fbpx

Kobiety bez innowacji

La Course by Le Tour de France ma być nową jakością i bodźcem rozwoju kobiecego kolarstwa. W domyśle, splendor Wielkiej Pętli i finału na Polach Elizejskich miał spłynąć na rozgrywany w tym dniu wyścig dla pań. Cóż. Jeszcze nie spłynął, ale poczekajmy na długofalowe efekty.

Wyścigi rowerowe mają w sobie sporo lewicowego ducha, do tego w początkach istnienia były wykorzystywane przez feministki jako przejaw równouprawnienia. Ponad sto lat później kolarstwo jest jak najbardziej kapitalistyczno-korporacyjne, choć ból i cierplienie na górskich przełęczach zrównują ze sobą biednych i bogatych. Nie zrównują natomiast kobiet i mężczyzn, gdyż te pierwsze zazwyczaj są pomijane na tyle, że nawet nie mają za bardzo gdzie się ścigać.

?La Course? to wyścig organizowany przez A.S.O, właściciela Tour de France. Rozgrywany na rundach, gdzie kilka godzin później kończy się Wielka Pętla. Okazja do promocji, będącego w głębokim dołku kobiecego kolarstwa jest więc zacna. Co więcej, wyjątkowo zadbano o nagrody. Zwyciężczyni, Marianne Vos zgranęła ?6000. Dla porównania, najważniejsza etapówka, zakończone niedawno Giro Rosa we Włoszech przyniosło jej? ?543 za wygranie klasyfikacji generalnej.

Kobiecy peleton, w tle łuk triumfalny
Powiedzmy sobie szczerze: to kwota, która może uchodzić za zacną w półamatorskim maratonie mtb, ale nie w sytuacji, gdy mówimy o, bądź co bądź, wyczynowym sporcie w wydaniu zawodowym. Giro Rosa to wymagający i ciekawy wyścig, ale w ten sposób kobiece kolarstwo nie zostanie dźwignięte z kryzysu. Rundy na Polach Elizejskich to nie były najciekawsze zawody sezonu. Nie zgromadziły też licznej publiczności. Tour de France przykrywa swoim cieniem wszystkie imprezy organizowane równolegle, wyścig kobiet był co najwyżej atrakcją porównywalną z przejazdem kolumny reklamowej. Jednak pula nagród powoduje, że jest imprezą szczególną. Szukając sposobów na rozwój kobiecego kolarstwa nie trzeba innowacji, trudności czy spektakularnych rozwiązań, jak w przypadku borykającego się z licznymi problemami kolarstwa męskiego. La Course, jako propozycja, nie jest niczym odkrywczym, ot przedłużone kryterium, za to rozgrywane w szczególnym miejscu i czasie. Za to odpowiada na najpilniejsze zapotrzebowanie: pieniądze. Jeśli będą, za nimi przyjdą media, maszyna zacznie działać i wyścigi pań staną się w końcu ważnymi wydarzeniami samymi w sobie. Pytanie, kto będzie chciał je zainwestować. Pierwszy wyraźny krok zrobiło A.S.O. Czy Francuzi wykażą wystarczającą cierpliwość, by poczekać na zwrot? Na filmie powyżej Marianne Vos finiszuje po zwycięstwo w pierwszym ?La Course?


Opublikowano

w

przez