. Jest tam, gdzie powinien być, do tego w odpowiednim czasie. Oprócz wypełniających statystyki wygranych w Norwegii, wygrał dwa etapy Tour de France, monument i ceniony klasyk. Czego chcieć więcej?

Bartosz Huzarski siódmy w wyścigu kategori iHC

Polacy świetnie w Colorado

Rafał Majka czwarty, Bartosz Huzarski siódmy a Paweł Poljański 14. Mało kto spodziewał się, że US Pro Cycling Challenge będzie tak pomyślny dla naszych kolarzy. Majka miał tam kończyć sezon i pojechać w tempie relaksacyjnym, tymczasem na Monarch Mountain utrzymał tempo Tejaya Van Garderena (co dało mu drugie miejsce w klasyfikacji) i nieznacznie gorzej pojechał czasówkę (zaowocowało to spadkiem na czwartą lokatę). Z kolei Bartosz Huzarski po kilku ucieczkach podczas Tour de France utrzymał wysoką dyspozycję i w Stanach pojechał bardzo dobry wyścig. Co więcej, wiemy już, że w przyszłym roku nadal będziemy go oglądali na trasach ważnych imprez. Jego drużyna nie tylko przedłużyła z nim kontrakt, ale ma też spore ambicje związane ze swoim rozwojem.
Tygodniowe zawody w Colorado być może nie są najważniejszym wyścigiem w sezonie, ale jest spora grupa kolarzy, która traktuje go jako jeden z głównych celów. Stąd też rezultaty Polaków można śmiało uznać za bardzo cenne.

Valverde liderem Vuelty

Drużyna Movistaru potwierdziła, że chce wygrać hiszpański tour. Sobotnia jazda drużynowa na czas była bardzo techniczna i dynamiczna. Kolarze Eusebio Unzue w tego typu próbach spisywali się już bardzo dobre w przeszłości, tym razem udało im się zwyciężyć, zyskując niewielką przewagę nad Cannondale. Pierwszym liderem został Jonathan Castroviejo, ale nieco pogubił się w końcówce niedzielnego etapu, zatem czerwoną koszulkę przejął Alejandro Valverde. To ciekawe, w kontekście faktu prowadzenia zespołu przez Nairo Quintanę, ale nie doszukujmy się na siłę konfliktu. Finisz z grupy wygrał Nacer Bouhanni z FDJ, który po serii zwycięstw w Giro d’Italia dołożył sukces na Vuelcie.

Z zespołową czasówką musiała się zmierzyć drużyna Garmin-Sharp. Po traumie z Giro, gdzie już pierwszego dnia stracili swojego lidera oraz sporo czasu, tym razem pojechali bardzo zachowawczo. Udało się przetrwać próbę, jednak 18. miejsce i starta 41 sekund na niespełna 13km pokazuje, jak wielkie było to dla nich wyzwanie.

Dziś pierwszy dynamiczny finisz na niewielkim wzniesieniu – szasna dla Sagana, Gilberta, ale i Valverde na wygraną etapową oraz sekundy bonifikaty (dla Sagana może to oznaczać objęcie prowadzenie w wyścigu).

Skomentuj

Komentarze

Powered by Facebook Comments